Z Erykiem Mistewiczem o stronie internetowej KODuj24.pl rozmawia Błażej Torański.
BŁAŻEJ TORAŃSKI: Portal KODuj24.pl wzbudza wśród dziennikarzy skrajne emocje. Ciebie wzruszył?
ERYK MISTEWICZ: Nie. Pojawienie się kolejnego, tak wyrazistego medium politycznego, rzeczywiście powinno być związane z emocjami, ale żadnych emocji nie dostrzegam. Na razie jest to prosta stronka blogerska, bez intrygujących tekstów na wyłączność, bez rzeczy, które chciałbym "podać dalej". Szczerze powiedziawszy, niczego interesującego tam nie znalazłem. Zresztą, akurat środowisku związanemu z KOD–em nie brakuje mediów.
No właśnie. Po co KOD–owi odrębne medium? Nie wystarczą „Gazeta Wyborcza”, „Newsweek” czy portal „NaTemat”?
To bardzo dobre pytanie. Multiplikacja tych samych treści nie ma sensu. Być może będą tam dane, które trudno umieszczać w „Gazecie Wyborczej” czy w idącym jeszcze bardziej na lewo i jeszcze bardziej antypisowskim portalu Tomasza Lisa „NaTemat", np. o tym, że w Ostrzeszowie o 16.30 odbędzie się spotkanie z lokalnym liderem KOD–u. Być może w tym celu ta platforma blogerska powstała.
Zaraz, zaraz. „Gazeta Wyborcza” zamieszcza już wezwania do manifestacji KOD. Publikuje znaczki, emblematy, ulotki.
Ale brakuje informacji o zapowiedziach lokalnych spotkań, tę lukę ta platforma mogłaby wypełniać. Ale poza tym jej głębszego sensu w tej chwili, przy tak dużej armii mediów kodowskich nie widzę. Nie wzbudza we mnie ani negatywnych, ani pozytywnych emocji. Nie ma tam jak mówię nic, co chciałbym nagłośnić, przekazać dalej. Nic, co by sprawiło, że chciałbym iść na barykady i obalać rząd Prawa i Sprawiedliwości.
Wykazujesz nadzwyczajną zgodność ocen z Tomaszem Machałą, redaktorem naczelnym prokodowskiego portalu NaTemat.pl. Powiedział on dla Wirtualnych mediów, że KODuj24.pl nie jest serwisem informacyjnym tylko biuletynem politycznym. Bije po oczach polityką?
O wiele lepiej przygotowany i prowadzony jest serwis Lewica24.pl. Poza nim nie ma dziś kanałów partyjnych, politycznych, które sprawiałyby, abym tam zajrzał, śledził spory, dyskusje. Niestety nie są takimi stronami ani strona Instytutu Obywatelskiego Platformy Obywatelskiej, ani Prawa i Sprawiedliwości, która to partia jakby zamarła intelektualnie po wyborach prezydenckich i parlamentarnych. PiS nie komunikuje się ze swoim elektoratem po wyborach przez swoje media. PSL też nie ma interesującego portalu. KODuj24.pl miałoby być może szanse, gdyby miało koncepcję i pieniądze. Dla wszystkich jest oczywiste, że w trakcie kolejnych prób destabilizacji sytuacji w Polsce media zarówno własne, jak i sprzysiężone z nimi będą orężem w tej walce i miejscem przetrwania dziennikarzy zbliżonych do KOD–u. Ci ostatni muszą z czegoś żyć, gdzieś publikować. A NaTemat Tomasza Lisa im nie wystarczy.
Wśród autorów KODuj24.pl są Magda Jethon i Jerzy Sosnowski z radiowej Trójki. Czy nie poddaje to w wątpliwość, czy aby wcześniej byli bezstronni?
Takiego zarzutu bym nie stawiał. Zostali wypchnięci z Polskiego Radia, stracili pracę. Szukają miejsca dla siebie.
Postawiłeś hipotezę: jest szansa na rozwój KODuj24.pl, jeśli pojawią się wielkie pieniądze. Ale, jak na razie, strona jest redagowana na zasadach wolontariatu. Sławomir Jastrzębowski, redaktor naczelny „Super Expressu” pyta: „Czy tłuste koty będą pracować za miskę ryżu?”.
W nowych mediach sukces osiągają projekty powstałe w pasji, determinacji. Obserwuję z uwagą projekty tworzone przez ludzi, którzy chcą coś ważnego innym powiedzieć. Niezależnie od tego, czy występują przeciwko globalizacji czy są za globalizacją, za czy przeciw religii w szkole, za czy przeciwko narkotykom - ale robią to z ogromną pasją. To, że dziennikarze KODuj24.pl stracili pracę nie jest dla mnie wystarczającym argumentem do tego, aby ich czytać. Nie porusza mnie też, przy obecnej kakofonii głosów, że są przeciwko PiS–owi. Aby ta platforma blogerska odniosła sukces, musiałby się trochę przesunąć, aby zrobić miejsce, portal NaTemat. Podobnie musiałaby się zachować „Gazeta Wyborcza”. Wbrew pozorom, rynek mediów antypisowskich jest szeroki, dobrze rozwinięty, w miarę ustabilizowany finansowo, z dobrymi piórami i zadeklarowanymi czytelnikami.
Da się zbudować sprzedaż na antypisowskich emocjach?
KODuj24.pl nie potrzebuje reklam. Jeśli się pojawią reklamy piwa czy mebli to nie dlatego, że przedsiębiorcom będzie zależało na realnej sprzedaży swoich produktów. Właściciele firm będą chcieli złożyć swoje deklaracje ideowe. Ale nic więcej. Tego typu platforma blogerska nie będzie miała szans na wpisanie jej do planów dużych agencji marketingowych, gdzie przechodzą budżety firm. Nie będzie to też konkurent dla wielkich portali.
Forma i treści KODuj24.pl są archaiczne. Młodych ta strona nie przyciągnie.
Ale może być też spokojnym przetrwalnikiem na osiem, sześć czy dziesięć lat dla tych, którzy potrzebują bazy na czas, zanim KOD dojdzie do władzy. Gdy to nastąpi, za kilka czy kilkanaście lat, wówczas autorzy stąd trafią do TVP, Polskiego Radia i PAP. Znowu zadziała mechanizm patologiczny w polskich mediach, wedle którego zwycięzca bierze wszystko.
