Od wielu lat dokumentuje Pan w swoich filmach polską historię ostatnich czasów. Między innymi jest Pan twórcą filmów o początkach „Solidarności” i o Lechu Wałęsie. W ubiegłym roku otrzymał Pan nagrodę prezesa TVP za całokształt twórczości, ale pańskich filmów zwykły widz poza festiwalami obejrzeć nie może. Dlaczego?

Nie dam się ustawić w pozycji rozgoryczonego czy niedocenionego, bo byłaby to nieprawda . Miałem w życiu zawodowym wiele satysfakcji i nagród. Ostatnio otrzymałem od ministra kultury medal „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” oraz od prezydenta Komorowskiego „Krzyż Wolności i Solidarności”.

Jednak faktem jest, że moje filmy o tematyce politycznej często były w TVP niewygodne, ponieważ opcja polityczna ciągle się zmieniała. W związku z tym zazwyczaj komuś nie pasowały. Podejmowałem ryzyko całkiem świadomie. Nieraz słyszałem, że stąpam po kruchym lodzie. Ale przecież przetrwałem i moje filmy też. Mam się całkiem nieźle. Wierzę, że te filmy również w przyszłości będą docenione. Przepracowałem w TVP wiele lat, ale zawsze trochę na boku, trochę osobno. Nie byłem niczyim sztandarem. Również nie należałem do „Solidarności”, chociaż o „S”, o przemianach w kraju, zrobiłem dziesiątki filmów - filmów uczciwych, pokazujących jak jest. Uważałem, jak Kieślowski, że świat trzeba kamerą opisywać.

Jednak widzowie mało wiedzą o moich filmach, chociaż mam gigantyczny dorobek. Robiłem filmy polityczne, biograficzne, obyczajowe, tylko że TVP rzadko się moimi filmami chwaliła. Wręcz przeciwnie, w przypadku filmu „Sierpień” przez 34 lata moja firma okradała mnie z nazwiska, naruszając prawo autorskie, gdy sprzedawała fragmenty „Sierpnia” innym stacjom, czy dziennikarzom, również za granicę. Dziennikarze i filmowcy bez skrupułów brali fragmenty mojego filmu, wklejali do swoich produkcji, bez informowania kto jest autorem. Najdrastyczniejszy był przypadek na koncercie J.M. Jarre’a w Gdańsku, z okazji 25- lecia strajku sierpniowego, gdy na ogromnych telebimach w stoczni, pokazywano przetworzone bez mojej wiedzy i zgody zdjęcia z „Sierpnia”. Gdybym żył na Zachodzie za takie nadużycia ze strony telewizji dostałbym tyle pieniędzy, że dziś byłbym bardzo bogatym człowiekiem.

Kilka lat temu zrobił Pan film o polskiej wolności, i ten film do tej pory się nie ukazał…

Obiecują mi, że pokażą go latem.

TVP?

Tak, jeszcze dwa miesiące temu był zaplanowany do emisji. Większość moich filmów politycznych była „półkownikami”. Już się przyzwyczaiłem.

Dlaczego tak długo leży na półce, w wolnej Polsce?

Prawdopodobnie decydował o tym zestaw rozmówców, którzy tam występują.

To znaczy?

Są z różnych opcji politycznych.

Lech Kaczyński na przykład?

Lech Kaczyński też jest, ale akurat śp. prezydent chwali przemiany w kraju, chociaż rządziła już Platforma Obywatelska. Tam jest na przykład Wojciech Reszczyński, Czesław Bielecki, oprócz Mazowieckiego, Wałęsy, Balcerowicza, jest były minister Mieczysław Wilczek, jest ojciec byłego prezesa telewizji Stanisław Kwiatkowski i inni. Być może decydował kontrowersyjny zestaw rozmówców, ale tak naprawdę dla opisu rzeczywistości to nie ma znaczenia. A właściwie, nie powinno mieć znaczenia, a w Polsce ciągle ma.

W Polsce nadal jest jakaś forma cenzury?

W sensie formalnym nie.

A w nieformalnym?

Tą cenzurą są korporacje, które prowadzą swoją politykę programową. Jedna jest przeciwko umowom okrągłostołowym, druga jest za Okrągłym Stołem, za przemianami, i teraz kto się z tą opcją nie zgadza, to nie może pracować w danej korporacji. Tego typu cenzura jest, ale zawsze można przejść do innej korporacji, ponadto są gazety opozycyjne, jest wolność słowa, ale są też ograniczenia.

Na przykład?

W telewizji publicznej jakoś nie można pokazać piosenek Andrzeja Rosiewicza, a ja się pytam - dlaczego? Przecież ma gigantyczny dorobek twórczy. Ma inne poglądy niż strona rządowa, no i co z tego? Świat się od tego nie zawali, że pokażemy twórczość ludzi z innymi poglądami! Naprawdę nie zawali się.

Skąd więc biorą się takie obawy?

Bo wielu ludzi nadal uważa - podobnie jak było w PRL - że słowo ma tak wielką moc, że przewróci władzę. To jest nieprawda. Władzę przewraca jej własna niekompetencja, a nie słowo wypowiedziane przeciwko władzy.

Jak się Pan znajduje w tej poplątanej rzeczywistości, po katastrofie smoleńskiej, skoro nie należy Pan do żadnej grupy. W czasie spotkania z publicznością podczas Festiwalu w Toruniu* powiedział Pan, że po Smoleńsku nasza rzeczywistość tak się spolaryzowała, że politycy wymuszają, aby opowiadać się po jednej lub drugiej stronie.

Nie trzeba się opowiadać. Trzeba być sobą. To jest najważniejsze. Trzeba reprezentować jakąś wiedzę, poglądy, rozsądek. Ja, ponieważ nigdy nie płynąłem w głównym nurcie politycznym, byłem tak naprawdę reprezentantem społeczeństwa. Wyobrażałem sobie jak myślą normalni ludzie, którzy mają swoje problemy. Nauczyłem się, żeby nie kierować się nagrodami, tylko robić swoje. I tak postępuję całe życie.

*2. Festiwal Sztuki Faktu w Toruniu, 10-12.04.2014


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl