Wydarzenia na Ukrainie mają przerazić kontynent i resztę świata potęgą Federacji Rosyjskiej. Udowodnić, że Rosja może robić co jej się żywnie podoba na terytorium każdego z państw leżących niegdyś w zasięgu dawnego ZSRR. Federacja zdaje się być pewna, że Europa i tak nie podejmie działań innych niż mizerna dyplomacja, która trafi w próżnię. I właśnie tutaj Wołodymyr Wołodymyrowycz Putin może się grubo pomylić.

Rosja to kolos na bardzo słabych nogach. Im bardziej jest osłabiona wewnętrznie, tym bardziej staje się agresywna na zewnątrz. To imperium, które dobiega kresu swojego istnienia. Jak każde imperium, nawet kończące swój byt, będzie niebezpieczne dla świata do końca swoich dni. Agresja Federacji w stosunku do Ukrainy i wtargnięcie na jej terytorium, to prawdziwe przebudzenie szatana – mówią Ukraińcy. To zagrożenie nie tylko dla Europy. To zagrożenie dla świata. Jeśli nawet nie militarne, to na pewno w sferze moralnej odpowiedzialności za los ludzi, których grzechem jest chęć życia zgodnie z europejskimi wartościami.

Ukraińcy są zdecydowani na podjęcie walki. Gotowi na śmierć. To odważni, waleczni i dumni ludzie. Bez pomocy z zewnątrz skazani na zagładę i eksterminację. Kto po nich? Kraje Bałtyckie, Polska, Rumunia, Serbia, Czechy a w przyszłości Niemcy, Francja i reszta Europy? – wszystko zgodnie z leninowską wizją proletariackiego świata. Zgodnie z chorą, imperialną ambicją Wołodymyra Wołodymyrowycza wciągającego swój własny naród w spiralę nienawiści, stawiającą Europę na granicy globalnego konfliktu.

Eksperci twierdzą, że Ukraina, co najmniej czterokrotnie słabsza, w kontekście posiadania konwencjonalnych sił militarnych, od Rosji - nie ma szans na skuteczną obronę. Nie bierze się jednak pod uwagę faktu, że w ewentualnym starciu, Ukraińcy będą walczyli o swój kraj, o wolność, o życie swoje i rodzin. Rosjanie zaś o kolejną kolonię. Wojsko Federacji, na co dzień kiepsko opłacane i nie determinowane tak silnymi bodźcami, będzie wykonywać rozkazy pod presją i bez heroizmu. Wariant militarny – niestety bardzo możliwy – przerodzi się zapewne w walkę partyzancką z ponad czterdziestomilionowym narodem, posiadającym na dodatek bardzo silne i wpływowe diaspory na całym świecie. Stąd może docierać wsparcie dla walczących. Nie można też wykluczyć wariantu, w którym konflikt ten rozleje się poza Ukrainę.

Dlaczego właśnie Ukraina?

Zadają sobie pytanie wszyscy politolodzy. – A dlaczego nie? -odpowiada Rosja. Europejczyk, czy Amerykanin nie jest w stanie zrozumieć mentalności wschodu. To co nam się wydaje oczywiste i wynikające z logicznego punktu widzenia, czy chłodnych kalkulacji, dla człowieka wschodu nie jest oczywiste. Dlatego Wschód jest nieprzewidywalny. Podejmujący działania według własnej, często popartej zawiłym uzasadnieniem logiki, która nam Europejczykom jest zupełnie obca. Może przykład odległy od poruszanego tematu, ale pokazujący odmienną od naszej logikę odpowiedzi na pytania rodzące się podczas licznych moich podróży po Wschodzie.

- Dlaczego na wschodzie nie naprawia się dziurawych dróg w miastach i wioskach?

- Bo byłoby niebezpiecznie – odpowie człowiek wschodu.

-Niebezpiecznie? – dziwi się każdy z nas -Gdyby były dobre drogi, to samochody jeździłyby szybko i byłoby niebezpiecznie! – uzasadni teorię człowiek wschodu

Logiczne? Niby tak. Ale jak dalekie od naszego wyobrażenia pojęcia bezpieczeństwa jak i logiki. Każda dziedzina życia na Wschodzie jest motywowana inaczej niż u nas. Wynika to z dziesięcioleci, trudnej do opisania indoktrynacji i izolacji od świata zewnętrznego społeczności podbitych przez Sowietów, lub też wcześniej przez carat.

Rosja napadła na Ukrainę aby chronić interesy oligarchii

Ukraina jest tylko jednym z elementów planu realizowanego od kilku lat przez Putina, zmierzającego do odzyskania kontroli nad państwami w pojałtańskiej historii znajdującymi się w strefie wpływów ZSRR. Kluczem do wyjaśnienia agresji jest walka o wpływy i bezpieczeństwo rosyjskiego sektora energetyczno paliwowego – najważniejszego źródła dochodów oligarchów i najistotniejszego argumentu stosowanego w szantażowaniu innych krajów.

Drugim z elementów decydującym o stosowaniu polityki siły jest zapewne przekonanie Putina o jego osobistej roli w kontynuacji państwa carów, realizowanej „nowatorsko” przy użyciu metod i retoryki Związku Sowieckiego.

To odzyskiwanie wpływów odbywa się za pomocą środków dyplomatycznych i gospodarczych. Chociaż nie tylko. Przed dwoma laty wpadł mi do ręki artykuł kijowskiego publicysty, który sugerował, że Federacja buduje swoje wpływy w Europie za pomocą dyplomacji, wpływu na krajowe media, szantażu gospodarczego, wspierania zorganizowanej przestępczości mającej związek z ludźmi władzy, wielkiego biznesu i wpływowych środowisk nie tylko na terytorium państw UE. Do tego autor dodawał ekspansję prawosławia moskiewskiego patriarchatu. Do ukraińskiego tekstu dołączono mapę wpływów Rosji w Europie. Kolor czerwony oznaczał bardzo mocne wpływy. Czerwone były kraje bałtyckie, Słowacja, Czechy, Rumunia, Bułgaria, Serbia i pozostałe kraje dawnej Jugosławii. Wśród różowych krajów, gdzie notowano słabszy wpływ Rosji, była wtedy Polska Węgry i Austria.

Federacja rozumie tylko argumenty siły

Barack Obama, do niedawna utożsamiany z łagodną polityką wobec Rosji i daleko idącymi ustępstwami, pierwszy zorientował się, że im więcej łagodności, tym większe straty polityczne. Stąd też bardzo zdecydowana i ostra reakcja na fakt zajęcia Krymu przez wojska FR. Kiedy Rosja mówi „tak” zazwyczaj oznacza to „nie”. Kiedy podpisuje jakiekolwiek zobowiązania, dotrzymuje ich tak długo, jak długo się to jej opłaca, lub jak długo trwa kaprys władzy i oligarchów. Każda metoda jest dobra do osiągnięcia celów. Dodajmy, że nie chodzi bynajmniej o realizację polityki niosącej korzyści społeczeństwu rosyjskiemu. Samo społeczeństwo to zlepek wielu narodów, zazwyczaj żyjących w biedzie materialnej i kulturowej. To najczęściej dobrzy i przyjaźni ludzie. Używając więc określenia Rosja, myślę o władzy i oligarchii z nią związanej, a nie o milionach wspaniałych ludzi, cichaczem marzących o wolności i godnym życiu. Wydaje się, że Putin i jego otoczenie, żyjąc w świecie władzy i wielkich majątków, stracił możliwość realnej oceny wewnętrznego zagrożenia wybuchem społecznym, który może znieść nie tylko rząd Rosji ale całą Federację wykreślić z map geopolitycznych. Stąd też atak na Ukrainę wydaje się irracjonalny z punktu widzenia strategii politycznej, bo wzbogacić może Rosję jedynie o kolejne, trudne do opanowania terytorium. Nie można jednak wykluczyć, że mamy do czynienia nie z chłodną kalkulacją, a z szaleństwem napędzanym niezdrową ambicją.

Argumenty siły wobec Rosji , które będą nabierać mocy, pojawią się ze strony Turcji. Solidarność Islamu będzie tutaj bardzo ważnym czynnikiem, kiedy zajdzie potrzeba obrony krymskich Tatarów.

Jestem przekonany, że wspólnota europejska również przyłączy się do tych, którzy na szantaż i groźby potrafią odpowiedzieć twardo i zdecydowanie. Oczywiście pod warunkiem, że górę weźmie zdrowy rozsądek i solidarność europejska a nie kalkulowanie czy wspólne interesy z oligarchią wschodu są jeszcze do uratowania. Narody Unii Europejskiej od dawna oczekują na zdecydowana politykę wspólnoty zarówno w kwestiach wewnętrznych jak i zagranicznych. Dzisiaj Ukraińcy apelują o wyraziste zachowanie wspólnoty wobec agresji jaka dokonuje się terytorium ich państwa, uznanego przed ponad 22 laty przez cały świat w granicach określonych międzynarodowymi konwencjami. Brak zdecydowanej postawy UE i NATO, rodzi niepokój wśród pozostałych krajów członkowskich o przyszłą lojalność wspólnoty w obliczu ewentualnych zagrożeń. Sama Unia Europejska powinna docenić heroiczną postawę Ukraińców, którzy jako jedyni na kontynencie musieli zapłacić krwią za próbę pójścia drogą, z której tak dumny jest Zachód.

Koalicja wobec konfliktu na Ukrainie może powiększyć się też niebawem o kraje Azji. Rosja zmagająca się z głębokim kryzysem gospodarczym, buntującymi się regionami, wewnętrznymi niepokojami społecznymi, które w nieodległej przyszłości grożą wybuchem roszczeń silniejszym niż na Ukrainie, będzie musiała pójść na kompromis. Oczywiście jest jeszcze ten drugi wariant, w którym Putin nie zważając na koszty będzie parł do dalszych rozwiązań siłowych. Wtedy trudno przewidzieć jak potoczą się wypadki nie tylko w rejonie Europy środkowej.

Dopóki milczała Ukraina

Od kilku lat w rozmowach ze znajomymi politykami i dziennikarzami, tak jak ja pasjonatami Wschodu, mówiłem o radykalizowaniu się poglądów na Ukrainie. To świadczyło o zbliżającym się wybuchu niezadowolenia. Moi rozmówcy twierdzili, że jeśli do tego dojdzie to w bardzo małej skali, bo naród podzielony, bo dominacja oligarchii, bo brak liderów, którzy zjednoczyliby społeczeństwo wokół jakiejś idei. Z przewidywaniem wypadków na dużą skalę, wyprzedziła mnie Anna Strońska, publicystka paryskiej Kultury, która w książce „Dopóki milczy Ukraina”, wydanej w 1998 roku, przewidziała większość dzisiejszych wydarzeń. Powołuje się tam między innymi na opinię Gerharda Simona z Federalnego Instytutu Studiów Wschodnioeuropejskich w Kolonii, który twierdził 16 lat temu, że przewaga sił politycznych w Rosji nie uważa niepodległości Ukrainy za niepodważalną.

Nikt jednak nie brał pod uwagę determinacji narodu Ukraińskiego, który zdążył przerwać (okaże się czy skutecznie) drenaż państwa, który miał uzależnić Ukrainę.

Gerchard Simon w 1998 roku stwierdzał: -„Rosja nie zatrzyma Ukrainy siłą, tylko Ukraina już nie będzie miała siły odejść. Żadnej Siły. Gospodarczej, politycznej, kulturowej. Żadnej”.

Zbigniew Brzeziński, biorący udział w latach 90-tych w otwarciu Fundacji Antonowicza w Kijowie podkreślał, że „Niepodległa Ukraina zmieniła geopolityczną mapę Europy. Jej zaistnienie jako państwa jest jednym z trzech najważniejszych geopolitycznych wydarzeń w XX wieku. Pierwszym – był upadek Austro-Węgier w 1918. Drugim - podział Europy na dwa bloki w 1945”.

Czy te słowa i dzisiejsza agresja Rosji, to sygnał, że stoimy przed kolejnymi wielkimi zmianami na naszym kontynencie? Zobaczymy. Zbliżające się wydarzenia zależne są w tej chwili właśnie od Europy i jej reakcji na łamanie wszelkich praw międzynarodowych.

Andrzej Klimczak

Fot A. Klimczak

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl