„Kurier Słupecki” przegrał kolejny proces. O co tym razem poszło?

O słowo „zarobić”. Sąd Apelacyjny w Poznaniu skazał dziennikarzy „Kuriera Słupeckiego” za tekst "Kto zarabia na przetargach?”.

Sprawa dotyczy pieniędzy unijnych i Zespołu Szkół Ekonomicznych w Słupcy, której dyrektorem jest Irena Grzeszczak, żona wicemarszałka sejmu z PSL. Osią niezgody okazało się sformułowanie, że jedna z nauczycielek założyła firmę, która wkrótce „zarobiła” na przetargach - jak napisali moi dziennikarze, ponad 200 tys. zł. Kwoty się zgadzały, ale nauczycielka nabrała przekonania, że „zarobić” to osiągnąć dochód w pojęciu ekonomicznym i oskarżyła autorów o nierzetelność.

Nie wiem komu wierzyć. Słownik języka polskiego inaczej definiuje to słowo, inaczej odczytał je sędzia.

Jak inaczej? Według słownika PWN zarobić, to «otrzymać zapłatę za wykonaną pracę; też: osiągnąć zysk z transakcji handlowej».

Sędzia uznał, że zarobek, to jest dochód – różnica pomiędzy przychodami, a kosztami. Zinterpretował to, jako pojęcie ściśle ekonomiczne, a wśród nich nie występuje potoczne słowo „zarobić”.

Uznał, że powinniście byli napisać nie o zarobku tylko o przychodzie? To jakiś absurd.

Nauczycielka, która nas podała do sądu, uznała, że słowo „zarobić” oznacza „przychód” i sędzia poszedł tym tropem. Całe oskarżenie jest na tym oparte. Wyrok ma kilka stron. Dowodzi, że z powodu tego słowa jesteśmy nierzetelni, napisaliśmy nieprawdę, nie dochowaliśmy należytej staranności. Teraz musimy ją przeprosić i zapłacić kilkanaście tysięcy złotych tytułem wyroku.

Z czego – Twoim zdaniem – wynika ta interpretacja? Nie można w dziennikarstwie używać wyłącznie twardego języka ekonomicznego. W naszej narracji dominuje język potoczny.

Nie wiem, dlaczego sędziowie obu instancji nie zajrzeli do słownika języka polskiego, jeśli mieli wątpliwości. Nie zrobili tego. W ciemno uwierzyli powódce.

Gdybyś napisał o przychodzie i dochodzie, zdecydowana większość czytelników by tego nie zrozumiała.

Oczywiście. Powszechnie dziennikarze piszą o „zarabianiu”, a nie „uzyskiwaniu przychodów”. Polska Agencja Prasowa, która jest wzorem dla innych mediów także pisuje, ile zarabiają fundacje. Przecież wiadomo, że fundacja ma koszty i musi te pieniądze przekazać dalej. Mam wycinek z „Pulsu Biznesu”, dziennika ekonomicznego, gdzie napisano: „Naruszająca prawo fundacja PSL przez 6 lat zarobiła 22 miliony złotych, z których nie zapłaciła podatku”. Gdyby pójść tokiem rozumowania skazującego mnie wyroku, autorów obu publikacji powinno się oskarżyć o naruszenie dóbr osobistych. Absurd.

Wystąpisz z wnioskiem o kasację do Sądu Najwyższego?

Złożymy wniosek kasacyjny, a jeśli będzie taka potrzeba pójdziemy do Strasburga.

Na koniec: czy jest coś złego w zarabianiu? W gospodarce rynkowej?

Też się zdziwiłem, jak przeczytałem w powództwie, że w małym środowisku uznaje się to za piętnujące. Jakby to było wykroczenie lub ujma społeczna. Na dodatek osoba, która „zarobiła” ponad 200 tys. złotych czuje się zagrożona w swoim środowisku. Myślałem, że takie kwoty nie trzyma się w skarpecie, tylko w banku.

Kraina absurdu.

Dlatego teraz zastanawiam się, o czym mogę pisać i jak bardzo powinienem ważyć słowa. To jest kolejny krok do pogłębienia autocenzury. Zwłaszcza w prasie lokalnej, bo ogólnopolską stać jeszcze na zatrudnianie prawników. Mała gazeta, jak nasza, staje się wobec takich działań bezbronna. Koledzy z Białorusi zaczynają na nas patrzeć z politowaniem.

W słupeckim sądzie niedawno świętowano zmianę sądu z "zamiejscowego” na „rejonowy” w asyście Prezydenta Komorowskiego. Wśród dziękującym sobie gościom znalazł się i Wicemarszałek Grzeszczak i Minister Sprawiedliwości, i Prezes Sądu Apelacyjnego w Poznaniu, u którego trwa... kolejny proces przeciwko nam z powództwa Eugeniusza Grzeszczaka.

W pierwszej instancji sędzia nakazał nam zamieszczenie przeprosin Grzeszczaka w prasie ogólnopolskiej. Pełnomocnicy Wicemarszałka żadają ich na pierwszych stronach wydań weekendowych. Koszt wszystkich jego zadośćuczynień opiewał do tej pory na ponad 2 mln złotych. Dodam, że za plecami „Kuriera Słupeckiego” stoi konkurencyjny tygodnik, który jest własnością… syna Grzeszczaka. Resztę dopowiedzcie sobie sami.

Mamy tego dość. Wkrótce składam skargę do Komisji Etyki Poselskiej. Wspierać mnie będzie Stowarzyszenie Gazet Lokalnych, być może przyłączą się inni.

 

Przeczytaj rozmowę z Januszem Ansionem z czerwca 2013
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl