Minister Zdrojewski zapowiedział po raz kolejny zamianę abonamentu na powszechną opłatę audiowizualną. Tych zapowiedzi było tak wiele, że ja już w nie nie wierzę, a Pan wierzy?
Ja wierzę, że to nastąpi, chociaż oczywiście zdaje sobie sprawę z licznych trudności.
Jakich trudności?
Gdyby nie było trudności to opłata audiowizualna już dawno byłaby wprowadzona.
Mnie się zdaje, że podstawową trudnością jest to, że minister kultury nie jest dostatecznie zdeterminowany.
Jeżeli tak Pan mówi, to na pewno ma Pan rację, że tak się Panu zdaje. Ale nie jestem rzecznikiem ministra Zdrojewskiego.
A czy wierzy Pan, że to rozwiązanie zdoła wejść w życie przynajmniej od stycznia 2015, chociaż były zapowiedzi, że będzie obowiązywać już w tym roku?
Chciałbym wierzyć, że ten termin jest możliwy, choć z pewnością jest bardzo napięty.
Roczny termin jest napięty?
Tak, bo to nie jest projekt prosty i łatwy nie tylko do przeprowadzenia przez proces legislacyjny, ale i do wprowadzenia w życie.
Minister Zdrojewski zapowiedział też, że na początku 10% zebranej sumy powinno zostać przeznaczone na opłacenie audycji misyjnych u nadawców komercyjnych. Potem ten udział procentowy powinien według niego rosnąć. To dobry pomysł?
To jest tak zwana misja rozproszona, czyli finansowanie konkretnych przedsięwzięć misyjnych, a nie podmiotów mediowych. Rozwiązanie takie stosowane jest w wielu krajach i istnieje dla niego dobre uzasadnienie. Natomiast zdecydowana większość środków powinna trafiać do radia publicznego i telewizji, co gwarantuje ich rozwój i trwałe realizowanie przez nie misji publicznej.
Czy można być trochę misyjnym? Czy można tak naprawdę lubić disco polo, ale czasem dla poprawy wizerunku pójść do filharmonii? Wydaje mi się, że misyjność jest związana z całością programu.
I tak, i nie dlatego, że media publiczne – nie tylko polskie – oprócz misji realizują również przedsięwzięcia, które umożliwiają im zdobywanie środków na rynku reklamy. Uważam jednak, że ze środków publicznych należy w pierwszym rzędzie zadbać o rozwój mediów publicznych, co nie znaczy abym kwestionował przeznaczenie 10 proc. na projekty misyjne realizowane przez media komercyjne.
No to proporcje misji do komercji w telewizji publicznej się poprawią. To już nie będzie 20 do 80, ale 60 do 40…
…ja bym chciał, żeby to było raczej 80 do 20.
A ja bym chciał, żeby to było 100 procent i żeby było jasne co jest publiczne, a co komercyjne…
… a ja uważam, że nie należy mediów publicznych całkowicie pozbawiać możliwości zdobywania środków na rynku reklamowym. Po pierwsze to jest dodatkowe źródło ich finansowania, a po drugie to jest element weryfikacji atrakcyjności programowej. Nie chodzi przecież o to, by robić fantastycznie misyjny program, którego nikt nie będzie oglądał. Elementy konkurencji pomiędzy nadawcami publicznymi i prywatnymi powinny pozostać, tylko chodzi o to, by ta konkurencja nie odbywała się na tym samym polu i takich samych komercyjnych zasadach.
A nie obawia się Pan, że po uzyskaniu przez nadawców komercjyjnych środków na programy misyjne, ta komercja zrobi to samo co obecnie TVP czyli wyemituje je o 3 w nocy?
Zakładam, że środki na tzw. misję rozproszoną byłyby wydawane pod dużą kontrolą i opisana przez Pana sytuacja nie wchodziłaby w ogóle w grę. Da się wskazać w mediach komercyjnych programy, które nadawane są zdecydowanie przed trzecią w nocy, a jednak misję publiczną wykonują?
Da mi Pan jakiś konkretny przykład?
Stawia mnie Pan w trudnej sytuacji, bo choć znam takie programy to nie powinienem tego robić, ale dobrze. Jeden przykład. Program „Integracja” w jednej ze stacji komercyjnych robiony dla niepełnosprawnych i przez niepełnosprawnych o wyraźnie misyjnym charakterze. Reasumując. Misja rozproszona jest możliwa, bo warto przeznaczyć jakieś środki na programy misyjne realizowane przez media komercyjne, ale zdecydowana większość środków powinna być przeznaczona na realizowanie misji przez media publiczne, bo tylko one dają gwarancję trwałej jej realizacji.
To jak by Pan podzielił – procentowo - owe środki pomiędzy komercję, publiczne radio i telewizję?
Do lat 90. TVP finansowana była wyłącznie ze środków publicznych. Potem pojawiła się reklama, a wpływy z abonamentu malały. Wtedy przyjęto zasadę, że telewizji będzie łatwiej zdobyć środki na funkcjonowanie na rynku medialnym. To miało taki skutek, że spadek wpływów z abonamentu bardziej dotknął telewizję niż radio. Radio publiczne było przy podziale zmniejszających się środków bardziej chronione i słusznie. Jednak doszło do tego, że radio jest finansowane z abonamentu w 60-80 procentach, a telewizja dokładnie odwrotnie. W rekordowym zeszłym roku tylko 13 procent budżetu TVP pochodziło ze środków abonamentowych.
Jak rozumiem prowadzi Pan do tego, że większość środków z opłaty audiowizualnej powinna wpływać do telewizji. Dobrze rozumiem?
Tak, bo to telewizja publiczna ma teraz większe potrzeby. Jak chcemy telewizji misyjnej, bo taką obecnie ona nie jest, to musimy jej to umożliwić.
Ale ile procentowo powinna otrzymać komercja, a ile stacje publiczne.
Minister mówił o 10 procentach dla mediów komercyjnych, czyli 90 procent dla mediów publicznych.
A ile dla TVP, a ile dla radia?
Kwotowo na pewno więcej dla telewizji niż dla radia bo telewizja jest droższa. Dziś po ofercie programowej łatwo odróżnić radio publiczne od niepublicznego, a trudniej odróżnić TVP od telewizji komercyjnych. To wynik tego, że dziś publiczna telewizja i radiofonia otrzymują kwotowo podobne sumy, które jednak stanowią znacznie mniejszą część kosztów telewizji niż kosztów rozgłośni polskiego radia. Proszę też pamiętać o tym, że programy TVP nie są przerywane reklamami i tylko z tego powodu, choć jest to dla widza miłe, publiczna telewizja traci w stosunku do komercyjnej konkurencji około 400 mln rocznie.
No to uzyskałem odpowiedź, ale niezbyt konkretną. A co Pan myśli o ministerialnej zapowiedzi, by w przyszłości owe 10 procent na misję u komercyjnych nadawców rosło?
Trudno się do niej odnosić, bo trzeba by poznać konkrety. Ale sama zasada przeznaczania części środków z opłaty audiowizualnej na tzw. misję rozproszoną znajduje uzasadnienie.
