Azerski dziennikarz Rasim Aliyev, walczący o wolność wypowiedzi i prawa człowieka zmarł 9 sierpnia po tym, jak został brutalnie pobity. Wcześniej wiele razy dostawał pogróżki. Czy, według Helsińskiej Fundacji, która z Aliyevem współpracowała, jest szansa, że to zabójstwo zostanie rzetelnie wyjaśnione?
Ireneusz Kamiński: Trzeba mieć taką nadzieję, skoro zatrzymano przypuszczalnych sprawców tej zbrodni, a zachodnie media i organizacje pozarządowe, także polskie, interesują się tą bulwersującą sprawą. Są protesty, apele do azerskich władz o ukaranie winnych. Taka presja jest w tym wypadku szalenie istotna, bo niezależni dziennikarze są w tym kraju prześladowani.
Aliyev był członkiem zarządu Instytutu Wolności i Bezpieczeństwa Dziennikarzy (IRFS). Za swoją aktywność został pobity przez policję w 2013 roku. Ten Instytut władze Azerbejdżanu zamknęły. To nie jedyny przypadek represjonowania dziennikarzy w tym kraju.
Niestety, jest ich wiele. Założyciel tego Instytutu, Emin Husejnow, musiał 10 miesięcy ukrywać się w Ambasadzie Szwajcarii w Baku, aby uniknąć więzienia i represji. W dniu otwarcia niedawnych Igrzysk Europejskich w Azerbejdżanie Szwajcarom „pozwolono” wywieźć go z kraju samolotem ministra spraw zagranicznych. Dziś ze Szwajcarii Husejnow stara się wspierać swych kolegów. Kilka dni temu drakońskie wyroki usłyszało małżeństwo aresztowanych dziennikarzy, Leyla i Arif Junus. Ona została skazana na osiem i pół roku więzienia, on – na siedem lat.
Jak brzmiały oficjalne zarzuty?
- Prowadzenie nielegalnej działalności gospodarczej i niepłacenie podatków. Problem w tym, że w Azerbejdżanie nie sposób zarejestrować niezależnego stowarzyszenia – władze miesiącami nie reagują na wnioski lub odmawiają rejestracji. Zwykle jednak nie ma żadnej odpowiedzi. Zatem aktywność niezależnych fundacji czy stowarzyszeń jest z konieczności „nielegalna”. To jednak nie są najpoważniejsze zarzuty, jakie postawiono dwójce dziennikarzy. Oskarżono ich o zdradę stanu. Dlatego, że działali na rzecz dialogu azersko-ormiańskiego. W języku prokuratury azerskiej oznacza to „współpracę ze służbami specjalnymi Armenii”. Za to grozi nawet dożywocie.
Inni azerscy działacze na rzecz praw człowieka też trafili za kraty.
W sierpniu 2014 roku, w ramach „przygotowań” do igrzysk w Baku aresztowano wielu aktywistów, w tym dziennikarzy, bo władze Azerbejdżanu obawiały się demonstracji na rzecz praw człowieka i protestów, podobnych do tych, które zorganizowano przy okazji Konkursu Eurowizji w tym kraju w 2012 roku. Niestety, mimo oburzenia i nacisków z zagranicy, tych osób dotąd nie uwolniono. Zresztą władze azerskie uciekły się do tych aresztowań w czasie, gdy ten kraj sprawował prezydencję w Radzie Europy, a więc w organizacji, której jednym z głównych celów jest ochrona praw człowieka.
Przy okazji igrzysk europejskich Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wysłało list do prezydenta Azerbejdżanu, apelując o uwolnienie siedmiu dziennikarzy. Starało się też zwrócić uwagę światowej opinii publicznej na stosunek władz azerskich do wolności słowa. Co powinny robić polskie media, by pomóc represjonowanym dziennikarzom?
Przede wszystkim nie zapominać o nich, pisać, apelować o ich uwolnienie, bo międzynarodowa presja ma znaczenie. Władze Azerbejdżanu muszą wiedzieć, że ich działania są obserwowane i potępiane.
Jak Helsińska Fundacja stara się wspierać niezależnych dziennikarzy?
- Prześladowani działacze złożyli już skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, a Helsińska Fundacja jest jedną z międzynarodowych organizacji, które się do tych skarg przyłączyły, jako tzw. trzecia strona. Trybunał potraktował te wnioski priorytetowo, zatem sądzimy, że stosunkowo szybko zapadną wyroki. W dodatku władzom azerskim postawiono m.in. zarzut polityczny, z art. 18 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, ten sam, jaki zastosowano np. w sprawie więzionej Julii Tymoszenko. Takie kroki są ważne, bo w przeszłości presja Rady Europy i orzeczenie Trybunału w Strasburgu doprowadziły do ułaskawienia niezależnych działaczy przez prezydenta Azerbejdżanu. Za takie wsparcie dla aktywistów międzynarodowe organizacje płacą – działacze Helsińskiej Fundacji nie są już do Baku wpuszczani, nie dostajemy azerskich wiz.
Rozmawiała Ewa Łosińska
