Z Leszkiem Ciechońskim, twórcą filmu dokumentalnego „Tumult nad Łodzią”, rozmawia Marek Palczewski.
Zainteresowałeś się historią Łodzi. Historią wprawdzie niedawną, ale ważną, sięgającą początku obecnego wieku. Sprawami, które przywiodły do tego miasta Davida Lyncha i Marka Żydowicza. Co z tego wynikło?
To jest bardzo dziwny film, bo prawie nie ma w nim ani autorskich zdjęć, ani autorskich wywiadów. Bardzo długo wybierałem zdjęcia, które w czasie kolejnych festiwali Camerimage robiło w Łodzi wielu operatorów. To są zdjęcia studentów, amatorów, zdjęcia z telefonów komórkowych, z internetu, czy z profesjonalnych kamer o różnej rozdzielczości. Wszystko to zebrałem do kupy, obejrzałem i wyselekcjonowałem do filmu.
Kiedy zaczyna się historia, którą opowiadasz?
Zaczyna się w 2000 roku, wtedy, kiedy Marek Żydowicz przeniósł festiwal Camerimage z Torunia do Łodzi. Są tam sekwencje sprzed kilkunastu lat, pokazujące wielkich artystów, którzy zjeżdżali do Łodzi, pokazujące jak wówczas wyglądała Łódź, jak popadała w ruinę po likwidacji przemysłu i fabryk, a także świadczące o wielkim zaangażowaniu i pasji ludzi, tworzących historię Łodzi na nowo.
W filmie nie ma prawie żadnej „setki”. Nie mówi do mojej kamery ani Lynch, ani Żydowicz, ani Andrzej Walczak, ani obecna prezydent miasta, a więc główni bohaterowie konfliktu opowiedzianego w filmie.
To jak przedstawiasz racje Lyncha, Żydowicza, Kropiwinckiego i ich oponentów?
Z ich wypowiedzi na sesjach Rady Miasta, na posiedzeniach komisji, w sądach, na konferencjach…
Czy to wystarczyło?
Wystarczyło. Na pewno do tego, aby zachować obiektywizm narracji. Zwłaszcza, że np. obecna prezydent miasta i biznesmen Andrzej Walczak w sposób bardzo spektakularny, pomimo umówionych spotkań odmówili wypowiedzi. Więc pomimo tego, że dysponuję nagraniem długiej rozmowy z Lynchem, zrezygnowałem z użycia jej w filmie. Właśnie dla zachowania równych szans w narracji Z tego samego powodu nie rozmawiałem także z Żydowiczem. Formalnie trzeba było to jakoś rozwiązać, musiał być jakiś narrator. Jest wprawdzie komentarz odautorski, jest lektor, ale jest go niewiele. Głównym narratorem jest prezydent Kropiwnicki, który spotkał się ze mną osobiście, i który przed kamerą udzielił mi długiego, dwugodzinnego autorskiego wywiadu.
Wiem, że były prezydent Łodzi niechętnie spotykał się z dziennikarzami. Jak go namówiłeś, czym przekonałeś?
Myślę, że po prostu zwykłą uczciwością. Powiedziałem: „Panie prezydencie, chciałbym zrobić film o nowym centrum Łodzi. Chciałbym zrozumieć, o co poszło”. Poprosił o zostawienie telefonu i za pięć czy sześć dni oddzwonił, umówił się na uczelni. Umówił się ze mną profesor – ekonomista, i bardzo dobrze się stało, że spotkaliśmy się na uczelni gdzie wykłada, a nie w prywatnym domu, w kawiarni, czy w parku.
Jak ci się z nim rozmawiało?
Na początku był bardzo oficjalny. Powiedziałem mu, że byłem na wszystkich festiwalach Camerimage, i że jest to mój ulubiony festiwal w Polsce. Przypomniałem mu kilka anegdot z tych festiwali, w których uczestniczył. Na przykład to jak z entuzjazmem machał szalikiem, otwierając festiwal. To wspomnienie bardzo go rozbawiło. Docenił, że ktoś to pamięta i może dlatego się zgodził?
Może pomogło ci to, ze w filmie stawiasz tezę, która jest dla niego korzystna, a mianowicie, że Łódź straciła na przeniesieniu festiwalu Camerimage z Łodzi do Bydgoszczy i na odrzuceniu propozycji budowy studia filmowego przez Lyncha i Żydowicza?
Trudno mówić o tezie w tym filmie, dlatego że …
Nie ma tezy?
... ja jej nie szukam. Ona jest po prostu oczywista, miało być nowe centrum Łodzi i go nie ma. Winny jest jakiś niesamowity splot politycznych intryg i przypadków, który pozbawił to miasto olbrzymiej szansy zbudowania jednego z najbardziej niekonwencjonalnych budynków na świecie w otoczeniu wspaniałego centrum…
…?
Mówię o budynku Franka Gehry’ego, który miał być co najmniej równie znamienity jak zaprojektowane przez niego Muzeum Guggenheima w Bilbao.
Miały być tam sale wystawiennicze, konferencyjne…
Tak. I powstaje pytanie, jak można się było tego pozbyć? Żadna teza polityczna, żadne racje polityczne, żadne racje finansowe mnie nie przekonują. W sumie chodziło o około 150 mln złotych z budżetu miasta, dwadzieścia parę procent wstępnego kosztorysu, i taka kwota nie powinna być przeszkodą w realizacji tego projektu. Przecież muzeum w Bilbao przynosi podobno ponad 100 milionów dolarów rocznego zysku...
Ale miasto liczyło na pomoc Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, i tej pomocy nie doczekało się.
Nie doczekali się, bo zaczęły się kłótnie. Żaden rozsądny minister nie da grosza komuś, kto się kłóci. To są przecież publiczne pieniądze. W filmie pokazuję wypowiedź ministra Zdrojewskiego, pełną dobrej woli.
Ale w tym filmie sprzyjasz jednej stronie: Żydowiczowi i Lynchowi…
Sprzyjam przede wszystkim temu, żeby ta budowla powstała. Jest na to jeszcze drobna szansa, bo zdaje się, że jeszcze przez jakiś czas prawa do budynku Gehry’ego będą aktualne i można do tego wrócić.
Ja nagle w tym filmie znalazłem się w centrum polityki, i zacząłem poznawać te mechanizmy. Dla filmowca dokumentalisty są one fascynujące, ale dla Żydowicza i Lyncha, którzy podjęli z nimi walkę, musiały być depresyjne i niszczące. Bo polityka to nie ich świat.
Jakie mechanizmy poznałeś?
Na przykład to, że można głosować za, a po kwadransie przeciw. Że można działać wbrew przekonaniom, jeśli nie są one zgodne z interesem partii. Że nie wpuszcza się obcych do modnego ostatnio „układu zamkniętego”, a dumne „pro publico bono” to tylko naiwne powiedzonko. To, że były wielkie marzenia, wielkie wspaniałe plany na przyszłość, na rozwój, na zatrudnienie wielu ludzi przy pracy nad tym projektem; tam miały powstać hotele, kina, sale wystawowe, itd., kolejne miejsca pracy dla setek ludzi. Do Łodzi przyjeżdżali filmowcy, którzy mieli na swoim koncie po trzy Oscary. I tylko dlatego, że trzeba było wyrzucić Kropiwnickiego, to wyrzucono wszystko.
Ty patrzysz na to z zewnątrz, w samej Łodzi i poglądy na to, i ocena rządów Kropiwnickiego, były bardziej złożone i spolaryzowane. Siedzisz na Kujawach i jeździsz na festiwal Camerimage do Bydgoszczy, masz inny punkt odniesienia.
