Ewa Łosińska: Po co mieszkającym w Wielkiej Brytanii Polakom prasa polonijna? Przecież znaczna większość naszych rodaków ma dziś dostęp do Internetu, może regularnie czytać polskie i brytyjskie gazety, oglądać telewizję.
Ilona Korzeniowska: Krajowe media mówią głównie o tym, co się dzieje w Polsce. Albo przedrukowują teksty z gazet brytyjskich. Te z kolei interesują się imigrantami zwykle wtedy, kiedy wydarzy się coś wyjątkowego, są jakieś poważne problemy. Poza tym na Wyspach Brytyjskich niepodzielnie królują tabloidy. A te przedstawiają Polaków w mocno negatywnym świetle. Często straszą nimi Anglików. My na bieżąco staramy się dbać o interesy Polaków, którzy wyjechali z kraju. Interesujemy się ich problemami i sukcesami, wspieramy, kiedy trzeba i interweniujemy, jeśli chcą naszej pomocy. Poza tym, część z naszych rodaków nadal bardzo słabo zna angielski, więc w ich przypadku o regularnym kontakcie z brytyjskimi mediami nie ma mowy. A do nas zawsze mogą się odezwać. Staramy się być ich głosem.
Tygodnik „Polish Express” ma średnio 75 tysięcy egzemplarzy nakładu. Jak często kontaktują się z Wami czytelnicy? Ile maili tygodniowo dostajecie?
Oprócz telefonów to setki maili. Ale mamy też portal polishexpress.co.uk, jesteśmy na facebooku – wszędzie tam regularnie odzywają się do nas Polacy. To oni nierzadko inspirują czołówki tygodnika – czytelnicy informują nas o bulwersujących wydarzeniach i proszą o pomoc. Zawsze reagujemy w takich przypadkach. Staramy się poruszyć brytyjskie instytucje, ale także polskie organizacje, jeśli nasi czytelnicy wymagają wsparcia.
W jakich sprawach udało się dziennikarzom tygodnika skutecznie interweniować?
Natychmiast reagujemy wtedy, kiedy Polacy są w Wielkiej Brytanii dyskryminowani. Jak wówczas, gdy pracownikom Lidla w Kirkcaldy zabroniono mówienia po polsku. Chodziło także o kontakty z polskimi klientami. Kiedy zajęliśmy się sprawą, okazało się, że to nie jednostkowy, a niemal powszechny problem. Napisało do nas ok. 200 osób! Brytyjscy menedżerowie po nagłośnieniu w mediach szybko wycofali się z tych „zaleceń”. Zwłaszcza, iż na interwencję zdecydowała się także Ambasada RP.
Pomagamy też w sprawach rodzinnych, bo brytyjskie prawo bardzo różni się od polskich przepisów. Czasem, niestety, wystarczy złośliwy donos sąsiada, by polskiej rodzinie odebrano dziecko. Za to, iż rzekomo jest ono źle traktowane przez bliskich. Tu trzeba często zorganizować pomoc prawnika, bo artykuł w gazecie nie wystarczy.
Mieszkający na Wyspach Polacy rozważają ogólnokrajowy strajk przeciwko dyskryminacji 20 sierpnia. Chcą być szanowani jako pracownicy i pracodawcy, bo założyli w Anglii czy Szkocji tysiące firm. Gdyby nasi rodacy faktycznie tego dnia nie przyszli do pracy, brytyjska gospodarka na pewno by to odczuła. A w mediach już jest głośno na temat tej inicjatywy.
To byłaby demonstracja tego, jak mocno Brytyjczycy nie doceniają wkładu Polaków w ich gospodarkę. Pokaz siły i jedności, której często imigrantom brakuje. My nie nawołujemy jednak do strajku. Przyglądamy się natomiast tej inicjatywie z zainteresowaniem. A o komentarz w tej sprawie prosiły nas już m.in. BBC, CNN, a nawet słowacka i bułgarska telewizja. Przy tej okazji wyraźnie widać, że Polonia bardzo się w ostatnich latach zmieniła. Na Wyspy przyjechali ludzie młodzi, często dobrze wykształceni, zdający sobie sprawę z tego, że warto się organizować. To osoby, które dobrze sobie radzą w życiu, nie zamierzają zamknąć się „w polskim getcie”, myślą nawet o karierze politycznej w Wielkiej Brytanii. Widzą bowiem, że Polonii potrzebna jest własna reprezentacja. To wtedy jej głos usłyszą brytyjskie władze.
„Polish Express” nie tylko udziela porad, ale organizuje targi pracy, a w tym roku po raz pierwszy przygotowaliście plebiscyt – „Polish Choice of The Year”, w którym czytelnicy wybrali najlepsze polskie firmy działające na Wyspach, najlepsze polskie produkty i marki oraz nowe inicjatywy. Zwycięzcom wręczono nagrody w 13 kategoriach podczas wielkiej gali w Londynie. Czy ten plebiscyt będzie powtarzany?
Będziemy go organizować co roku, bo odzew i przedsiębiorców, i konsumentów był ogromny. I nie mówimy tylko o wyróżnieniach dla znakomitej polskiej żywności czy o prostych usługach, świadczonych przez naszych rodaków. Tytuł „Super Polish Choice of The Year” zdobyła Społeczna Akademia Nauk, placówka edukacyjna, oferująca studia w języku polskim i angielskim. To na nią głosował co piąty uczestnik plebiscytu! Jest z czego być dumnym.
Czytelnicy i dziennikarze interesują się także tym, co się dzieje nad Wisłą?
Oczywiście. I wielu z nich boli to, że młodzi ludzie nie widzą dla siebie przyszłości w Polsce. Podobnie zresztą jak ci, którzy wyjechali już dawno. Kiedy w zeszłym roku zapytaliśmy czytelników, co musiałoby się wydarzyć, by wrócili do kraju, nikt nie pisał o wymaganiach „nie z tej planety”. Niektóre odpowiedzi były szczególnie poruszające. Jak list zawodowego kierowcy, który stwierdził, iż gdyby miał gwarancje, że zarobi jakieś trzy tysiące złotych netto i stać go będzie na mieszkanie oraz godne utrzymanie rodziny, to nie będzie się zastanawiał, tylko zacznie się pakować. Tyle że takich gwarancji nie ma.
To na razie utrata czytelników Wam nie grozi.
Nie sądzę. Tym bardziej, że kolejni Polacy myślą o wyjeździe z kraju. I nawet jeśli papierowa prasa powoli „się zwija”, czytelnicy cenią gazety i portale, które piszą o tym, co dla nich istotne. Wielu z nich nie potrzebuje „fastfoodowego” dziennikarstwa, które bije po oczach mocnym tytułem i leadem, a po dalszej lekturze tekstu okazuje się, że rzekome skandale niespecjalnie mają związek z rzeczywistością. Nasz portal – podobnie jak papierowa gazeta – głównie informuje, interweniuje i pomaga. Nie zamierzamy wzorować się na „The Sun”, choć nakład tego tabloidu jest imponujący (w 2013 roku drukował ponad 2,4 mln egzemplarzy – przyp. red.). Ważne, że bez przerwy nie eksponujemy wad i przywar ludzi, nie oceniamy ich nieustannie, a raczej staramy się ich polubić. To procentuje, bo czytelnicy lubią nas.
Rozmawiała Ewa Łosińska
