Jak pokazywać śmierć w telewizji, żeby ocalić godność zmarłego, żeby nie spowodować cierpienia najbliższych mu osób?

Nie pokazywać.

W ogóle?

Nie pokazywać w takim znaczeniu, żeby nie pokazywać momentu śmierci, bo jest to moment bardzo intymny. Ale nie możemy traktować widza jak głupca. Widz jest mądry, więc można w inny sposób dać mu do zrozumienia o co chodzi. Powołam się na przykład z mojej relacji, który najbardziej wrył mi się w pamięć: pełnego krwi hełmu demonstranta z Majdanu. Nie musiałam pokazywać jego śmierci, chociaż mój operator nagrał moment tej śmierci, i ja ją widziałam. Wystarczy, że pokażę ten zakrwawiony kask, a potem jego twarz w trumnie – twarz człowieka z czapką na głowie. Widz dopowie sobie resztę. Nie ma sensu pokazywać więcej, ale też nie ma sensu udawać, że tej śmierci nie ma. To jest kwestia wrażliwości; nie możemy zakładać, że wszyscy jesteśmy z drewna, bo nie jesteśmy – jedni są bardziej wrażliwi, inni mniej, wszyscy mamy swoje emocje, więc oszczędzajmy je i dajmy widzowi szansę, żeby on sam nad tym popracował.

A jak oszczędzać siebie samego jako reportera? Pani przeżyła wiele momentów śmierci, cudzej śmierci. To musiało wywoływać traumę. Jak Pani dawała sobie z tym radę?

 Podobno najlepszym lekarstwem jest praca… Rzeczywiście, bardzo trudno było tuż po, natomiast w ciągu tygodnia musiałam wyjechać na Krym, a tam był inny temat. I chociaż w środku mnie bolało, i myślałam „jak to, to już nie jest ważne to, co tam, na Majdanie się stało?” – nie zapominałam o tym, ale działy się rzeczy na Krymie, które trzeba było teraz pokazać. Nie było czasu na rozczulanie się nad sobą. Oczywiście, powinniśmy mieć czas na odreagowanie, ale na Krymie zrozumiałam, że nie mogę być taka egoistyczna – pomyślałam: „ty nie jesteś najważniejsza. Dzieją się ważne rzeczy i masz je pokazać”.

Czy ludzie chętnie mówili o śmierci swoich bliskich?

Nie.

Ale jednak mówili. Co Pani robiła, żeby ich do tego przekonać? Bo oni się przed Panią otwierali…

Akurat mam takie szczęście albo nieszczęście, że – tak jak pan powiedział – ludzie się przede mną otwierają. Pracuję w newsach, ale nie można się spieszyć, pokazać że ja już gdzieś tam biegnę, chociaż może powinnam już gdzieś biec. Swoją postawą, patrzeniem w oczy - bo ludzie lubią, żeby im patrzeć w oczy – daję im do zrozumienia, że mogą mi zaufać. To nie jest recepta, ale trzeba po prostu być szczerym i cierpliwym. Pamiętam rozmowę z mężczyzną, który czytał mi długi wiersz, a ja wiedziałam, że nie mogę mu przerwać, i to była jedna z najmocniejszych rozmów, które przeprowadziłam.

Pani pracuje w telewizji publicznej. Informacje, które Pani przekazuje niosą również pewne idee. Co jest tą najważniejszą ideą?

Prawda. Nie chciałabym się podpisywać pod żadną ideą – prawą, lewą, środkową, proukraińską, antyukraińską, chcę pokazać prawdę. Byłam na Krymie, w Kijowie, w Dniepropietrowsku, pojechałam tam jako pierwsza z dziennikarek właśnie po to, żeby sprawdzić jak jest na wschodzie Ukrainy. Myśmy wszyscy wtedy skupiali się na centrum, na Kijowie, a ja już w grudniu pojechałam do Dniepropietrowska, żeby pokazać, że Majdan to jest tylko Kijów, że na razie to nie jest cała Ukraina.

Wróci Pani na Ukrainę?

Jak mnie tylko redakcja wyśle, to tak.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl