Strona 1: Laureaci; Lista konkursowa;
Strona 2: Laur SDP;


SDP

postanowiło wyróżnić Laurem Stowarzyszenia
wręczanym po raz pierwszy


redaktora Macieja Łukasiewicza


RZECZPOSPOLITA i JEJ REDAKTOR

Maciej Łukasiewicz jest naszym kolegą i przyjacielem, od lat związanym ze stowarzyszeniem – był wiceprezesem w latach 1989-93 i potem zawsze pozostawał z nami w ścisłym kontakcie. Lauru SDP nie otrzymał jednak „po kumotersku”. Zarząd Główny rozpatrywał wiele konkurencyjnych propozycji wyróżnienia innych wybitnych dziennikarzy. Jednogłośnie jednak postanowiono, że pierwszym laureatem będzie Maciej Łukasiewicz za kierowanie „Rzeczpospolitą”, dziennikiem, który ma znaczący wpływ na opinię publiczną w Polsce.

Maciej Łukasiewicz jest redaktorem naczelnym od 23 października 2000 r., trzecim w III Rzeczypospolitej. Pierwszym był Dariusz Fikus, mianowany przez Tadeusza Mazowieckiego 20 października 1989 r. Maciej, cztery dni później został jego zastępcą. Po śmierci Fikusa naczelnym był Piotr Aleksandrowicz. Już w tym pierwszym okresie kształtował się obecny charakter „Rzeczpospolitej”.

Łukasiewicz wspomina: „Mieliśmy od początku podstawowy dylemat: jak przestać być organem rządowym. Fikus był naczelnym w randze wiceministra, a „Rzeczpospolita” organem prasowym rządu (w tej formie została powołana w 1981 r.). Fikus, dzięki swemu wielkiemu doświadczeniu i w prasie PRL, i w działalności opozycyjnej, wiedział, że prasa – aby była wolna – musi być niezależna materialnie. Od państwa i partii politycznych. – Informacja jest bezpartyjna – mówił dziennikarzom. Pomagał nam premier Mazowiecki, który desygnując Fikusa na naczelnego powiedział: – Nie chcę dziennika rządowego, bo tego nie znosi demokracja.

BTomaszewski

Rezygnacja z dotacji budżetowych nie była jednak łatwa, zwłaszcza przy ogromnej wówczas inflacji i prenumeracie obejmującej 80 proc. nakładu. Aby ocalić wydawnictwo i redakcję, nie wystarczało już podnoszenie ceny gazety. Wyjściem i przełomem okazało się pozyskanie inwestora zagranicznego. Była nim spółka koncernu Hersanta – Socpresse (m.in. wydawca „Le Figaro”), która weszła z 49 proc. udziałów do nowo utworzonej spółki.

„Pozwoliło to – mówi Łukasiewicz – na uzyskanie dość szybko silnej pozycji rynkowej i – co ważne – na zmodernizowanie techniczne gazety dzięki nowoczesnej drukarni offestowej. Nareszcie można było rozpoznać, kto jest na zdjęciach”.

Następne etapy to odsprzedanie Hersantowi kolejnych 2 proc. udziałów, co – jak twierdzi Maciej – nie tylko umocniło gazetę materialnie, ale przede wszystkim było dalszym krokiem do niezależności. Kiedy Hersant nagle zmarł, spółka przeżywała okres niepokoju, ale gdy jego udziały przejęła norweska spółka Orkla Media, sytuacja szybko wróciła do normy. Czy ten układ własnościowy gwarantuje gazecie niezależność?

„Niezależne dziennikarstwo przeszkadza każdej władzy, a sposób, w jaki odnosi się ona do wolnych mediów – mówi Łukasiewicz – określa w znacznej mierze, czym naprawdę jest. I o co jej chodzi – o interesy państwa i narodu, czy też o interes własny.

Oprócz rządu Mazowieckiego, który mimo że nas powołał, nigdy nie ingerował w linię programową, „Rzeczpospolitej”, jeszcze tylko rządy Bieleckiego i Suchockiej respektowały naszą niezależność. Pozostałe gabinety nie wyzbyły się socjalistycznych przyzwyczajeń i bardzo tęskniły do posiadania swojej gazety”.

Maciej Łukasiewicz pamięta, że nawet premier Buzek zarzucał gazecie zdradę solidarnościowych korzeni. Za czasów obecnej koalicji miały miejsce próby interwencji ludzi z rządu w wewnętrzny spór między współwłaścicielami Presspubliki.

„Z historii „Rzeczpospolitej” – mówi jej redaktor naczelny – wyciągam jeden podstawowy wniosek: niezależność gazety zależy wprost od formy jej własności. I drugi: polscy politycy, tak chętnie deklarujący poparcie dla wolności mediów, w praktyce nie byli i nie są gotowi do bezwzględnej realizacji tej zasady. Dotyczy to wszystkich obozów politycznych. I chyba właśnie dlatego „Rzeczpospolita” do dziś nie została do końca sprywatyzowana”.

