Z Wiktorem Kammerem o telewizji internetowej, kanałach wideo i programach „na żądanie” rozmawia Adam Owczarek

Wiktor Kammer - absolwent kierunku Public Relations na Wydziale Zarządzania i Komunikacji Społecznej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Ukończył Dziennikarską Szkołę TVN24. Przewodniczący (w 2009 roku) Małopolskiego Oddziału Polskiego Stowarzyszenia Public Relations, twórca NPRS, konsultant, wykładowca, twórca Programu Edukacyjnego PR w Budownictwie.

 

 

Coraz częściej mówi się w Polsce o telewizji internetowej i kanałach wideo. Czyżby nadchodził zmierzch znanej nam telewizji klasycznej?

 Kanałów telewizyjnych nie można porównywać do tego, co możemy oglądać na zwykłym szklanym ekranie. Choćby ze względu na stronę technologiczną. Telewizje internetowe w Polsce można podzielić na kanały lajfowe i wideo na żądanie, czyli VOD. Zaznaczam, że mówiąc o tych pierwszych nie mam na myśli dużych stacji, które obok klasycznej transmisji udostępniają swój sygnał także w internecie. Takie kanały lajfowe to raczej okazjonalne transmisje np. z konferencji prasowych lub okolicznościowych imprez. W Polsce jest tego naprawdę niewiele. To pierwszy rodzaj. Na drugim biegunie mamy te kanały, które funkcjonują jako VOD (video on demand, czyli telewizja na żądanie). Materiały nagrywane są wcześniej, później montowane i publikowane. Tak działają np. programy lokalne w niewielkich miastach. Duże stacje telewizyjne nie mają tam racji bytu, zatem takie mniejsze telewizje internetowe znajdują swoje miejsce i np. relacjonują to, co dzieje się w gminie lub u lokalnych inwestorów. I zarabiają w ten sposób pieniądze - czy to dzięki banerom znajdującym się obok plików, czy też dzięki reklamom wideo. W dużych miastach takich telewizji jest mniej, ponieważ konkurencja jest zazwyczaj po prostu zbyt duża...

Kanały VOD ogląda się chyba trochę inaczej niż zwykłe programy TV?

Taką telewizję internetową porównałbym do kanałów funkcjonujących np. na YouTubie. To nie jest tak, że siadam i oglądam to, co jest – jak ma to miejsce w klasycznych programach - tylko to, co chcę. Wybieram sobie określone, interesujące mnie materiały. Bardzo często wydawcy dbają o widzów i informują o każdym nowym materiale. Przykładowo, jeśli o godzinie 16 pojawi się w serwisie jakaś relacja, w tym samym momencie użytkownik otrzymuje informację na pocztę elektroniczną. Jeśli chce, to ogląda, a jeśli mu się materiał spodoba - przekazuje go dalej...

Takie materiały telewizji internetowej to nie zawsze w pełni profesjonalne produkcje... Jaka jest ich jakość – zarówno techniczna, jak i merytoryczna?

Jakość techniczna jest – moim zdaniem – trzeciorzędna. Ważniejszy jest czas publikacji takiego przekazu i tempo podania informacji. Przykładem mogą być tutaj materiały dziennikarstwa obywatelskiego publikowane np. na platformie kontakt.tvn24.pl. Choć nie zawsze tak bywa, że jakość nie jest dobra. Interia.tv ma swoje studio, kamery, światło... O określonej godzinie emitowany jest odcinek premierowy, później – już jako VOD – materiał można oglądać w dowolnym momencie.

Krótkie, szybkie materiały... I mamy receptę na tabloizację mediów...

Dziś jest ona galopująca, ludzie nie czytają tekstów w internecie, tylko je skanują. Obowiązuje zasada, że im będzie forma prostsza, tym lepiej.

Czy zatem taka telewizja internetowa nie będzie zbyt trudna w odbiorze dla widza? Skoro on tylko skanuje, a nie czyta? To co dopiero mówić o oglądaniu?

Od dawno wiadomo, że jeden obraz pokaże więcej niż 1000 słów. Wyobraźmy sobie, że relacjonujemy np. protest związkowców. Oczywiście może być tylko tekst, ale klimat lepiej odda foto, a jeszcze lepiej relacja telewizyjna, czy choćby krótka rozmowa z uczestnikami.

W telewizji internetowej jest to, czego czasem brakuje wydawcom tradycyjnych programów – można łatwo i szybko sprawdzić, czy i jak często dany materiał jest oglądany?

Zgadza się. Statystyki można śledzić na bieżąco, od razu wiadomo co się widzom podoba, a co nie. Wykorzystują to zwłaszcza firmy, które powołują do życia specjalne kanały tematyczne.

Ale rozumiem, że w tym momencie mówimy raczej o czymś, co jest połączeniem PR-u, reklamy i marketingu? Bo chyba nie mamy już do czynienia z prawdziwym dziennikarstwem?

Raczej powiedziałbym tutaj o obiektywnym przekazie z nutką autopromocji. Oczywiście trzeba sobie zdawać sprawę, że część klientów zamawiających i płacących za takie materiały będzie oczekiwała dużej dozy autopromocji, ale muszą oni wiedzieć, że jeśli na swoim kanale zrobią sobie piękną laurkę, a nawet kilka podobnych materiałów pod rząd, to ludzie się z takiego kanału po prostu wypiszą...

Jest takie powiedzenie, że „kto ma mikrofon, ten ma władzę”...

To doskonale obrazuje rynek tematycznych kanałów wideo. Jeśli na danym rynku, w tej samej branży działa powiedzmy pięć firm, i tylko jedna ma swój kanał telewizyjny, to nawet tworząc filmy o charakterze nie reklamowym, a bardziej rzetelnym – to taka firma dużo zyskuje. Na razie jednak uważam, że wiele firm musi zwyczajnie dorosnąć do tego, aby dzielić się wiedzą, nie bojąc się o konkurencję, a potwierdzając tym samym swój autorytet.


 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl