Z Wojciechem Słodkowskim, inicjatorem kwesty na Starym Cmentarzu w Łodzi rozmawia Marek Palczewski.

 

Wojciech Słodkowski. Od 1978 r. działacz opozycji. W latach 1980-1981redaktor „Solidarności z Gdańskiem”. W 1982 r. aresztowany i skazany na 3 lata więzienia. Wypuszczony w 1983 r. na mocy amnestii. W latach 1989-1992 pracował kolejno w „Dzienniku Łódzkim”, „Gazecie Wyborczej” i  „Głosie Porannym”. Od 1992 w Telewizji Polskiej - oddział w Łodzi. Stworzył i prowadził przez wiele lat  programy: Łódzki Klub Parlamentarny i Forum Łódzkie. Był wiceprzewodniczącym Syndykatu Dziennikarzy Polskich w TVP Łódź. Od 1995 roku organizuje coroczną zbiórkę pieniędzy na renowacje zabytków Starego Cmentarza w Łodzi.

 

 

Jak to się zaczęło? Czy było tak, że Łódź pozazdrościła Warszawie, a Słodkowski Waldorffowi i zorganizowałeś kwestę?

Ani Łódź Warszawie, ani Słodkowski Waldorffowi. Zaczęło się spontanicznie od rozmowy na korytarzu łódzkiej telewizji po jednym z programów; że ten cmentarz jest zaniedbany a jest naszym największym skarbem artystycznym i historycznym. Decyzja zapadła w ciągu tygodnia, a podjął ją ówczesny dyrektor łódzkiej telewizji Jerzy Woźniak. Dogadał się z właścicielami tego trójwyznaniowego cmentarza (ewangelickiego, katolickiego i prawosławnego – red.) i zrobiliśmy kwestę. Była ona dość skromna, ale z roku na rok zaczęła się rozrastać.

Pamiętasz ile wtedy, podczas tej pierwszej kwesty, zebraliście datków? I ile za to odrestaurowano nagrobków?

W pierwszej kweście zebraliśmy – wydaje się dziś, śmieszną kwotę – siedem tysięcy złotych, za które udało się wyremontować trzy wejściowe bramy na cmentarz. To było na dobry początek, bo ludzie przychodząc po roku na cmentarz widzieli, że te pieniądze się nie marnują i służą restauracji zabytków.

Teraz zbieracie w czasie kwesty około stu tysięcy złotych i możecie pochwalić się więcej niż setką odrestaurowanych nagrobków. Czy są wśród nich nagrobki dziennikarzy?

W tym roku odnowiliśmy nagrobki, które były w pełni remontowane już kilkanaście lat temu. Po raz pierwszy odrestaurowaliśmy nagrobek łódzkiego dziennikarza Stanisława Łąpińskiego, który zmarł w 1921 roku. Był on bardzo popularną w naszym mieście postacią – dziennikarzem, reporterem, krytykiem teatralnym i działaczem kulturalnym. Pracował w piśmie artystycznym i dla „Dziennika Łódzkiego” oraz dla kilkudziesięciu gazet wychodzących w centralnej Polsce. Całe swoje życie związany był z kręgami bliskimi endecji, co w tamtym czasie było czymś niezwykle ważnym; Łódź była czwórjęzyczna, czwórwyznaniowa, wobec tego to pielęgnowanie polskości miało szczególne znaczenie.

Dziś dziennikarze na co dzień są dość skłóconym środowiskiem. Czy paradoksalnie Święto Zmarłych, kwesta, są okazją, żeby się zintegrować i wspólnie działać?

Gdyby środowisko było tylko podzielone ideowo czy z przyczyn politycznych, to nie byłoby w tym nic złego, bo byłoby ono zaangażowane w to, co nas otacza. Obawiam się, że nasze środowisko dotyka atrofia. Pojęcie zaangażowania staje się czymś obcym. Społecznikostwa wydaje się wymysłem komuny, i działania na rzecz dobra wspólnego, szczególnie w młodszym pokoleniu, są jakimś dziwactwem. Na kwestę przychodzą głównie dziennikarze starszego pokolenia, o wszystkich światopoglądach, jakie są w naszym środowisku. Podobnie, w czasie kwesty, nie istnieją podziały polityczne: pod rękę można zobaczyć posłów Sojuszu Lewicy Demokratycznej z posłami Prawa i Sprawiedliwości. To jest pozytywne zjawisko, ale jest gorzej, gdy ktoś wzrusza ramionami i mówi „co nas to obchodzi?”

Wspomniałeś, że nie przychodzą na kwestę młodzi ludzie, ale niejeden raz widziałem cię na kweście z twoimi studentami, więc jednak nie wszyscy młodzi są obojętni. Może twoja diagnoza nie jest całkiem trafna?

Akurat udało nam się wychować kilka roczników dziennikarstwa na akademii, gdzie pracuję, dla których pojęcie dobra wspólnego nie jest czymś obcym, lecz naturalnym, dla tego zawodu, zawodu dziennikarskiego, który sam w sobie zakłada niesienie misji. I sporo tych studentów nie tylko przychodzi kwestować. Oni również pozakładali wiele instytucji społecznych, działających na rzecz Łodzi.

Kiedy 18 lat temu rozpoczynałeś tę akcję, to pewnie nie spodziewałeś, że tak chwyci. Po tylu latach, co jest dla ciebie jej największą wartością?

Nie ma w tym nic dziwnego, że to dziennikarze inicjują takie akcje, bo w ten zawód wpisane jest poczucie wartości dobra wspólnego i misyjność. Dla Łodzi jest to rzecz absolutnie bezcenna, bo Łódź była miastem bez tożsamości. Po II wojnie przyszli tu ludzie z zewnątrz, przeważnie z biednych, okolicznych wiosek. Oni byli znikąd. Co więcej, komuniści zabronili opowiadać o Łodzi fabrykanckiej, o mieście ludzi z wielką wizją i pomysłem na wielkie nowoczesne miasto.

To prawda, ale wróćmy do mojego pytania: co dla ciebie jest tą wartością, którą dzięki kweście dodałeś do swojego życia?

To jest związane z tym, co przed chwilą powiedziałem. Mam głębokie poczucie, że przez te 18 lat udało się wypracować w tym mieście sposób na odkrywanie tożsamości. To, że bierze w tym udział Telewizja, to że biorą w tym udział inne media, to jest strasznie ważne, bo w tym objawia się właśnie misyjna rola mediów. I zarazem rola edukacyjna. To, że do kwesty dołączyły szkoły, że na cmentarzu odbywają się setki lekcji historii, historii sztuki, to też jest zasługą tej kwesty. Paradoksalnie na cmentarzach rodziła się tożsamość Łodzi, tam spoczywają jej źródła i korzenie. I zaczynamy widzieć, że to miasto przestaje być niczyje.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl