Sergij Andrushko został laureatem (ex aequo) pierwszej nagrody SDP za najlepszy materiał dziennikarski, który pojawił się w mediach ukraińskich. Jury nagrodziło jego filmowy reportaż „Dwa dni na Bankowej”. Autor filmował ludzi, którzy przyjeżdżali do siedziby administracji prezydenta Ukrainy i w środku nocy odwiedzali głowę państwa i jego współpracowników. Reportaż obrazuje nie tylko nietypowy ruch, jaki miał miejsce nocami u prezydenta, ale także dychotomiczny układ ukraińskiego społeczeństwa.

 

Macie bardzo pracowitego prezydenta. Petro Poroszenko zwykle z pracy wraca do domu o świcie.

(śmiech) Tak, to prawda. Zrobiliśmy film o tym, co robił prezydent i szefowie jego administracji, z kim się spotykali przez dwa dni. Wcześniej podobny reportaż nakręciliśmy przed siedzibą prokuratora generalnego. Prezydent Ukrainy jest bardzo silnie umocowany przez Konstytucję, ma wielki wpływ na ukraińską politykę. Kiedy kręciliśmy reportaż był prezydentem zaledwie od kilku miesięcy i w tym czasie nie zorganizował ani jednej konferencji prasowej.

Okazało się, że największy ruch zaczyna się pod osłoną nocy, około drugiej, a nasila - nad ranem.

Dla mnie to było zaskakujące: w ciągu dnia do siedziby prezydenta przy ulicy Bankowej przychodziło niewielu polityków i biznesmenów. Im później, tym więcej.

Po północy nagraliście deputowanego Rady Najwyższej, Ołeksandra Hereha, który zajmuje trzydzieste miejsce wśród najbogatszych Ukraińców na liście „Focusa”. Jego majątek szacuje się na blisko pół miliarda hrywien. Na Pana pytanie o cel wizyty odpowiedział, ze przyszedł z prośbą, aby niektóre firmy nie płaciły podatków.

Większość interesantów szła do szefa administracji prezydenckiej Borysa Łożkina. Wielu ludzi chciało też pogadać z prezydentem, prosić go o coś, zrozumieć, co się w kraju dzieje. Widzieliśmy biznesmenów, którzy wcześniej robili interesy z Wiktorem Janukowyczem i jego ludźmi. Na początku nie rozpoznawaliśmy ich, ale potem skojarzyliśmy, że są to milionerzy ze środowiska poprzedniego prezydenta.

Przemykali do siedziby prezydenta jakby chyłkiem, nieoficjalnie. Były członek Partii Regionów, deputowany Wołodymyr Pechow pojawił się w nocy z torbami. Zapewniał, że nie ma tam prezentów, ani pieniędzy, tylko… główkę sera.

To oczywiste, że wielu z tych ludzi poprzez spotkania w nocy chciało wyciągnąć jakieś korzyści dla siebie i zrobić interesy. Pechow tłumaczył, że przyjechał tak późno, bo właśnie wylądował samolotem z Chorwacji. Kiedy spytałem „dlaczego tak robi”, był zaskoczony. Nie widział niczego dziwnego w tym, że nocą odwiedza z prezentem przyjaciela. Którego? Nie zdradził.

Co było w torbie?

Nie wiem. Nie chciał pokazać. Mówił, że wielki ser (śmiech). Reportaż realizowaliśmy tuż przed Nowym Rokiem. Dziesiątki ludzi maszerowało z torbami prezentów i do administracji prezydenta, i do ministerstwa infrastruktury. To było normalne.

No niezupełnie. Ukraina jest krajem silnej korupcji i nepotyzmu. Myśli Pan, że nocne wizyty służyły szwindlom?

Widzieliśmy wielu biznesmenów, milionerów. Oczywiście nie mamy dowodów na to, że dochodziło do korupcji. Ale taki ruch nocą, wizyty znanych ludzi, prezenty dowodzą, że ukraińska kultura polityczna się nie zmieniła. Po Majdanie jest pod tym względem tak samo jak za Kuczmy czy Janukowycza.

Zmieniają się na Ukrainie premierzy i prezydenci, ale czy interesy nie pozostały te same?

Wśród odwiedzających administrację prezydenta byli ludzie o złej reputacji, skompromitowani współpracą z Janukowyczem.

Jak mer Charkowa i oligarcha Hennadij Kernes, którego przywieziono na wózku inwalidzkim. W ubiegłym roku ktoś próbował go zabić, ale tylko postrzelił.

Miał zarzuty kryminalne, a nawet areszt domowy, ale w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych wyczyszczono jego kartotekę.

W czasie, kiedy filmowaliście pielgrzymki przedsiębiorców i polityków, obok gmachu siedziby prezydenta koczowali bezdomni. Pokazał Pan kontrast między dwoma światami: rządzących i rządzonych. Taki był zamysł?

Koczowała tam na ulicy kobieta, która nie mogła dostać się do biura administracji prezydenta. Żaliła się, że jej matka, emerytka, która pracowała w kopalni, mieszka pod płotem, jest bezdomna. A facet z administracji prezydenckiej jest milionerem.

Kiedy los zwykłego człowieka będzie na Ukrainie ważniejszy od interesów władzy?

Niestety, w tej sferze po Majdanie nic się nie zmieniło.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl