Widziałeś w życiu coś takiego, jak czwartkowe >przeprosiny< Super Expressu? Całą okładkę wypełniły reklamy, a przeprosiny opublikowane zostały w gąszczu ledwie czytelnych tekstów, napisanych jednakową, zlewającą się czcionką.

To nie jest pomysł nowy. Przed wojną Tadeusz Boy-Żeleński został zobowiązany przez sąd do przeproszenia jednego ze swych adwersarzy w jego mieszkaniu, w obecności świadków. Umówili się na określoną godzinę. Boy zadzwonił do drzwi, gospodarz mu otworzył, satyryk spytał: „czy tu mieszka krawiec Zielonka?”. „Nie, krawiec Zielonka mieszka piętro wyżej”. „A, to bardzo pana przepraszam” – odparł pisarz i wyszedł (śmiech). Niemniej sąd zobowiązał go do ponownego przeproszenia, bo takie zachowanie nie oznaczało wykonania treści wyroku.

Czy to, co zrobił Super Express, nie jest kpiną z prawa?

To jest numer w stylu Tadeusza Boy-Żeleńskiego. Rzecz jasna nie mogę prorokować, co zrobi sąd, jeśli pokrzywdzeni przez tabloid zwrócą się o egzekucję wyroków. Generalnie sąd musi ocenić, czy zobowiązanie zostało wykonane zgodnie z jego treścią i w sposób odpowiadający jego celowi społeczno-gospodarczemu, zasadom współżycia społecznego, a także ustalonym zwyczajom. Być może zobowiązania „Super Expressu” zostały wykonane zgodnie z treścią, ale niezgodnie z celem społeczno-gospodarczym i z panującymi na rynku medialnym zwyczajami. Tego się w ten sposób nie robi i w tym przypadku sąd może zagrozić grzywną zarządowi Muratora, wydawcy „Super Expressu”. Grzywnę może sąd zamienić na areszt.

Ale kogo? Wsadzi do paki zarząd Muratora? Naczelnego Super Expressu?

No może, nawet do sześciu miesięcy. Pozwanym nie jest redaktor naczelny, tylko wydawca. W takim wypadku karze się grzywną, ewentualnie aresztem, członków zarządu.

Ale przeprosiny dało się odczytać! Gazeta przeprosiła popularną aktorkę Dorotę Stalińską i jej syna Pawła za publikację obraźliwych informacji na ich temat oraz naruszenie ich prywatności. Jana Bednarka, działacza PZPN, przeproszono za nieprawdę o zarobkach. Co byś im radził, jako adwokat?

Radziłbym im wystąpić do sądu. Oczywiście zostało to zrobione w sposób inteligentny. Wprawdzie >przeprosiny<  nie zostały wyeksponowane, ale nie trzeba było tego robić. Wprawdzie zlewają się z innym tekstami, ale zwykle takie oświadczenia się przenikają. Zostało to tak skomponowane, by pierwsza strona była nieatrakcyjna i czytelnik przeszedł od razu do następnych. Nie jest to zabronione. Każdy, kto chce się doczytać >przeprosin< zrobi to, nie zagubi się w gąszczu innych informacji. W mojej ocenie da się ten pomysł obronić. 

Rozbawił cię redaktor naczelny Sławomir Jastrzębowski nazywając tę okładkę absolutnie unikalną, wyjątkową”? Porównał ją nawet do dzieła sztuki, które można oprawić i powiesić jak obraz.

(śmiech) Dzieło sztuki to nie jest. Raczej jest to inteligentne ominięcie obowiązków wynikających z wyroków sądowych.

Mnie przypomina nieco Obrazy Liczone Romana Opałki.

Być może tak.

Czy to jest problem wadliwości prawa?

Zmieniać prawa tu nie warto, bo prawo nie jest w stanie przewidzieć wszelkich możliwych form łagodzenia oświadczeń, które mają na celu usunięcie skutków naruszenia dóbr osobistych. Niemniej jednak może to nieść naukę dla powodów, aby dokładniej formułowali swoje żądania. Aby precyzyjnie określali wielkość ramki, krój czcionki itd. Jeśli zostanie to opisane, to wydawcom i redaktorom naczelnym trudniej będzie dokonać podobnej manipulacji. Aczkolwiek pomysłowość ludzka jest nieograniczona i nawet przy niezwykle drobiazgowej treści wyroku da się coś wymyślić. Inteligentne rozwiązania, jak w „Super Expressie”, są dozwolone. 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl