Zaprzyjaźniony oszołom, faszysta i siewca nienawiści, z którym świetnie się dogaduję, bo wszak i ja zostałam zaetykietowana podobnie – poszedł wybierać. Nie żeby wierzył, że jego głos naprawdę znaczy – aż tak to nie. Poszedł zagrać rolę, jaką w spektaklu medialnej demokracji napisali dla niego główni, acz skryci za bogato zdobioną kurtyną, macherzy.
O tym, że prezydencka wajcha została dawno przestawiona, oszołom mój zaprzyjaźniony przekonywał się od pewnego już czasu. Wajcha to tak naprawdę zwykła zwrotnica i - jak sama nazwa wskazuje - umożliwia wykonywanie drobnych albo wyraźniejszych zwrotów. Na przykład akcji.
Zaprzyjaźniony oszołom dostrzegał więc, że stronnictwo ruskie, mniej więcej od czasu zielonych ludzików stawało się powoli passe, górę zaś brało coraz mocniej stronnictwo pruskie, nie bez subtelnego i nie do końca jasnego udziału stronnictwa zza Wielkiej Wody. Wraz z majem przyszedł czas, aby medialnie odpowiednio powiadomić lud pracujący bądź niepracujący miast i wsi o owej zmianie wajchy. I czas na to, aby umożliwić głównemu, lekko już nieprzydatnemu żyrandolowemu jako tako bezbolesne przemieszczenie się do innych apartamentów - cóż, że nie tych mokotowskich, w których chciałaby go zobaczyć duża część wolnych Polaków. Przyszedł więc czas na zaprezentowanie spektaklu.
Zagrał więc mój zaprzyjaźniony oszołom napisaną dla niego rolę. Z całą świadomością, że to tylko rola - choć akurat dla niego trochę pożądana, bo jednak co zmiana to zmiana i może przypadkiem przy tej zmianie da się coś małego naprawdę zmienić.
I wrzucił zaprzyjaźniony oszołom glos do urny.
Że będzie to głos sfałszowany, było dla niego oczywiste. Jednak bez tego głosu w urnie ci, którzy - świadomie czy nie - przyjęli inną rolę, nie mogliby słać protestów. Protesty zaś muszą być - przecież nie można nagle zmieniać scenariusza z tragedii na film familijny. Żeby więc zachować antyczną jedność miejsca akcji i czasu, a przy okazji wiarygodności oraz spójność scenariusza, sąd protesty odrzuci. A ten kto gra rolę strażnika wyborczej procedury poda wynik, który będzie już po linii i na bazie mądrości kolejnego etapu.
Mówię mojemu zaprzyjaźnionemu ZO, że już chyba do cna scyniczniał i stał się jedną wielką teorią spiskową, skoro nie wierzy w naturalne procesy, tylko wciąż w siłę tych macherów zza kurtyny.
A on patrzy na mnie i mówi: dziewczynko, wydoroślej.
A ja mam już 60 lat.
Znaczy: jestem bez szans.
