Najgorsze są schematy myślowe. Są tak utrwalone, że nie pozwalają na obiektywne spojrzenie. I Zachód tak spogląda na Polskę. Nawet naukowy wzgląd nie powoduje, iż można przez nie przebrnąć. W TVP Historia powtarzano 3 odcinki filmu „Hitler i Niemcy. Chora namiętność: w szponach terroru” (Germany’s Fatal Attraction). Brytyjska produkcja z 2014 r. Reżyserem był Edward Cotterill.
W latach 30. ubiegłego wieku Niemcy stały się potęgą militarną i rozpoczęły intensywne przygotowania do wojny. Zaledwie 11 lat wcześniej były złamanym narodem odartym z dumy. Wielka przemiana, jakiej doświadczył kraj, dokonała się dzięki Adolfowi Hitlerowi. Z projekcji mieliśmy dowiedzieć się, w jaki sposób stał się on najpotężniejszym człowiekiem w państwie. Podczas pierwszej wojny światowej zginęły 2 miliony Niemców. W drugiej ponad 2 razy tyle.
Film zawierał wiele doskonałych, dokumentalnych zdjęć. Komentatorami byli wybitni profesorowie z różnych brytyjskich uczelni. Trzeba przyznać, że robili to ze znawstwem rzeczy. Wystarczy przywołać nazwiska: Ian S. Wood, Nicolaus O’Shaugnessy, Richard Overy z Exeter, czy Jill Stevenson, jedyna kobieta, w tym gronie, z Uniwersytetu w Edynburgu.
W 10 minucie filmu brytyjski profesor stwierdza: „dotrzymaliśmy zobowiązań wobec Polski i wypowiedzieliśmy Hitlerowi wojnę”. To mówi uczony. I to pada na wizji. I dociera do wielu widzów, z Europą Zachodnią włącznie. Według niego te „zobowiązania” to samo wypowiedzenie. Ale chodziło przecież o działania zbrojne na Zachodzie, by Polska nie walczyła samotnie. I by nas realnie wesprzeć. Wszyscy wiemy, że tak się nie stało. Ponadto 17 września nóż w plecy wbił nam Stalin. Czy tak by się zachował, gdyby np. we Francji czy na terenie Niemiec toczyły się poważne walki ? Jak widać ta zdrada polskich interesów była podwójna.
Roger Moorhouse w książce „Pakt diabłów” (Znak HORYZONT Kraków 2015) tak przedstawia przebieg polsko-brytyjskich negocjacji (na str. 202 i 204): „Rozmowa Halifaxa z Raczyńskim trwała krótko, około piętnastu minut...Mieli przed sobą szkic traktatu „porozumienia o wzajemnej pomocy”, który w zamierzeniu miał potwierdzić brytyjską gotowość udzielenia wsparcia Polsce na wypadek niemieckiej agresji...niewielki dokument-jego osiem punktów zawierało łącznie około pięciuset słów-acz o doniosłym znaczeniu, choćby dlatego, że przewidywał, iż w razie, gdyby któraś z układających się stron „przystąpiła do działań wojennych z państwem europejskim w rezultacie agresji podjętej przez to państwo, to druga strona udzieli „wszelkiego wsparcia i pomocy w ramach swych możliwości”. Dla Polski i jej suwerenności, właśnie suwerenności niezwykle istotne znaczenie miał zapis, iż dotyczy to akcji wojennych tylko z jednym państwem.
I dalej Moorhouse: „W Whitehall miano świadomość, iż Polacy muszą się liczyć nie tylko z inwazją niemiecką, ale i sowiecką, to udzielone gwarancje nie odnosiły się do działań Moskwy”. Do układu dołączono tajny protokół w którym wyjaśniono, że rzeczone państwo europejskie sygnatariusze uznają „Niemcy”, a na wypadek zbrojnej napaści dokonanej przez inne państwo, miano jedynie „skonsultować” wspólną reakcję.
Jak dalej pisze Moorhouse: „Halifax i Raczyński nie zdawali sobie z tego sprawy, że uzgodnili coś, co stanowiło rodzaj ironicznego echa tajnego protokołu nazistowsko-sowieckiego podpisanego 23 sierpnia 1939 r., traktującego o przyszłym rozbiorze Polski”.
Słynny rozkaz Śmigłego do wojska z 17 września 1939 r.: „Sowiety wkroczyły. Nakazuję ogólne wycofanie na Rumunię i Węgry najkrótszymi drogami. Z bolszewikami nie walczyć, chyba w razie natarcia z ich strony albo próby rozbrojenia oddziałów. Zadania Warszawy i miast które miały się bronić przed Niemcami – bez zmian. Miasta do których podejdą bolszewicy powinny z nimi pertraktować w sprawie wyjścia garnizonów do Węgier lub Rumunii”.
To marszałkowskie „Z bolszewikami nie walczyć” odnosiło się do prawa, do tego polsko-brytyjskiego traktatu. We wrześniu 1939 r. nie można było dać pretekstu do jego wypowiedzenia. To on gwarantował przeniesienie suwerenności Polski czasowo do Londynu, gdzie przeniesiono, poprzez Paryż, polski rząd.
Potwierdza to Norman Davis w wydanej w Polsce w 2008 r. książce „Europa walczy 1939-1945, Nie takie proste zwycięstwo", cytując między innymi zapisy wymienionego wyżej traktatu.
Rząd londyński, nie ścierając się o jego rolę, przez 50 lat stał jednoznacznie na straży niepodległości Polski, podważał układy jałtańskie, a w 1990 r. przekazał insygnia władzy prezydentowi Lechowi Wałęsie. Dzięki „sanacyjnej klice” ciągłość państwa-choć przede wszystkim w warstwie symbolicznej-została zachowana.
Ale, czy to można nazwać „dotrzymaniem zobowiązań przez Brytyjczyków, nawet, gdy to pada z ust brytyjskich profesorów.
W filmie na początku nawiązano do polityki Hitlera wobec Żydów. W 20 minucie filmu pada zwrot: „im dalej na wschód tym więcej Żydów. I potem ich zwożono do Polski w celach eksterminacji”. W ogóle nie pada, że wtedy na mapie nie było Polski. I że była okupowana przez Niemcy. I to Niemcy zbudowali na terenach okupowanej Polski obozy koncentracyjne. I były to niemieckie obozy koncentracyjne, niemieckie obozy eksterminacji. To ostatnie w ogóle nie pojawia się w filmie. Tylko taka zbitka: Żydzi-dalej na wschód-Polska”. Gdy tak się rozumie historię, czy raczej tak się ją podaje widzom, stąd już krok do nieszczęsnych i błędnych: „polskich obozów koncentracyjnych”. I głupawe tłumaczenia, jak ostatnio w Norwegii, iż to chodziło o miejsce, gdzie były. A że
/-/ Andrzej Dramiński
Wiceprzewodniczący Zarządu Warmińsko-Mazurskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie
