Czy w Polskim Radiu – jak napisali związkowcy w komunikacie – „wytworzono atmosferę lęku o miejsca pracy”?
Od 1989 roku partie, które zdobywają władzę, traktują media publiczne jako łup. Uważają, że mają święte prawo wpływu na dobór kadr, a poprzez nie , na program. W latach 2005–2007 PiS miał szansę, ale z niej nie skorzystał, żeby zbudować media autentycznie publiczne. Takie, z których nie będzie się wyrzucać ludzi z powodu odmiennego światopoglądu, tylko wręcz odwrotnie: gdzie wszystkie poglądy będą reprezentowane. Na tym polega prawdziwy pluralizm, a nie na przekonaniu, że musi być równowaga. Media publiczne mają zupełnie inny charakter, aniżeli prywatne. W prywatnych może być linia programowa lewicowa, prawicowa, kto jaką lubi. Natomiast media publiczne mają zobowiązania w stosunku do całego społeczeństwa, które płaci abonament. PiS tymczasem wyszedł z założenia, że w pejzażu medialnym dominują środowiska liberalno–lewicowe, więc musi wzmocnić prawą stronę. Takie myślenie zostało zaszczepione obecnym prezesom telewizji i radia. To jest wielki błąd, za który kiedyś mocno zapłacą.
Dobór kadr jest zły?
Dobór kadr - jak wszędzie i zawsze – opiera się na znajomości. Do współpracy dobiera się ludzi, do których ma się zaufanie. Znajomych i pociotków. To jest powszechny zwyczaj. Pół biedy, jeśli wymaga się od nich przede wszystkim kompetencji i profesjonalizmu. Gorzej, kiedy nowe, nominowane przez rządzących kierownictwo, preferuje inne kryterium: czy ich podwładny akceptuje linię obecnego rządu czy nie. Ofiarą tych mechanizmów stał się w Polskim Radiu Jerzy Sosnowski, kierownik redakcji publicystyki w Trójce. Uważam, że ze szkodą dla Polskiego Radia.
Protest przeciwko jego zwolnieniu podpisało blisko 90 dziennikarzy Trójki. Uważają, że ta decyzja nie ma „merytorycznych podstaw i oznacza wielka stratę nie tylko dla Programu Trzeciego, ale całego Polskiego Radia”. "Jerzy Sosnowski – twierdzą – dla wielu z nas jest wzorem warsztatu i rzetelności dziennikarskiej, a jego audycje w znacznym stopniu przyczyniły się do sukcesu Trójki jako marki i jako medium dla słuchaczy ciekawych świata, reprezentujących różne punktu widzenia na sprawy społeczne, polityczne oraz historyczne”.
Moim zdaniem Jerzy Sosnowski jest najwyższej klasy publicystą, to osobowość radiowa, erudyta, dziennikarz z najwyższej półki. Tyle, że krytycznie patrzący na obecną władzę, o wyraźnym światopoglądzie liberalnym. Z tej perspektywy widział różne problemy, ale jednocześnie dawał możliwość wypowiedzenia się na antenie każdej ze stron. Budował dyskurs.
Zwolnienie Jerzego Sosnowskiego i Andrzeja Mietkowskiego, dyrektora portalu Polskieradio.pl uznała Pani na swoim blogu za skandal.
Tak to widzę. Zwolnienia Andrzeja Mietkowskiego nie rozumiem. Może narosły jakieś plotki? Może zadecydowały towarzyskie sprawy, że znał kogoś z „tamtej strony”? Nie wiem. W każdym razie jest to również dziennikarz niesłychanie profesjonalny, o ogromnej wiedzy i doświadczeniu.
Napisała Pani, że „uporządkował, utrwalił dorobek wielu pokoleń dziennikarzy, także rozgłośni WE (Radia Wolna Europa), w której pracował. To dźwiękowa historia Polski”.
Odbieram go, jako człowieka z mojej formacji, zaangażowanego w „Solidarność”, w antykomunistyczną opozycję. Ale nie chodzi tylko o jego zasługi historyczne, tylko o jego kwalifikacje. Nie mogę zrozumieć, dlaczego został zdjęty. Jeśli wyrzuca się ze stanowisk osoby o tak wysokiej pozycji zawodowej, to proszę się nie dziwić, że inni zaczynają się niepokoić o swoje miejsca pracy. Także nie rozumieją, dlaczego ich zwolniono? Jeśli w przeszłości PO wyrzucało prawicowców, to należało pokazać, że PiS ma wyższe standardy. Nie dziwią mnie przypadki redaktorów czy dziennikarzy, którzy dziś odchodzą z własnej woli, argumentując, że nie odpowiada im linia programowa narzucona przez obecnie rządzącą większość parlamentarną.
Równocześnie w Polskim Radiu jest mnóstwo dziennikarzy, świetnych fachowców, którym zależy wyłącznie na rzetelnym wykonywaniu zawodu. Polskie Radio to "placówka". Bez teoretyzowania, czujemy, czym jest misja. Tego władze z partyjnego nadania nie rozumieją. Nie szanują naszej pracy. Bardzo boleję nad tym, że znowu zwyciężyło przekonanie, że partia, która doszła do władzy ma prawo obsadzania stanowisk.
Czy rzeczywiście – jak mediom głównego nurtu żalą się dziennikarze – szefowie anten ręcznie sterują zapraszaniem gości do porannych i popołudniowych wywiadów?
Dokładnie nie wiem, bo z Polskim Radiem nie jestem już tak ściśle związana, jak przed laty. Słyszałam o tym, ale nie przytaknę, bo własnym palcem tego nie dotknęłam. Jeszcze w latach 90. zdarzało się, że dzwonili szefowie kancelarii premiera, aby skrytykować jakiś program lub gościa. Nie sądzę, aby ta praktyka się utrzymywała, ale jest inne zjawisko: tym, którym powierzono wysokie redaktorskie stanowiska włączyła się autocenzura. W atmosferze panującej w kraju walki opozycji z rządem, uważają, że muszą bardzo pilnować, aby tylko w pozytywny sposób przedstawiać stanowisko władzy. To jest chore. W mediach publicznych władza powinna mieć pełną swobodę prezentowania swoich poglądów, założeń, projektów, wizji. A dziennikarze i zaproszeni goście, mieć swobodę stawiania trudnych pytań i krytykowania. Wtedy mamy dialog tak bardzo potrzebny wszystkim: społeczeństwu i władzy. Ale tego, jak widać, boją się szefowie mediów, co odbija się na jakości programu. Dochodzi do tego, że brakuje chętnych do prowadzenia tak atrakcyjnych programów, jak „Wiadomości” TVP. I to jest tragedia. Czas, żeby decydenci się nad tym zastanowili, jeśli potrafią.
Pozostańmy przy radiu. Wydaje się, że w Trójce jest aktualnie najwięcej ognisk zapalnych. Z kierowania anteną zrezygnowała zaledwie po miesiącu Paulina Stolarek–Marat. Tłumaczyła, że „chciała Trójki nie służącej partykularnym bądź politycznym celom, rozwijającej się w nawiązaniu do jej najlepszych, twórczych tradycji”. „Zapewne wykazałam się naiwnością. Okazało się, że jestem na szczycie barykady, a kule lecą z obu stron”. Dlaczego nie wytrzymała ciśnienia?
Zapewne zespół przyjął ją dosyć niechętnie, bo została im narzucona, ale musiała mieć naciski z obu stron, także od zarządu Polskiego Radia, skoro uznała, że nie jest w stanie zrealizować swoich pomysłów.
Ale to tylko dowodzi jej dziennikarskiej niezależności.
Raczej uczciwości. Widocznie nie chciała wbrew sobie podporządkować się jakimś wymaganiom. Zapewne nie było to zgodne ze standardami dziennikarskimi.
Wspominany Jerzy Sosnowski pod koniec ubiegłego roku pisał na swoim blogu: w Trójce przyjęliśmy zasadę balansu. „Unikamy radykalizmów (…) Mamy wypośrodkowane audycje informacyjne i publicystyczne. Wśród komentatorów zasiadali przez wszystkie te lata ludzie z rozmaitych opcji politycznych”. Tak było?
Moim zdaniem był balans. Ale było też coś ważniejszego. Już w latach 2006–2009 kierujący anteną Krzysztof Skowroński przywrócił Trójce – i rozwinął – charakter, jaki miała ta stacja od wielu pokoleń. Trzeba przyznać następczyni Skowrońskiego – Magdalenie Jethon – że tego nie zmieniła. Trójka absolutnie starała się balansować, była wypośrodkowana. To był dobry program. Być może w tym samym duchu chciała działać Paulina Stolarek-Marat. Niestety, nowi szefowie, traktując media publiczne jako prawicową przeciwwagę liberalno lewicowych, musieli jakoś naciskać. I tu popełniają kardynalny błąd. Nie tłumaczy ich fakt, że w czasach PO-PSL, przeważały akcenty liberalne. Zyskaliby, zachowując balans, bezstronność. Przewaga opcji prawicowej nie budzi sympatii do rządzących. Ja sekunduję temu rządowi, bo uważam, że zmiany są potrzebne, ale metody, jakim próbują wprowadzić te zmiany otwierają coraz to nowe pola konfliktów, budzą niepokój wielu niegdyś sprzyjających PiS-owi ludzi, także wśród dziennikarzy mediów publicznych. Ludzie zaczynają się bać tempa zmian, braku miejsca na konsultacje, dyskusje i nie liczenia się z odmiennymi poglądami.
Bronisław Wildstein w wywiadzie–rzece „Niepokorny” powiedział Piotrowi Zarembie i Michałowi Karnowskiemu, że Jarosław Kaczyński „takiego bytu jak >>niezależne dziennikarstwo<< chyba po prostu nie rozumie”.
Kompletnie tych spraw nie czuje. Podobnie jak nie interesują go odczucia ludzkie. W przeciwieństwie do brata jest pozbawiony empatii. Wyznacza, że ma być tak i tak, a nie zastanawia się, jak zyskać sprzymierzeńców, jak te zmiany wprowadzić, aby społeczeństwo je zaakceptowało. Nie wiem, co trzeba by było zrobić, żeby ta sprawa do niego dotarła.