Mimo – a może właśnie dzięki – skomplikowanej sytuacji własnościowej, „Rzeczpospolita” pozostaje gazetą wiarygodną, rzetelną i dobrze poinformowaną.

M. Łukasiewicz: „Bezwzględnie przestrzegamy kilku zasad, a przede wszystkim bezstronności informacji. Nie jesteśmy związani z żadną orientacją polityczną czy ideologiczną, natomiast jeśli chodzi o opcje ideowe, to najbliższe są nam wartości konserwatywno-liberalne. Ostrożnie podchodzimy do wszelkich formacji lewicowych, co nie oznacza, że obca jest nam wrażliwość społeczna. Bronimy jednak twardo zdrowej, wolnorynkowej gospodarki, zwalczamy wszelkie objawy korupcji, klientelizmu politycznego. Piętnujemy nieprawidłowości w gospodarce i życiu społecznym, niezależnie kto jest w nie zamieszany. Liczy się tylko interes publiczny. Przykładem takiej postawy była głośna sprawa arcybiskupa Paetza. Publikacje nie tylko dowiodły naszych racji, ale także pozwoliły na obronę wiarygodności Kościoła, który postanowił wyeliminować kompromitującego hierarchę z aktywnego życia katolickiej wspólnoty. Dla mnie zaś była to jedna z najtrudniejszych decyzji, jakie podjąłem jako redaktor naczelny”.

Maciej Łukasiewicz uważa, że ujawnianie afer i nadużyć przez media jest konieczne, bo mamy chore państwo, w którym zbyt dużą rolę odgrywają układy biznesowo-polityczne, niejednokrotnie powiązane ze światem przestępczym. Media, w tym „Rzeczpospolita”, często wyprzedzają organa ścigania.

Nie zgadza się więc z zarzutem, że ten nurt – niewątpliwie sensacyjny – rozwinął się w gazecie, bo służy to przyciąganiu czytelników. Twierdzi, że „Rzeczpospolita” dość wcześnie postawiła na dziennikarstwo śledcze, wiedząc, że będzie potrzebne, bowiem nasze życie publiczne jeszcze długo nie będzie normalne i tak klarowne jak w rozwiniętych demokracjach. Do tego potrzebni są dziennikarze, którzy pojmują swoją rolę jako pewnego rodzaju misję. I co najważniejsze, publikacje muszą być zawsze dobrze udokumentowane, a wybór spraw nie może mieć żadnych uwarunkowań politycznych.

Pytam mojego rozmówcę, czy tak duże zaangażowanie w sferę polityki, widoczne zwłaszcza ostatnio, nie zniekształca linii wcześniej przyjętej przez pierwszego redaktora „Rzeczpospolitej”, Dariusza Fikusa. Chciał on dziennika informacyjnego o profilu ekonomiczno-prawnym, objaśniającego czytelnikowi otaczający go świat.

„Najlepiej sprzyjającą odbiorcy formą objaśnienia rzeczywistości jest doradztwo. Rolę tę pełnią – obok podstawowej sekcji ogólnoinformacyjnej – codzienne dodatki poświęcone gospodarce, prawu, przedsiębiorstwom, rynkom kapitałowym, nieruchomościom i budownictwu, rynkowi pracy i edukacji. Każda z tych części, penetrując inną sferę życia, próbuje łączyć informacje z interpretacją.

Oceniamy naszą gazetę na bieżąco. Nasz dział analiz prowadzi stałe badania czytelnictwa i ocenę merytoryczną. Wiemy, dzięki temu, kim są nasi czytelnicy i czego oczekują. Są to ludzie aktywni zawodowo – przedsiębiorcy, prawnicy, urzędnicy w administracji, a także ludzie nauki i kultury. „Rzeczpospolita” jest im potrzebna do pracy, zwłaszcza dział ekonomiczny i prawny. Nasze publikacje pomagają w podejmowaniu decyzji biznesowych, analizowaniu sytuacji na różnych rynkach i kondycji firm. Ponad 50 proc. naszego nakładu rozchodzi się w prenumeracie, najwięcej w całej polskiej prasie.

Taka jest „Rzeczpospolita” dzisiaj, ale oczywiście musi się zmieniać, aby sprostać nowym wyzwaniom i konkurencji na rynku prasowym”.


Laudacja wygłoszona przez Marcina Makowieckiego, “Forum Dziennikarzy” Nr 1 (73) styczeń 2005







Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich

Foksal 3/5

00-366 Warszawa

tel. 22 827 87 20