Wiesław Łuka rozmawia z Kamilem P. Dąbrową o szkodliwym wszystkoizmie na antenie radia publicznego i o poczuciu nobilitacji po przyznaniu mu wyróżnienia Hieny miesiąca.

Kamil Paweł Dąbrowa, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim. Od kilkudziesięciu lat związany z radiostacjami publicznymi i komercyjnymi; również komentator telewizyjny i prasowy. Zaczynał w Radiostacji Harcerskiej. Od półtora roku pełni funkcję dyrektora – redaktora naczelnego radiowej „Jedynki’

Wiem, jak realizować misję radia publicznego - wyznał pan. Więc jak?

Wszystko jest zapisane w ustawie o radiofonii i telewizji z 1992r., wielokrotnie zresztą nowelizowanej. Zakłada ona atrakcyjną realizację programów informacyjnych, publicystycznych, reportaży, słuchowisk radiowych i spektakli teatralnych oraz transmisji sportowych. Jestem wielkim zwolennikiem radia publicznego, które powinno wyznaczać standardy także dla stacji komercyjnych, dlatego wykorzystuję z satysfakcją również ustawowe możliwości, jakie ma nadawca publiczny.  

 

Skąd zatem tyle narzekań na media publiczne – że misji jednak nie realizują?

My od ponad roku realizujemy ją w 100%.

Zwykle padają zarzuty dwóch uzależnień, przeszkadzających w tej realizacji – silne upolitycznienie oraz tzw. pogoń za słupkami oglądalności, czyli uzależnienie od biznesu, dawcy reklam.

Lata upolitycznienia, czy nawet upartyjnienia „Jedynki” minęły, mam nadzieję bezpowrotnie, przed kilku laty. Co zaś dotyczy reklam – one są i będą. Sprzedaje je na zasadach komercyjnych Agencja Reklamy. Ja w jej pracę nie ingeruję, ale pytam - jak bloki reklamowe  mogą przeszkadzać misyjności? I odpowiadam - nie przeszkadzają.

Przyznał Pan nie tak dawno, że „Jedynka” traci słuchaczy.

Traciła starszych słuchaczy – to proces naturalny; ludzie umierają. Natomiast pozostaje problemem słabe pozyskiwanie młodszych słuchaczy.

Co wynika z badań?

Antena była źle programowana - na przekład po względem muzycznym. Nie było wiadomo, do kogo adresowano programy muzyczne. Miałem wrażenie rozhuśtania – od ostrych brzmień rockowych po melodie z lat 50-tych i 60-tych. Poprzednim szefom wydawało się, że wszystkoizm nie szkodzi antenie. Podobnie było ze sferą publicystyczną. To zresztą jest grzech popełniany prawie w każdym radiu. Tymczasem rozgłośnie nie są tablicą ogłoszeniową, na której można przykleić każdą kartkę.

A przykłady są? 

Jeżeli czterdziestolatek, a tym bardziej sześćdziesięciolatek, miał słuchać o godzinie 14.00 w dniu powszednim trashmetalowego zespołu Anthrax, to nawet, gdy nie był zagorzałym przeciwnikiem ciężkich, rockowych brzmień, wyłączał radio. Jestem pewien, że przeważnie już do niego nie wracał. Zatem dostosowanie brzmienia stacji do potrzeb słuchaczy według kryterium wieku było moim priorytetem. Prosi pan o przykłady - zdobyliśmy dla „Jedynki” doskonałych współczesnych kompozytorów i wykorzystaliśmy klasycznych; nagraliśmy nowe „dżingle”. Polonez a-dur Chopina jest od zawsze i pozostanie leitmotivem naszej rozgłośni, ale w nowoczesnej aranżacji – Leszka Możdżera. Na nowo zaaranżowaliśmy motywy z Czesława Niemena, czy Kabaretu Starszych Panów. Nasz szef muzyczny, Zbyszek Zegler z wielką pieczołowitością dobiera muzykę do playlisty. Skorygowaliśmy procesor – orban - odpowiadający za brzmienie stacji w jej warstwie słownej oraz muzycznej. To było niełatwe przedsięwzięcie, bo „Jedynka” w połowie audycji operuje słowem, a w drugiej połowie muzyką. Taka korekta wywołuje także pewnego rodzaju frustracje ( i protesty) słuchaczy przywykłych do tego, co było od 88 lat.

Były protesty?

Oczywiście. – formie telefonów, e-maili oraz listów. Analizujemy każdy z nich.

A skrócenie południowego hejnału z wieży mariackiej w Krakowie też zostało oprotestowane? 

