Z Barbarą Gruszką-Zych o sztuce, miłości, cierpieniu i cichych dnia z Panem Bogiem rozmawia Błażej Torański.

 

Barbara Gruszka-Zych jest dziennikarką „Gościa Niedzielnego” i pisze wiersze. Wydała kilkanaście tomów poezji, najnowszy nosi tytuł „Szara jak wróbel” (2012), dwa zbiory reportaży i wspomnienie o Czesławie Miłoszu „Mój Poeta”. Jej wiersze tłumaczone były na litewski, białoruski, ukraiński, rosyjski, czeski, węgierski, angielski, włoski i arabski. Dwujęzyczny polsko-litewski tomik wierszy miłosnych „Śpię z tobą pod skórą” ukazał się na Litwie w Kownie, a polsko-rosyjski „Dzban pełen ognia” - w Rosji w Petersburgu. W dziennikarstwie najbardziej ceni reportaże i wywiady. Została uhonorowana m. in. nagrodami: 2005 - nagroda „Polskie Pióro” za reportaże o Polakach żyjących na Wschodzie, 2009 - II nagroda w konkursie śląskich mediów „Silesia Press” za reportaż o palaczu zwłok w Auschwitz-Birkenau „Co widziały moje oczy”, 2010 - Nagroda „Ubi Caritas” przyznawana przez Caritas Polska w kategorii „Współpraca z Caritas” za reportaże propagujące dzieła miłości bliźniego, 2011 - III nagroda w konkursie śląskich mediów „Silesia Press” za wywiad z Wojciechem Kilarem „Jestem jak Koncert fortepianowy”.

Za kolejną rozmowę z kompozytorem, „Harmonia ducha”, SDP przyznało jej nagrodę im. Macieja Łukasiewicza.

 

 

Dostałaś nagrodę SDP „za piękne i głębokie spotkanie z wybitnym artystą”. Z Wojciechem Kilarem spotkałaś się nie raz. Znasz go od kilkunastu lat. Co Ci dają te spotkania?

Na początku chciałam powiedzieć, że mam szczęście pracować w tygodniku katolickim, który znajduje miejsce na rozmowy o wierze, nadziei i miłości, podczas gdy w innych tytułach nagłaśnia się zło, które jest bardziej fotogeniczne. Tak też uważa pan Wojciech, który jest naszym stałym czytelnikiem. A mówił mi o tym nie tak dawno, bo w Wigilię. Z tym wybitnym kompozytorem, którego poznałam poprzez materiał dziennikarski spotykamy się, ale też rozmawiamy telefonicznie. W Wigilię, po złożeniu sobie życzeń, mówiliśmy o tym, że cierpienie jest stałym komponentem życia. Nie da się go uniknąć, przychodzi wcześniej lub później. Nawet lepiej, gdy przyjdzie wcześniej, bo wtedy łatwiej człowiekowi się uodpornić, zaprawić w bojach z nim. Rozmawialiśmy też o tym, że samotność nie musi być samotna. Wojciech Kilar od pięciu lat, od kiedy zmarła mu żona, spędza Wigilię sam, a właściwie - jak mówi - ze swoją żoną. I jest to już dla niego nawet Wigilia radosna.

Ale co dzięki tym rozmowom zyskałaś, czego Cię nauczyły?

Dają mi uspokojenie, porządkują myśli. Wydaje mi się, że pan Wojciech też widzi sens tych rozmów. Słuchamy się wzajemnie, znajdując - jak mówi - „klucze” do siebie. Jest wiernym czytelnikiem moich wierszy. Do mojego ostatniego tomiku „Szara jak wróbel”, który poświęciłam zmarłemu ojcu, napisał kilka słów na okładkę.

Co takiego napisał?

Nie wiem, czy wypada cytować...

Skoro dałaś na okładkę, wypada.

Muszę posłużyć się ściągą, czyli tomikiem; „To prawdziwe, przejmujące treny jak u Kochanowskiego. Świetna robota poetycka przenosząca ziemskie uczucia w sferę poezji”.

W nagrodzonym wywiadzie mówi: „gdy się kocha, to też się cierpi”. Nie ma miłości bez cierpienia, Basiu?

Nie ma. Pokazuje to moje życie i wielu innych przed nami. Przecież to wiesz. Z tego wzięła się wielka literatura i sztuka w ogóle.

Ostatni tomik poświęciłaś ojcu. Wojciech Kilar swoją muzykę dedykuje zmarłej żonie. Mówi o niej: „jest wręcz dotykalna”. Też masz takie poczucie?

Z tatą? Tak. To ciekawe, ale mam takie wrażenie, że z bliskimi, którzy odeszli, czasami mam lepszy kontakt niż kiedy byli tutaj, na ziemi. Za ich życia przeszkadzały w tych relacjach układy, ciała, konwenanse, a teraz możemy rozmawiać wprost. Ktoś powie, że jest to rozmowa z jednej strony. Ja wierzę, że nie. Ale w gruncie rzeczy to uspokajanie siebie, bo na co dzień po prostu ich brakuje.

„Nie jest łatwo przekazać, czym jest sztuka, jak się kocha i jak się wierzy” – tak jury SDP uzasadniało nagrodę dla Twojego wywiadu. Jak kocha i wierzy Wojciech Kilar?

Kocha i wierzy bezgranicznie. Powiedział kiedyś, że gdyby mógł zaczynać życie od nowa, to pewnie zostałby księdzem katolickim. Ale za chwilę dodał, że to niemożliwe, bo jednak kocha swoją żonę. Pan Wojciech żyje dwiema ogromnymi miłościami: do Barbary, świętej pamięci żony, i do Pana Boga. Kiedy podczas rozmowy otworzył mi sonety Petrarki w tłumaczeniu Jalu Kurka, nie przez przypadek wybrał do przeczytania na głos ten fragment  z „Sonetów do Laury umarłej”, który opowiada, że po „drugiej stronie” spotka: „ [...] Pana mego i mą Panią”.

Ale co do swej wiary Kilar się jakby kryguje: „Znam ludzi, którym dana jest wielka wiara. Być może w jakiejś mierze też ją posiadam” - mówi w trybie przypuszczającym.

To nie jest krygowanie się. Stałości nie ma też w miłości między ludźmi, np. między kobietą a mężczyzną. Czasami się kłócimy, mamy ciche dni. Z Bogiem też tak bywa. O ciemnych nocach pustki duchowej wspominała Matka Teresa z Kalkuty. Jak mówi pan Wojciech, odczuwanie obecności Boga to łaska. Dla każdego dziennikarza najważniejsze są głosy jego czytelników. Po opublikowaniu tej rozmowy zadzwoniło do mnie kilka osób. Mówili, że skłoniła ich do płaczu i zastanowienia nad życiem, że poszli do spowiedzi… Czegóż więcej może chcieć dziennikarz? Odczytali wywiad jako świadectwo wiary kompozytora.

Jak „Sonety do Laury” Petrarki są hołdem miłości do Laury, tak Wojciech Kilar komponuje dla żony Barbary.

To prawda, ale „Sonety do Laury”, Jego utwór, który towarzyszył naszej rozmowie, nie był akurat imiennie dedykowany żonie. W zamyśle twórcy był jej jednak poświęcony. Pan Wojciech wielokrotnie podkreśla, że ich miłość na początku była trudna. Znali się dobrych kilka lat, zanim się pobrali. Po poszukiwaniach na własny rachunek wybrał to, co najważniejsze: miłość do niej. Odtąd zaczął patrzeć na świat jej oczyma. Razem patrzyli w jednym kierunku. A jak napisał Saint- Exupery: „miłość, to znaczy patrzeć razem w tym samym kierunku”. Pan Wojciech nie boi się mówić o trudnych początkach, a potem wielkiej harmonii swego związku.

Rozmawialiście o dobrych uczuciach, ale także o procesie tworzenia i symbolach jego uznania. Mieszkanie Wojciecha Kilara wypełnione jest po brzegi nagrodami, dyplomami i statuetkami, stoją także na kredensie w kuchni. Gdzie powiesiłaś swój dyplom SDP?

Zwykle układam nagrody na podłodze, bo brak miejsca (śmiech), ale teraz powiesiłam dyplom na ścianie. Zwolnił się jakiś gwóźdź. A poza tym pomyślałam, że ten dyplom jest cenny ze względu na przyznające gremium i postać patrona nagrody.

Niewątpliwie. Kilar powiada: „tylko grafomani mówią, że piszą w natchnieniu. Komponowanie to ciężka praca”. Ma rację? Jesteś dziennikarką, ale i poetką. 

Pan Wojciech często mówi, że do natchnienia trzeba podchodzić sceptycznie, a jednak sam mu się poddaje. Po rozdaniu nagród SDP zadzwoniłam do Niego, aby opowiedzieć, jak było. Zwierzył się, że ma zamówienia na kompozycje ze Stanów Zjednoczonych, ale chyba odmówi, bo … nie ma natchnienia. Następnego dnia natchnienie przyszło. Zaczął pracować 24 godziny na dobę. Podczas rozmowy w Wigilię powiedział, że ma nadzieję, że wywiąże się ze zobowiązania.

Czy do Ciebie też przychodzi natchnienie?

Mam takie momenty, kiedy wiersze „piszą mi się” same. Nie muszę siedzieć nad kartką osiem godzin, tylko kilka minut. Choć zdarza się to bardzo rzadko. Potem ten wiersz, który tak szybko do mnie przyszedł, oglądam z perspektywy kilku miesięcy na różne sposoby, sondując czy nadaje się do pokazania innym. Wewnętrzne kryteria wypracowane przez lata pracy decydują, czy trafia do druku.

Natchnienie natchnieniem, ale – jak twierdzi kompozytor – „dobre rzemiosło pomaga w zrozumiałym przekazaniu przesłania dobra, miłości, piękna”.

Żeby natchnienie szeptane do ucha przelać na papier, trzeba mieć warsztat. Chyba, że ktoś jest dzieckiem bogów…

… jak święta trójca: Beethoven, Bach, Mozart.

W każdej epoce zdarzają się i tacy, żyją krótko i intensywnie. Ale połączenie natchnienia i ciężkiej, rzemieślniczej roboty, to podstawa każdej twórczej pracy, także dziennikarskiej.

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl