Zmarł Olek Jałosiński
29 o godz.12.00 na cmentarzu Ewangielicko - Augsburskim na ul. Młynarskiej pożegnaliśmy Aleksandra Jałosińskiego.

Olek moim zdaniem był najwybitniejszym polskim fotoreporterem XX wieku. Poznał mnie z nim Karol Szwarc - wówczas sekretarz redakcji  tygodnika  "Życie Gospodarcze"  -  w 1974 roku. Olek był wtedy fotoreporterem tygodnika "Kultura". Tak, wtedy redakcje miały fotoreporterów na etacie.  Pracowaliśmy w tym samym Wydawnictwie Współczesnym na ul. Wiejskiej, gdzie mieliśmy wspólną ciemnię - pracownię. Stał się moim wspaniałym nauczycielem, któremu bardzo wiele zawdzięczam. Był twórcą tzw. zdjęcia felietonowego. Zdobiły pierwszą stronę" Kultury" przez wiele lat. Były to samodzielne zdjęcia, bez żadnych podpisów. Jedno zdjęcie zawierało w sobie tyle treści, że nie wymagało podpisu, nie było ilustracją tekstu, po prostu było samo w sobie podpisem i obszernym tekstem. Zdjęcia Olka zmuszały do myślenia. Olek zauważał to, obok czego inni przechodzili obojętnie. Nigdy, choć bardzo się starałem, nie mogłem nawet w małym stopniu Mu dorównać. Pracowałem z Olkiem także w "Przeglądzie Technicznym - Innowacje" przez dwa lata. Jeździliśmy często razem w delegacje np. na "pierwszą łopatę" Rafinerii Gdańskiej czy Huty Katowice. Był świetnym kolegą o bardzo specyficznym, ale inteligentnym poczuciu  humoru. Potrafił też dogryźć , nie odpuszczał  w słusznej sprawie. Był dla mnie Guru Fotografii. Wcześniej  pobierałem "foto nauki" u znanego fotografika Adama Kaczkowskiego, który był oburzony,  gdy dowiedział się, że Olek musiał składać "egzamin" do ZPAF, Powiedział mi wtedy: "Jałosińskiego powinni do ZPAF ZAPROSIC, i cieszyć się jeśli by to zaproszenie przyjął. Wielu członków ZPAF do pięt mu nie dorasta". Olek do ZPAF dostał się drogą standardową; złożył prace, oceniła je komisja, został zaproszony na rozmowę itp.
Bywało dość często, że spotykaliśmy się w gronie fotoreporterów u Ola na Zaciszu, w jeszcze budującym się jego domu. Przynosiliśmy swoje zdjęcia, omawialiśmy je. Była to wspaniała szkoła fotoreportażu. Spotykaliśmy sie również w gronie rodzinnym. Byłem na Jego ślubie w Kazimierzu nad Wisłą. Moje dzieci mówiły na niego "wujek O", a Ola córki na mnie "wujek Fu". Od Olka pierwszego dowiedziałem się, że Karol Wojtyła został wybrany papieżem. Radio i telewizja podało tę wiadomość dzień później, a on już wiedział, więc  wpadł do mnie wracając z miasta do domu, by podzielić się ze mną tą, nieprawdopodobną w tamtych czasach, nowiną.
 Olek, szczupły, nie wysoki z bródką a'la Lenin był bardzo szybki w pracy. Szybki ale precyzyjny, spostrzegawczy. Perfekcjonista.  Kilka lat w jednej ciemni (dziś już nikt nie wie co to jest ciemnia) bardzo nas zbliżyło. Ja mieszkałem na Targówku - Olo na Zaciszu. Olek wprowadził mnie do SDP - u i do Klubu Fotografii przy SDP. Był też członkiem założycielem obecnego Klubu Fotografii Prasowej. Często po pracy wpadał do mnie na herbatkę.  Niestety już nigdy nie wpadnie.
Żegnam Cię Olo serdecznie i zawsze serdecznie będę Cię wspominał.
Trzymaj się Grażynko i trzymajcie się dziewczynki (dziś kobiety już), córeczki Ola. Niestety nie jestem w stanie pożegnać Cię osobiście, gdyż jestem daleko poza Warszawą z wnukami, ale wiem, że mi to wybaczysz. Też byłeś dziadkiem.
Stefan Zubczewski - wujek Fu(nio)
 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl