Dziś obiektywna informacja wydaje się wprost niemożliwa, ale PAP ma ambicje, by przekazywać informacje w sposób obiektywny. To bardziej teoria czy praktyka?
Walczymy o to, żeby tak było w praktyce. To nie znaczy, że nie ponosimy porażek, bo przecież dziennikarze mają swoje preferencje, niekoniecznie polityczne, ale na przykład w sprawach społecznych. Jednak rola redaktorów nadzorujących pracę w PAP polega na tym, żeby wskazywać dziennikarzom, który temat jest ważny (i jako taki zasługuje na rangę informacji PAP-owskiej), no i oczywiście, że wymaga wielostronnego podejścia. To należy do zakresu ich odpowiedzialności.
Mówi Pani o ważnych tematach, ale jak taki ważny temat przekazać, żeby zachować pełny obiektywizm. Czy to naprawdę jest możliwe?
Zależy, jak definiujemy obiektywizm.
Jak Pani go definiuje?
Po pierwsze, informacja powinna być ważna, to znaczy, powinna wpływać na nasze życie (w tym także postrzeganie i światopogląd) albo mówić o czymś, co ma istotne konsekwencje. Po drugie – powinna być społecznie użyteczna. Zachować obiektywizm - to moim zdaniem - oddać głos wszystkim zainteresowanym stronom.
Zawsze? W konflikcie na Ukrainie dawaliście jako PAP głos Janukowyczowi?
Relacjonowaliśmy konferencje i wypowiedzi Janukowycza, jak również Putina. Przekazywaliśmy to, co podawały media. To akurat nie było jakimś szczególnie trudnym zadaniem.
A czy w relacjach z Majdanu prosiliście o wypowiedzi również milicjantów Berkutu?
Za milicjantów Berkutu wypowiadało się ukraińskie MSW. Sposób, w jaki relacjonowane były wydarzenia ukraińskie pokazuje, że w mediach trwa propagandowa wojna informacyjna. Zobaczyliśmy, jak Internet i tradycyjne media wykorzystywane są w tej wojnie.
Przez Rosjan?
Przez wszystkie strony. Również przez Majdan.
A czy my, polskie środki przekazu, Polska Agencja Prasowa, też uczestniczyliśmy w tej wojnie, na przykład po stronie Majdanu ?
Polska Agencja Prasowa starała się relacjonować tylko oficjalne komunikaty i wydarzenia. Nie informowaliśmy o czymś, dopóki fakty nie zostały oficjalnie potwierdzone. Na przykład, jakieś niszowe medium przekazało informację, że w Polsce został ostrzelany Rosjanin, i to była informacja nieprawdziwa. PAP tej informacji nie podał, dopóki nie pojawiła się oficjalna interwencja rosyjskiego konsula, ale także wtedy podaliśmy ją z oficjalnym dementi strony polskiej. Były też informacje podawane w Internecie przez Majdan, że znaleziono demonstrantów postrzelonych przez snajperów Berkutowców. Każda ze stron grała informacjami.
Zastanawiam się, czy jest możliwe zachowanie obiektywnej postawy w momencie, kiedy dochodzi do aneksji Krymu przez Rosję. Oczywiście, pojawiły się wówczas krytyczne komentarze, porównujące zabór Krymu do Anschlussu Austrii przez Hitlera w 1938 roku. Komentarze mogą zawierać opinie, ale czy sama informacja może być wolna od takiej krytycznej postawy?
Zawsze będą różne głosy w danej sprawie, szczególnie w wielkiej polityce międzynarodowej. Z aneksją Krymu związany był pewien dylemat: jak ją opisywać, jakim językiem, żeby nie przyjąć interpretacji żadnej ze stron. Czy nazywać Krym Rosją czy Ukrainą? Bo w każdym przypadku jest to opowiedzenie się po tej czy tamtej stronie. Jak sygnować Krym, gdy Duma Państwowa Rosji zaakceptowała jego włączenie w skład Federacji Rosyjskiej? Zdecydowaliśmy się na to, na co też zdecydowało się AP (Associated Press – red.) - żeby używać nazwy „Krym” bez dodatkowego oznaczania, czy jest rosyjski, czy ukraiński. Chodziło o to, żeby nie wchodzić w tę narzuconą narrację pomiędzy Ukrainą a Rosją.
Ale zabór zawsze jest zaborem, i w tym przypadku – moim zdaniem – postawa bezstronna nie pokazuje prawdy tej sytuacji. Język używany przez was w depeszach też świadczy o tym, po której stronie stajecie. Jeżeli na przykład będziecie nazywać Palestyńczyków walczących z Izraelem „terrorystami” albo „bojownikami o wolność”, to ich naznaczycie, poprzecie lub potępicie.
Za każdym razem trzeba się na coś zdecydować. Pamiętam, kiedy rozpoczął się atak na szkołę w Biesłanie, to początkowo wszystkie media nazywały napastników bojownikami – my także. Do czasu, kiedy zamordowane zostały dzieci; wówczas do Newsroomu przyszedł nasz redaktor naczelny, którym wtedy był Jurek Malczyk (obecnie korespondent w Moskwie), i powiedział, że od tego momentu określamy ich jako terrorystów. To była dla mnie jedna z najważniejszych lekcji agencyjnych. W którymś momencie musimy podjąć jakąś decyzję i nadać informacji odpowiednią rangę. I ten wybór informacji jest komentarzem, odnoszącym się do przedstawianej rzeczywistości.
A czy sama selekcja nie jest manipulacją?
Selekcja jest selekcją, która coś oznacza…
Ale jest wyborem jednej z wielu możliwości, wyborem dokonanym z waszego punktu widzenia.
Nasz wybór polega na tym, że na przykład nie nagłaśniamy samobójstw - czy to jest manipulacja? Nie, to jest wybór.
Jeżeli jest dużo samobójstw, a wy o tym milczycie, to jest to manipulacja.
Nie, bo wówczas piszemy informację o samobójstwach, ale z pozycji analitycznych. Po prostu podajemy, że jest ich dużo, co zawsze musi opierać się na danych zawartych w raportach sporządzanych przez policję. Nie nagłaśniamy również tak zwanych alarmów bombowych, jeżeli jednak te ataki są zmasowane i powodują duże utrudnienia dla życia obywateli, to oczywiście nie pominiemy takich informacji w naszych serwisach.
Informując o czymś, zazwyczaj powołujecie się na pewne źródła. Często wybieracie źródła eksperckie, a czyniąc tak, pokazujecie świat widziany oczami ekspertów, polityków, a nie zwykłych ludzi.
Rolą agencji informacyjnej, która nie jest ograniczona liczbą stron i czasem antenowym jest pokazywanie wydarzeń z wielu stron. Eksperci są czasem potrzebni, żeby skomentować to, co już zostało powiedziane, żeby wyjaśnić sprawy, które mają swoją historię i współczesny kontekst.
W ostatnich dniach w depeszach PAP dotyczących sytuacji na Ukrainie używacie już określeń „prorosyjscy terroryści”, „separatyści”, nie pozostawiając wątpliwości po której stronie się opowiadacie. Czy to jest obiektywizm czy jego odrzucenie?
A jak Pan by ich nazwał? „Separatyści” oznacza ni mniej, ni więcej grupę ludzi, którzy będąc w ramach pewnego państwa, w tym wypadku Ukrainy, dążą do odłączenia się od niej – ostatnio uprowadzili obserwatorów OBWE, ostrzelali MSW. Nazywanie ich „gangiem” np. byłoby niewłaściwe, bo to w końcu ktoś inny niż pospolici przestępcy, to ludzie, którzy dopuszczają się łamania prawa w imię pewnej wyznawanej przez nich ideologii. „Prorosyjscy terroryści” pojawia się u nas rzadko, i głównie w depeszach pisanych za Reutersem, który tak właśnie ich określa – manipulacją byłoby łagodzić. Obiektywizm nie może oznaczać autocenzury.
