Z Jerzym Jachowiczem o skazaniu Aleksandry Jakubowskiej, aferze Rywina i współpracy dziennikarzy ze służbami rozmawia Marek Palczewski


 

Aleksandra Jakubowska została skazana przez Sąd Okręgowy w Warszawie za przekroczenia uprawnień i działania na szkodę interesu publicznego przez bezprawne dokonanie zmian zapisów w rządowym projekcie nowelizacji ustawy. Czy tym samym afera Rywina została wyjaśniona i zamknięta?

Niestety, została prawdopodobnie zamknięta, ale do wyjaśnienia daleko.

Dlaczego?

Dlatego, że nasz wymiar sprawiedliwości jest nieporadny i tłumaczy się tym, że jak nie ma mocnych dowodów, to prokuratura nie może nawet sformułować aktu oskarżenia. Tymczasem na świecie są procesy poszlakowe, na podstawie których ludzie mogą zostać uznani za winnych i skazani.

Wciąż nie wiemy komy służyły bezprawne zmiany – sędzia stwierdził, że brak na to dowodów.

Właśnie. Cała rzecz polega na tym, że sprawa Jakubowskiej została wypreparowana w sposób całkowicie sztuczny od jej podłoża. Od tego dlaczego to zrobiła i dla kogo te zmiany miały okazać się korzystne. A przecież wiadomo, że w tych działaniach chodziło o opanowanie rynku medialnego przez jakąś grupę.

Czy lwica lewicy należała – według Pana - do grupy trzymającej władzę?

Ona wypełniała polecenia tej grupy. Podobnie jak Rywin.

Była wiceminister twierdzi, że do tej grupy zaliczał się  również Andrzej Zarębski, były członek KRRiT...

To wątek całkowicie poboczny i ona wplątała go dla zatarcia śladów. Zarębski był zainteresowany ustawą jako ekspert ds. mediów. Może widział w tym jakiś własny interes. Natomiast z całą pewnością nie był powiązany z ludźmi z SLD, z którymi i wtedy i dziś jest powiązana Jakubowska.

Jakie dowody ignorowały sądy w procesie Jakubowskiej?

Prokuratura i sąd ignorują fakt, że w okresie kiedy Rywin miał przyjść do Gazety oraz bezpośrednio po tej wizycie rozgrzane były linie telefoniczne między Jakubowską a Robertem Kwiatkowskim i Włodzimierzem Czarzastym. Sytuacja jest analogiczna jak gdyby ktoś pół godziny przed napadem na bank dzwonił do sprawcy i fakt ten zignorowano. Można by to pominąć przy jednym napadzie, ale jeśli to zdarza się przed czterema czy sześcioma napadami, to nie można tego nie brać pod uwagę.

Dlaczego zatem – jak Pan twierdzi – nie wzięto?

Po części wynika to z braku profesjonalizmu, a z drugiej strony z powodu służebności wobec określonych opcji politycznych.

Ostatnio w Polsce media tropią i wykrywają mniejszą ilość afer niż jeszcze kilka lat temu - zgodziłby się Pan z taką diagnozą?

To jest widoczne, że dziennikarze wykrywają coraz mniej spraw bulwersujących i kompromitujących polityków, urzędników, czy wysokich dostojników państwowych.

Z czego to wynika?

Jest to wynikiem niesprawności lub swoistej polityki organów ścigania, bo musimy pamiętać, że dziennikarze śledczy byli - nie chcę powiedzieć inspirowani przez organa ścigania, by zainteresować się przekrętami. Często jednak otrzymywali nieoficjalne sygnały, które były dla nich pierwszym źródłem informacji i wskazówką w jakim kierunku należy prowadzić dziennikarskie śledztwo.

Z drugiej strony organa ścigania coraz rzadziej podejmują drastyczne sprawy, które naruszają kodeks karny, a są opisane w publikacjach. A jeśli już podejmują, to efekt końcowy jest na tyle mizerny, że nie stanowi to zachęty dla dziennikarzy, gdyż ich praca nie przynosi żadnych wymiernych skutków w postaci np. dymisji urzędników albo wykluczenia ze świata polityki.

Niedawno media informowały o możliwej współpracy dziennikarzy ze służbami bezpieczeństwa nie tylko w PRL, ale również po 1989 roku. Dotyczy to m.in. prób pozyskania przez UOP do współpracy, prawdopodobnie porwanego i zamordowanego dziennikarza, Jarosława Ziętary. Czy ta wiadomość może nas przybliżyć do wyjaśnienia tajemnicy jego śmierci ?

Mam namacalne dowody na to, że jeszcze po roku 2000 służby specjalne próbowały werbować dziennikarzy na tajnych współpracowników. Szczególne zainteresowanie służb budzili, podobnie jak to było w czasach PRL, dziennikarze pracujący za granicą.

Ale czy Jarosław Ziętara mógł zostać zwerbowany?

Masowo próbowano na początku lat 90. werbować dziennikarzy, którzy interesowali się przestępstwami gospodarczymi i mafijnymi. Z całą pewnością takie próby były podejmowane wobec Ziętary, który był znakomitym źródłem informacji na temat przestępstw gospodarczych i mafijnych.


 


 

Jerzy Jachowicz (rocznik 1938). Dziennikarz i publicysta. Jeden z prekursorów dziennikarstwa śledczego w Polsce. Działacz opozycji demokratycznej. W latach 1989-2005 w „Gazecie Wyborczej”. Od 2005 do 2006 w „Newsweeku”, następnie w „Dzienniku”. Od 2008 roku na antenie Programu III Polskiego Radia prowadził cykl „Z Archiwum Jerzego Jachowicza”. Odszedł z radia w marcu 2009. Współpracował z TVP Info. Obecnie prowadzi audycję "Jama Jachowicza" w internetowym Radiu Wnet, a także jest stałym felietonistą-komentatorem tygodnika „Uważam Rze”.

Pisał m.in. o zabójstwie Grzegorza Przemyka, tajnych bojówkach młodzieżowych w stanie wojennym wykorzystywanych przeciwko „Solidarności” i niszczeniu dokumentów Biura Politycznego KC PZPR.


 


 


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl