Prowadzi Pani badania porównawcze sytuacji dziennikarzy w Polsce, Szwecji i Rosji. Jak wypadają polscy dziennikarze na tle dziennikarzy z tamtych krajów?
Najważniejsza była metodologia badań, czyli zastosowanie tych samych metod i tych samych pytań w stosunku do dziennikarzy tych trzech krajów oraz dobranie reprezentatywnej próby badawczej. Co możemy powiedzieć już w tej chwili? Jeśli chodzi o porównania generacyjne, to Szwedzi mają największą grupę dziennikarzy powyżej 40 roku życia. To oznacza, że ich populacja dziennikarzy się starzeje – ci, którzy przyszli kiedyś do zawodu pracują w nim wiele lat, by odejść potem na emeryturę. Natomiast nie przychodzą nowi, czyli brakuje dopływu świeżej krwi. Z kolei w Rosji dominują młodzi dziennikarze pomiędzy 20 a 35 rokiem życia. Jednak oni nie wytrzymują długo w tym zawodzie; w Rosji uprawianie dziennikarstwa jest niebezpieczne, jest to zawód wysokiego ryzyka. Poza tym istnieje tam niesamowity wyzysk dziennikarzy, którzy muszą pracować po kilkanaście godzin na dobę. Nikt nie liczy się z ich zdaniem, nie ma zlituj się. Polscy dziennikarze nie zdają sobie nawet sprawy z komfortu, w jakim pracują; my jesteśmy dokładnie po środku czyli pomiędzy warunkami w Szwecji a tymi w Rosji - mamy całkiem sporą grupę dziennikarzy przed 50 rokiem życia, choć daje się zauważyć, że u nas przepracowanie 20 lat w zawodzie jest takim momentem granicznym, po którym dziennikarze zaczynają odchodzić z zawodu.
Z jakich powodów odchodzą?
Są dwie główne przyczyny: psychologiczna i ekonomiczna. Psychologiczna, bo nie wytrzymują tempa, presji, bo są już zmęczeni tym zawodem i odchodzą lub są zwalniani. Jeśli odchodzą, to często na stanowiska rzeczników prasowych, do agencji PR, na lepiej płatne funkcje. Ale wielu zostało zwolnionych, chociażby z Agory, czy z jakiegokolwiek innego medium. To samo dzieje się obecnie w TVP, ale np. w radiu publicznym sytuacja jest jeszcze pod tym względem najbardziej stabilna. Dwukrotnie przeprowadziliśmy badania: w 2011 r. w ramach projektu „Media Accountalility and Transparency in Europe” (MediaAct) brało udział 14 krajów, i w 2012 r. dla projektu „Journalism in change. Journalistic culture in Poland, Russia and Sweden”. Wynikało z nich, że w ciągu jednego roku w Polsce ubyło około dwóch tysięcy dziennikarzy! Badania w ramach projektu MediAct pozwoliły też porównać, jaki procent stanowi populacja dziennikarzy w Polsce w stosunku do ogółu ludności. Te dane zestawiliśmy z danymi uzyskanymi w 13 innych krajach.
I jak wypadamy na tle innych państw?
Nasza populacja dziennikarzy wynosiła w 2011 r. mniej więcej 12 tysięcy, ale jeżeli to przeliczyliśmy na 100 tysięcy mieszkańców, to się okazało, że nasz współczynnik „nasycenia” dziennikarzami był najniższy – wyniósł trzy i pół. Największy był w Finlandii (14), Szwajcarii (13) i w Wielkiej Brytanii (11), gdzie zawód dziennikarza cieszył się bardzo dużym powodzeniem, a dziennikarze mieli pracę.
A wydaje się, że w Polsce zawód dziennikarski również cieszy się powodzeniem, na przykład wśród studentów. W ostatnich latach młodzi ludzie wręcz szturmowali kierunki dziennikarskie.
Poruszył Pan interesujący problem. Otóż ja również prowadzę zajęcia na dziennikarstwie, pracowałam w Instytucie Dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, miałam zajęcia na pierwszym roku, i zawsze pytałam studentów, kto z nich wybrał ten kierunek, aby pracować jako dziennikarz. Proszę zgadnąć, ilu studentów przyznawało, że chce być w przyszłości dziennikarzami?
Nie wiem, 10 procent?
Mniej. Co się dzieje, dlaczego ludzie wybierają dziennikarstwo? Bo to taki neutralny kierunek studiów. Nie chcą studiować politologii czy socjologii, ale chcą mieć wyższe studia i im się wydaje, że po dziennikarstwie wszędzie można znaleźć pracę. Młodzi ludzie nie myślą jeszcze kategoriami rynkowymi, o tym, co będzie później, aczkolwiek to się powoli zaczyna zmieniać, bo coraz częściej instytuty dziennikarstwa przyjmują studentów na określone specjalizacje od początku studiów. Wiadomo, że największym powodzeniem cieszą się specjalizacje związane z Public Relations, ale dzisiaj też jest już coraz mniej pracy dla specjalistów w tej dziedzinie.
Co dają tak naprawdę studia dziennikarskie? Można po nich pracować wszędzie i nigdzie. Więc to jest taka pułapka: z jednej strony młodzi ludzie wybierają ten kierunek, bo im się wydaje atrakcyjny, z drugiej strony - sądzę - że decydują się na te studia z przypadku.
Może nie są w pełni świadomi kryzysu, który dotknął dziennikarstwa? W czasie III Kongresu Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej w Krakowie wiele mówiono właśnie na temat kryzysu. W wystąpieniach wskazywano m.in. na deprofesjonalizację i tabloidyzację mediów, mówiono o tym, że następują zmiany w dziennikarstwie, że rozwijają się nowe media, mieszają się gatunki, a dziennikarze mają problemy z samoidentyfikacją zawodową. Jak Pani w tym kontekście postrzega przyszłość polskich dziennikarzy?
Nie jestem pesymistką i nie twierdzę, że dziennikarstwo jako zawód całkowicie zniknie. Ale na pewno ulegnie bardzo głębokiej transformacji, bo i media ulegają transformacji. Proszę popatrzeć na nasze pokolenie i pokolenie naszych dzieci: oni nie oglądają telewizji, nie słuchają radia, co najwyżej online, ale przede wszystkim czerpią wiedzę z portalu internetowego, z Facebooka, który jest dla nich podstawowym środkiem komunikowania. Musimy zdać sobie sprawę jako pokolenie jeszcze telewizyjne, że zawód dziennikarski pod wpływem tych nowych nawyków ulegnie zmianie. Od dziennikarza pracującego dla telewizji czy dla stacji radiowej wymaga się innych kompetencji niż od dziennikarza piszącego teksty na stronę internetową, do portalu internetowego. Myślę, że z jednej strony zostaną media jakościowe – one nie będą już wydawane na papierze, lecz w formie elektronicznej online, gdzie będzie i obraz i słowo, i te media będą zatrudniać wyspecjalizowanych, wąskotematycznych dziennikarzy – a z drugiej strony będzie po prostu rozrywka. Będziemy żyć informacjami z Pudelka (plotkarski wortal – red.), bo ludzi to pociąga, ludzie się tym interesują. To jest przykre co mówię, ale to jest operacja wiązana: media dają to, co interesuje publiczność, a z drugiej strony publiczność szuka tego, co jest łatwe do skonsumowania, co nie wymaga od niej jakiegoś wielkiego poświęcenia.
A z kolei te treści dla mediów wytwarzają dziennikarze i kółko się zamyka. Jaki jest zatem – Pani zdaniem - obraz współczesnych polskich dziennikarzy?
Ja nie mogę tego zawrzeć w jednym zdaniu, bo obraz polskich dziennikarzy jest bardzo złożony. To jest populacja bardzo zróżnicowana, od dziennikarzy bardzo inteligentnych, ludzi piszących i trzymających poziom - to jest ta elita, po ludzi, którzy do tego zawodu trafili z przypadku, którzy nie czują, że to jest zawód misyjny, którzy często poddają się trendowi infotainmentu i politicotainmentu (w uproszczeniu: przedstawianie polityki w mediach w sposób rozrywkowy – red.). Jednak trzeba powiedzieć, że i sami politycy bardzo często zniżają się do politicotainmentu, dlatego czytamy o Kasi Tusk, o ślubach dzieci polityków, itd. W teorii komunikacji istnieje takie pojęcie jak kolonizacja polityki przez media, czyli chodzi o to, że media wykorzystują politykę, aby przyciągnąć widza, słuchacza, czy czytelnika, i na tym zarobić pieniądze. Wracając do odpowiedzi na Pana pytanie, pozwolę sobie przypomnieć koncepcję profesora Wolfganga Donsbacha, który twierdzi, że o ile w XIX stuleciu mieliśmy taki model dziennikarskiej piramidy, na szczycie której znajdowali się dziennikarze tworzący elitę tego zawodu, potem średniacy, a na spodzie byli ci z tabloidów, o tyle w tej chwili mamy do czynienia ze spłaszczaniem tej piramidy, czyli jest niewielu dziennikarzy wchodzących w skład elity, natomiast bardzo wielu dziennikarzy pracujących dla mediów niższej jakości i tabloidów.