Tak, ja mam inny punkt odniesienia - tych, którzy nie mieszkają w Łodzi i żałują, że nie mogą tu przyjeżdżać na Camerimage. Ale nie oceniam też rządów prezydenta Kropiwnickiego, to rzeczywiście sprawa Łodzian. Mój film opowiada tylko o budowie nowego centrum Łodzi, którego wielkim orędownikiem był i jest Kropiwnicki. Wielu ludzi w Polsce mówi: jak oni mogli z takiego Centrum zrezygnować? Oczywiście jest teraz propaganda, są rzeczy ohydne, są publikowane tendencyjne artykuły i teksty na portalach w których się pisze: „Żydowicz to złodziej, okradł Toruń, okradł Łódź, teraz poszedł kraść do Bydgoszczy”. Jak to czytam, to mi się nóż otwiera, bo znam tego człowieka od 15 lat i cenię jego pracę. Festiwal, który on organizuje jest naprawdę wielki. Co roku kosztuje wiele milionów złotych i te wydatki są precyzyjnie kontrolowane przez wszystkie możliwe powołane do tego instytucje państwowe. Nigdy nie znaleziono nieprawidłowości. W Łodzi każdorazowo festiwal Camerimage przynosił około 10 milionów złotych zysku dla miasta... A w łódzkim magistracie leży do tej pory kilkanaście niepodjętych pensji Żydowicza, należnych mu jako prezesowi miejskiej spółki. Nie chciał tych pieniędzy odkąd rozpoczął się konflikt.
Nie dałeś się czasem uwieść magii wielkich nazwisk i magii Żydowicza? On potrafi zaczarować ludzi.
Oczywiście, że tak. A co w tym złego, przecież nazwiska w prawdziwej sztuce nie stają się wielkie, ot tak sobie. Dzięki Bogu, że potrafi. Dlatego jest ten festiwal, dlatego jest coś wielkiego. Potrafił zaczarować także wielu Łodzian. Podobnie jak i Franka Gehry’ego, z którym godzina rozmowy kosztuje każdego innego 5 milionów dolarów. I ten człowiek przylatuje tutaj własnym samolotem z Hollywood, z Los Angeles, wchodzi na deski walącej się rudery w Łodzi i mówi: „zrobię tu najpiękniejszy na świecie budynek”. Daj Boże każdemu takiego talentu do czarowania, jaki ma Żydowicz.
To zrobiłeś film po to, żeby pokazać ten talent czy żeby coś ocalić od zapomnienia?
Po pierwsze, bo jestem dokumentalistą. Po drugie, żeby ocalić. Po trzecie, żeby pokazać jak się przegrywa, walczy o honor, bo to jest też fascynujące. W filmie są zdjęcia robione przez jakiegoś operatora, kiedy otwierają budowę EC1*. Przy tym wydarzeniu nie było już Kropiwnickiego, był młody rzutki prezydent Sadzyński i jego z-ca prezydent Magin. I oni otwierają budowę, nawet pewnie w dobrej wierze, a obok czai się mnóstwo wyjadaczy politycznych: stoi Grabarczyk, stoi Śledzińska-Katarasińska, stoi przyszła prezydent Zdanowska, widać jak to wszystko jest poukładane. I oni mówią, otwierając: „dziękujemy odkrywcom”, bo przecież Lynch odkrył EC1, ale na to otwarcie owych odkrywców nie zaproszono! Rozumiesz to? Żydowicz przyjechał, ale stoi pod płotem – bo niezaproszony! A to jest facet, który wymyślił tę koncepcję i w końcu „wychodził” 82 miliony złotych z europejskich funduszy, z których oni „kupili” kamień węgielny, który tam teraz wmurowywali. I jest to wstrząsająca scena. Nigdy nie zapomnę pani Katarasińskiej, która mówi „dziękujemy odkrywcom”, patrząc na Marka Żydowicza stojącego pod płotem – „ale oni muszą zrozumieć, że jak coś odkryją, to muszą się tym podzielić”.
Twój film działa na emocje. Czasami jest jak gdyby pozarozsądkowy, jak – wydaje się – pozbawiona rozsądku była akcja strajkowa studentów filmówki z poparciem dla Żydowicza, którą pokazujesz w swoim filmie.
Tak, mówię o strajku, który proklamowany został w czasie trwania sesji Rady Miejskiej w Łodzi. Pierwszy w Polsce strajk studentów w obronie kultury. To było niesamowite. Pokazuję również z jaką butą i lekceważeniem potraktowany został ich protest przez łódzkich polityków.
Nielegalny strajk na sali obrad Rady Miejskiej.
Na łódzkich ulicach i na sali obrad. Są zdjęcia stamtąd, ty byłeś na tej sesji - jest twój wywiad… Prowadziłeś rozmowę, w której przekrzykiwali się przed kamerą wiceprezydent miasta z szefem klubu radnych PO. Panie przewodniczący, pytasz Walaska (przew. Klubu PO w Radzie Miejskiej w Łodzi – red.), czy pan chce Camerimage, ktoś z boku rzuca „Hańba!”, a Walasek krzyczy do mikrofonu, złośliwie parodiując skandujących studentów: „chcemy Camerimage, chcemy Camerimage”. Byłeś w środku tych emocji.
Rzeczywiście tak było. Ale w filmie jest też trzeci wątek.
Tak, być może kryminalny. Nie waham się tego mówić – wątek zahaczający o korupcję.
Kto kogo miałby korumpować?
W moim filmie były wiceprezydent Łodzi Łukasz Magin mówi, że został wezwany do siedziby Atlasu (szefem tej firmy jest Andrzej Walczak – red.), i tam usłyszał, że PORR S.A. (firma, która miała rewitalizować EC1 – red.) wycofa się z tej budowy i zostanie rozpisany nowy przetarg. Przetarg wygra ten – powiedział mu Walczak - kto będzie dysponował projektem Libeskinda**, a ten projekt ma właśnie on. I to już jest załatwione, jakiś dyrektor, obecny zresztą na tym zebraniu już o tym wie, i tak ten przetarg miał wyglądać. Magin poleciał z tym natychmiast do ABW, a po kilku dniach dostał odpowiedź, że właściwie nic się nie stało, agencja nie doszukuje się znamion przestępstwa, bo pan Walczak nie jest osobą publiczną, i może mówić, co chce i spotykać się z kim chce… Rozumiesz? Prywatny facet wzywa do siebie wiceprezydenta prawie milionowego miasta oraz podległych mu urzędników i oni przychodzą! Tylko, że on nie był wtedy osobą prywatną, co pokazujemy w filmie; był pełnomocnikiem prezydenta miasta (ds. Specjalnej Strefy Sztuki – red.), reprezentował Łódź.
Możesz mieć z tym kłopot: zrobiłeś film, ale czy będzie polska projekcja?
Film jest po prywatnych pokazach w Stanach. Widział go Lynch.
A w Polsce?
W Polsce zgłosiliśmy go na kilka festiwali. Teraz najbliższy jest krakowski, film będzie pokazany w ramach Panoramy Filmu Polskiego. Jest także po pierwszych kolaudacjach w telewizji publicznej. Wszyscy mówią, że formalnie jest dobrze zrobiony, ale kiedy miałaby być jego emisja, to nie wiem. Trochę się obawiam, że niezbyt prędko.
A Lynchowi spodobał się?
Tak, podobał się. Był wzruszony.
Film kończy się optymistycznie, mimo wszystko…
Jest festiwal Camerimage, jest Lynch na scenie, dostaje nagrodę za całokształt twórczości - krzyczy: „Niech żyje film. Niech żyje sztuka”. To jest teza, pod którą podpisuję się obiema rękami. Niech żyją wielcy wspaniali artyści i niech żyją wizjonerzy tacy jak Żydowicz. On dziś procesuje się z internautami o honor, o godność, bo nie można bezkarnie opluwać człowieka. To jest film o wielkim rozczarowaniu, ale jednocześnie o wielkiej psychicznej sile tego człowieka.
*Elektrownia w Łodzi (EC1) – pierwsza łódzka elektrownia, uruchomiona w 1907 roku przy ul Targowej. Działała do 2005 r. Aktualnie zespół budynków dawnej EC1 jest poddawany rewitalizacji w celu przekształcenia go w centrum naukowo-kulturalne.
**Daniel Libeskind to znany architekt amerykański, ur. w Łodzi w 1946 roku.
p.s. Film „Tumult nad Łodzią” zostanie pokazany na międzynarodowym Krakowskim Festiwalu Filmowym 1 czerwca b.r., natomiast 5 czerwca odbędzie się jego uroczysta premiera w Łodzi w kinie Bałtyk o godzinie 20.
Zob. też:
http://www.dzienniklodzki.pl/artykul/804829,proces-zdanowska-kontra-zydowicz-z-abw-w-tle,id,t.html