Oczywiście – oburzyli się słuchacze, władze Krakowa, politycy. Bardzo silnym głosem przemówił znany krakus – redaktor, Leszek Mazan. Zwracam jednak uwagę, że nie skróciłem hejnału. Hejnał jest odgrywany jeden raz na antenie Jedynki. W Krakowie chyba nic się nie zmieniło ale nie wiem, bo dawno tam nie byłem. Dotychczasowe, czterokrotne powtarzanie tego samego wątku uznaliśmy za zbędne. W czasach szybkiego tempa życia ludzie chcą szybciej wysłuchać serwisu informacyjnego.

Nie sądzi Pan, że za jakiś czas Pański następca w tym gabinecie przywróci zwyczaj czterokrotnego otwierania okienek na wieży przez strażaka z trąbką? Nie boi się Pan posądzeń o zamachu na tradycję przy tak obecnie rozhuśtanych nastrojach społecznych?

Ja mam wielki szacunek dla tradycji. Jednak jesteśmy tu i teraz i nie myślę, jak radio będzie wyglądało na przykład za pięć lat. Odpowiadam za dziś, jutro i za tydzień. Wymyśliłem takie równanie dla „Jedynki”: tradycja + nowoczesność = współczesność. To nie ma być radio ani tradycyjne, ani nowoczesne, lecz współczesne - czyli synteza tradycji i nowoczesności. Pamiętny legendarny sygnał „Muzyki i aktualności”: stał się on sloganem reklamowym „Jedynki”.

Dużo powiedzieliśmy o warstwie muzycznej, a słowo na Antenie – publicystyka, informacja, edukacja,  kultura, sztuka nie tylko rozrywkowa  itd…?

Zależy mi, aby to wszystko było aktualne. Staramy się programować audycje w sposób pasmowy. Co tydzień o tej samej porze słuchacze wiedzą, że mogą usłyszeć na przykład „popołudniowy magazyn gospodarczy” ( 2 – 3 materiały oraz informacje z tej dziedziny). O stałej porze i w ustalone ramowo dni znani eksperci – socjolodzy, psycholodzy, kulturoznawcy, menedżerowie od reklamy i marketingu  komentują wydarzenia i zjawiska ze swojej dziedziny. W cosobotniej audycji „Teren mniej zabudowany”  mówimy o osiągnięciach i kłopotach różnych regionów naszego kraju, głównie tych niewielkomiejskich.. Nie mogło zabraknąć głosu kobiet – w audycji „Sterniczki” koryfeuszki naszego życia publicznego dyskutują o najważniejszych aktualnościach. Zainteresowani problematyką religijną także wiedzą, kiedy włączyć radio, żeby posłuchać swojego programu .

Nie zapominacie także o rozrywce…

„Daję głos” to audycja Grzegorza Markowskiego i Krzysztofa Materny. Specyficzne poczucie humoru i słowna ekwilibrystyka gwarantowane.  Kulturoznawca, Jacek Wasilewski i dziennikarz, Marcin Chłopaś w każdy piątek występują ze swoimi komentarzami w „Wieczorze na żarty”. Radio jako środek przekazu ma być nie tylko ciekawe, ale i szybsze. Uważam, że powinno być najszybszym medium. W latach 90-tych wróżono jego rychłą śmierć. Przepowiednie okazały się nietrafione. W ub.r. Radiowa Jedynka, jako jedyna stacja, odnotowała wzrost liczby słuchaczy o 0,1% w udziałach w rynku i lokuje się na III miejscu, po RMF FM i RADIU ZET.

Sporo lat pracował Pan w stacjach komercyjnych. Jakie doświadczenia stamtąd dało się wykorzystać w radiu publicznym? 

To ostatnie, półtoraroczne dyrektorowanie „ Jedynce”, to nie pierwszy mój kontakt z publiczną stacją. Osiem lat temu kierowałem IV programem PR. Dopiero potem przeszedłem do rozgłośni komercyjnych.  Doświadczenia są nieporównywalne. W stacjach komercyjnych słuchacze byli grupą bardziej jednorodną. Teraz mam świadomość, że docieramy do bardzo różnych słuchaczy. Zarówno tych wielkomiejskich jak i ludzi z małych ośrodków. Zarówno do ludzi z wyższym wykształceniem jak i do tych z podstawowym. Wreszcie do ludzi o bardzo zróżnicowanych dochodach. Tworzymy i realizujemy program bogaty w swej różnorodności treściowo – formalnej. Adresujemy go do słuchaczy reprezentujących różne opcje polityczne, co dziś jest niesłychanie ważne przy dobrze znanych podziałach społecznych i politycznych. W rozgłośni komercyjnej można prezentować jedną opcję polityczną, w radiu publicznym nie; trudno na przykład rozmawiać tylko ze zwolennikami teorii zamachu smoleńskiego. To jest teoria bałamutna, choć „atrakcyjna” społecznie i dobrze się „sprzedająca”, ale na szczęście nie jedyna.

Jest Pan znanym komentatorem również telewizyjnym, ale przede wszystkim radiowcem…

Również komentatorem i felietonistą prasowym…

Ale chcę zapytać o pańskie odczuwanie magiczności radia?

Jest to intymność relacji między słuchaczem i mną przy mikrofonie. Tę szczególną więź odczułem już przed wielu laty, gdy zaczynałem swoją pracę w radiu w Rozgłośni Harcerskiej. Tam prowadziłem m.in. nocne audycje. Ludzie cierpiący na bezsenność bardzo często dzwonili, byli złaknieni bezpośredniego kontaktu słownego. Chcieli się wygadać, szukali ciepłego słowa, otuchy i porady albo chcieli po prostu pożartować. Na  szczęście ani razu nie zadzwonił potencjalny samobójca. Natomiast odbierałem wiele telefonów młodych słuchaczy, mocno rozbawionych. Niektórzy zdzwonili z imprez domowych i dzielili się swoim dobrym nastrojem. Wznosiłem z nimi toasty – oni trunkami, ja wodą w szklance, oni życzyli mi dobrego samopoczucia, które przecież i tak miałem, a ja im niegorszej zabawy.

Nie da się pominąć problemów finansowania radia publicznego. Wpływy z reklam są, ale pozostaje nieszczęsna sprawa abonamentu? O kryzysie finansowym telewizji trąbi się od dawna i bez efektu. W radiu jest chyba trochę lepiej pod tym względem ?

Media publiczne – jak wiadomo -  dławią się  z powodu trudności finansowych. Najbardziej telewizja, bo jej funkcjonowanie jest niezwykle kosztowne. Radio jako medium jest dużo mniej kapitałochłonne. Bez rzetelnego ustabilizowania finansowego tradycyjne media padną. Powiem mocno, będzie to zamach na najbardziej kulturotwórcze instytucje.

Pełni Pan funkcję dyrektorką, więc urzędniczą, nie przestaje jednak być dziennikarzem – komentatorem. Znalazłem Pańskie niedawne wyznanie, że jako obywatel i dziennikarz nie lubi Pan: *martyrologicznego tonu, jaki króluje w naszym życiu * nie żyjemy pod okupacją, ani wczasach PRL * *heroiczne gesty, jakich jesteśmy nie tak rzadko świadkami, pokrywają brak myśli*. Czy mógłby dyrektor – komentator rozwinąć te opinie?

Powinniśmy patrzeć przed siebie, nie zapominając o tradycji. Kręcenie się w kółko wokół naszych traum narodowych, przegranych bitew i innych tragicznych wydarzeń powoduje podcinanie gałęzi, na której siedzimy. Tego już wystarczy. Adam Asnyk  pisał: „Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę.” Polska będzie się rozwijała, jeżeli będziemy się modernizowali myśląc o przyszłości.

Słyszymy opinie, że resort oświaty tak modernizuje program nauczania historii w szkołach ponadpodstawowych, że grozi nam… wynarodowienie. 

Nie sądzę, żeby przygotowywano zamach na ojczystą historię i na historyczne relacje na przykład między Polską a jej sąsiadami. Bo kto i dlaczego miałby to robić? Może ktoś kto chciałby podpalić Polskę? Ale nie mogę się wypowiadać na temat nowego programu w tym przedmiocie szkolnym, bo go nie znam.

Czy publiczna „Jedynka” nie powinna zorganizować panelu, lub prowadzić przez jakiś czas sondę na ten temat? Niechby nauczyciele, rodzice i autorytety - tylko z pominięciem polityków- przedyskutowały ten nadzwyczaj ważny problem…

A wie pan, dziękuję za podpowiedź; z tym tematem niechybnie się zmierzymy. Tematyka historyczna jest stale obecna w Radiowej Jedynce. Właśnie emitujemy cykl audycji poświeconych 150 rocznicy wybuchu Powstania Styczniowego. Kronikę Powstania Warszawskiego można usłyszeć na naszej antenie od stycznia w każdy wtorek i każdą niedzielę. Mam nadzieję, że zapobiegamy w ten sposób wynarodowieniu, o czym Pan wspomniał, a czego  bezpodstawnie lękają się niektórzy.

Oto drugie pańskie wyznanie: „nie żyjemy pod okupacją…”

Wbrew różnym głosom – żyjemy w demokratycznym, wolnym kraju. Ten kraj ma wciąż wiele wad, które trzeba zmieniać ale to my o tym decydujemy. Polacy w pełni suwerennie podjęli decyzję na przykład o przystąpieniu  do Unii Europejskiej. Myślę, że decyzja, o tym czy w nie tak dalekiej przyszłości przyjmiemy euro jako walutę też nie będzie podjęta za naszymi plecami. Tu warto powtórzyć słowa Władysława Bartoszewskiego i  Jana Nowaka -Jeziorańskiego, że  przeżywamy najszczęśliwszy okres w naszej historii. Wykorzystajmy go jak najlepiej. Ten czas ma również swoje ciemne strony – m.in. wzrost przestępczości czy bezrobocie. Myślę, że bilans ostatnich dwudziestu lat dla Polski i Polaków jest zdecydowanie korzystny.

Jeszcze parę słów komentarza o tych „heroicznych gestach, które pokrywają brak myśli” …

 Ja nie chcę wracać i oceniać lat, kiedy tu, w publicznym radiu pojawili się silnie politycznie i partyjnie zmotywowane towarzystwo. Nie chcę też, by „Jedynka” była przechylona w lewo albo prawo. Mamy być i jesteśmy maksymalnie obiektywni. Prezentujemy całe spektrum poglądów politycznych i społecznych obecnych w kraju. Pewna bardzo znana artystka zapytała mnie wprost: z jakiej jesteś partii politycznej? Odpowiedziałem: z partii, która nazywa się Radio. Polskie Radio. Artystka, która spotykała się z wieloma dyrektorami w Jedynce bardzo się zdziwiła. Zawsze wcześniej wiedziała, kto jest z jakiej opcji. Myślę, że rozwiałem ostatecznie jej wątpliwości.

W najnowszym oświadczeniu (29.04) kilku przedstawicieli Rady Programowej PR formułuje zarzut, że Radio wraz Gazetą Wyborczą i Kancelarią Prezydenta angażuje się w kapanie polityczne w związku z obchodzonym 2 maja Dniem Flagi. Sygnatariusze oświadczenia przypominają, że publicznemu medium nie wolno „angażować się polityczne po jakiejkolwiek stronie”? Co Pan na to?

Trudno mi odnieść się do stanowiska trojga członków Rady Programowej PR SA dotyczącego Dnia Flagi, gdyż jest ono nieprecyzyjne. Z tego, co wiem,  to nie Polskie Radio, lecz Trójka jest organizatorem akcji „Orzeł może”. Na pewno wszystko będzie o niej wiedziała Magda Jethon. Oświadczenie Rady Programowej PR SA zawiera błędy, gdyż ani Gazeta Wyborcza ani Kancelaria Prezydenta nie współorganizują tego przedsięwzięcia. Przeczytałem natomiast na Twitterze, członek Rady Programowej, Stanisław Janecki podejrzewa, że hasło „Orzeł może”, jest prawdopodobnie  nową reklamą viagry. Myślę, że pan Janecki z różnych powodów wie więcej o tym wydarzeniu. Proszę zatem jego pytać o szczegóły.

Czego Pana nauczyły niedawne, nieprzyjemne doświadczenia – wyróżnienie „Hieną” miesiąca oraz  nagana za udział w imprezie promującej wino? 

„Hienę” dostałem za wypowiedź w Szkle Kontaktowym. Bardzo dziękuję za tę nagrodę, która była dla mnie nobilitująca. Jednak rozczarowałem się, tym, że do niej nie dołączono żadnej „koperty”, ani nawet dyplomu. Powiesiłbym go sobie nad biurkiem. Jeśli zaś chodzi o udział w panelu podczas imprezy promującej  wino, to miałem zgodę Zarządu PR, natomiast niezręcznością, moim błędem było prowadzenie imprezy, nad którą patronat medialny objęła inna stacja radiowa.

Znany dziennikarz, Piotr Zaremba wyraził opinię na piśmie, że jest Pan wiecznie z siebie zadowolony i nie przyjmuje krytyki pod własnym adresem…

Tak? A to zaskakująca opinia, bo w istocie mam sporo zastrzeżeń do własnej osoby i do tego, co robię. Często myślę o sobie, że może jestem zbyt samokrytyczny. Redaktor Zaremba, publicysta niepokorny, jak sądzę, którego zapraszałem często do Radia TOK FM, ma prawo do subiektywnej oceny. Ja go bardzo szanuję i pozdrawiam serdecznie.

 
Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl