Ze Stanisławem Sewastianowiczem, redaktorem naczelnym magazynów „Auto Świat”, o kryzysie pism motoryzacyjnych rozmawia Błażej Torański.
Stanisław Sewastianowicz. Pracę w zawodzie dziennikarza zaczynał od stażu w III programie Polskiego Radia. Pracował w „Dzienniku Ludowym” i „Expressie Wieczornym”. Od 1995 roku związany z „Auto Światem”, od marca 2001 roku redaktor naczelny grupy pism sygnowanych logo „Auto Świata”.
Co zabija magazyny motoryzacyjne: Internet, media cyfrowe czy bezpłatne serwisy prasowe firm motoryzacyjnych?
Nie powiedziałbym, że zabija. Mamy oczywiście spadek sprzedaży magazynów motoryzacyjnych, ale dotyczy to przecież całej prasy drukowanej. Motoryzacją interesuje się bardzo wielu, zwłaszcza młodych ludzi. Zakładają oni więc swoje portale, strony internetowe. Takich witryn jest już około tysiąca. Informacje o nowych samochodach, opinie użytkowników bardzo szybko pojawiają się również na największych w Polsce portalach. Największy wpływ na spadek sprzedaży prasy motoryzacyjnej ma więc Internet.
A czy nie jest tak, że pisma motoryzacyjne bezpośrednio zależą od kondycji branży? W ubiegłym roku sprzedaż nowych aut spadła w Polsce o 2,5 proc. Polacy odkładają decyzje o zamianie samochodu, bo prognozy na rynku pracy są pesymistyczne.
Jest duża korelacja między sprzedażą aut i pism motoryzacyjnych. W rekordowych latach przełomu wieków - od końca lat 90. - magazyny sprzedawały się w nakładach 150-170 tysięcy tygodniowo. Teraz samochodów sprzedaje się dwa razy mniej, a nakłady pism spadły o 30-40 proc.
W 2005 roku „Auto Świat” sprzedawał średnio 129 tys. 88 egz., a w ubiegłym roku już tylko 84 tys. 82 sztuki. To spadek o 35 proc.!
Różnie bywa z tymi statystykami. Według danych naszego wydawcy – Axela Springera – w 2012 roku sprzedaliśmy średnio, także poza siecią kiosków, więcej: ponad 92 tys. egz. W ZKDP jest to rozpowszechnianie płatne razem. Mamy natomiast znakomitą, 6 pozycję wśród wszystkich tygodników w badaniach czytelnictwa.
Akurat pisma, którymi Pan kieruje, mają się nieźle. „Auto Świat” i „Auto Świat poradnik” zajmują odpowiednio drugą i trzecią pozycję w segmencie. Ale jesteście częścią gigantycznej grupy niemieckiej „Auto Bild”.
Wydajemy kilka magazynów z logo „Auto Świata”. Mamy wydania specjalne i katalogi: samochodów nowych i używanych. W osobnej publikacji wydaliśmy testy aut na dystansie stu tysięcy kilometrów. Nie są to tanie pozycje, a jednak ludzie kupują je w nakładach 25-30 tys. Uważam, że nadal będzie duże zainteresowanie na pisma fachowe. Znajdzie się czytelnik dla treści profesjonalnych, popartych testami i badaniami.
A jednak publicyści pytają o koniec drukowanych magazynów motoryzacyjnych. Krzysztof Komar, prezes Motor Presse Polska uważa, że kryzys, które je dotknął, wymaga szczególnej wyobraźni, kreatywności i odwagi wydawców.
Oczywiście, obecna sytuacja na rynku wymaga nowych pomysłów, kreatywności. Trzeba się bardziej skoncentrować na rozwoju mediów elektronicznych. „Auto Świat” ma bardzo mocną stronę internetową: 1 milion 200 tysięcy użytkowników, miesięcznie 12 mln odsłon. Od trzech miesięcy z powodzeniem sprzedajemy wersję na tablety. Należy wychodzić naprzeciw nowym trendom, formującym się nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Mamy to szczęście, że należymy do Grupy Auto Bilda, rozwijającej się w ponad trzydziestu krajach i możemy się wymieniać swoimi doświadczeniami.
Jest wam łatwiej, bo należycie do wielkiego wydawnictwa Ringier Axel Springer. Ale polscy wydawcy, nie mający takiego kapitału, szansę wyjścia z kryzysu upatrują w wysokiej jakości merytorycznej i graficznej albo w niszach.
Naszą dewizą od lat jest wysoka jakość merytoryczna i dbałość o szatę graficzną. Wypełniamy także nisze. „Auto Świat poradnik” w ubiegłym roku był w pierwszej trójce najlepiej sprzedających się miesięczników motoryzacyjnych w Polsce. Co roku wydajemy katalog samochodów używanych. Teraz dostrzegliśmy kolejną niszę: coraz więcej ludzi, nie tylko wśród słabo zarabiających, poszukuje aut z lat 60., 70. i początku 80. Wydaliśmy „Auto Świat Classic”. Pierwsze wyniki sprzedaży są obiecujące. Zamierzamy organizować spotkania dla miłośników tych samochodów. Z naszym magazynem „Auto Świat 4x4” już od kilku lat realizujemy Family Adventure, imprezy rodzinne dla posiadaczy aut z napędem na cztery koła i przygodowe wyprawy turystyczne .
Wśród pasjonatów wehikułów wykorzystujecie sentymenty, a u właścicieli nowoczesnych modeli – emocje?
Trochę tak. To nie tylko sposób na przyciągnięcie czytelników, ale i zorganizowanie im czasu, współpraca, integracja.
Patrząc na konkurencję: nie sądzi Pan, że magazyny motoryzacyjne są coraz bardziej ubogie w treści, powierzchowne?
Rzeczywiście pisma te są mało dynamiczne. Realizują standard, który my przed laty wypracowaliśmy: prezentują nowości, testy i porady. Często idą naszym śladem. Nic nowego na rynku się nie pojawia. Było kilka prób, które skończyły się niepowodzeniem.
Zapowiedzi śmierci papierowych tytułów motoryzacyjnych uważa Pan za przedwczesne?
Przed nami jeszcze długa droga. Jest w Polsce szerokie grono czytelników, którzy szukają treści profesjonalnych, wyjątkowych, pogłębionych, dostępnych tylko w prasie, a nie w Internecie. W sieci często nie ma czasu na refleksję. Analizując spadki sprzedaży dochodzę do wniosku, że pisma w innych branżach – na przykład w komputerowej - są bardziej zagrożone. Tam czytelnicy o wiele szybciej odchodzą od papieru do Internetu.
