Co mają czynić ci nieliczni, którym coraz bardziej nie podobają się „Wiadomości” telewizyjne? Zapaliwszy światła w mieszkaniu i włączywszy telewizor na cały regulator, wyjść demonstracyjnie na ulice i przechadzać się po nich aż do skończenia audycji? No, może wrócić jeszcze przed prognozą pogody, bo te informacje nie są manipulowane.

Skąd ten pomysł? Nie pamiętamy? Przecież w PRL tak reagowali mieszkańcy wielu miast, którzy nie mogli znieść „Dziennika” telewizyjnego.

Od kilku lat „Wiadomości” w telewizji bardziej irytują, niż zaciekawiają. Zauważmy – powtarzane są tam te same, czy prawie takie same fakty z niewielkimi modyfikacjami lub najczęściej bez żadnych zmian. Na przykład o zboczeńcu i mordercy, który nigdy nie powinien wyjść na wolność, mówi się, i pokazuje jego fizjognomię, przez parę dni. Na przykład o zaspach śnieżnych w Lubelskiem widz dowiadywał się również kilkakrotnie i nawet rozpoznawał te same sekwencje Wspomina się w telegraficznym skrócie o spóźnionych pociągach, złych torach kolejowych, rozgrzebanych autostradach, kilkakroć używając również tych samych zdjęć. Powtarzają się także identyczne kadry w relacjach z Majdanu; te sprawozdania niekiedy na szczęście trwają trochę dłużej, boć przecież nie sposób w krajach UE wyobrazić sobie telewizji państwowej, która by abstrahowała od tego tematu, wydarzenia te mogą bowiem mieć nieobliczalne następstwa dla Europy (a może i świata). Natomiast niemal leitmotivem „Wiadomości” są, przepraszam za kolokwializm, przepychanki partyjne w Sejmie i głupie, nie raz i nie dwa, wypowiedzi posłów. Przy czym niektórzy bohaterowie owych ujęć zmieniają się niczym w kalejdoskopie, bo tracą poparcie wszechpotężnego w rządzie i, niestety w Sejmie, Donalda Tuska. A kamerzyści „Wiadomości” rejestrują zawsze uśmiechniętego premiera.

To osobliwe, Donald Tusk na wizji permanentnie się uśmiecha. Nawet gdy mówi właśnie o Majdanie, którego temat bynajmniej nie pobudza do wesołości. Premier wyraża zresztą identycznie oczywistości i banały co prezydent oraz osławiony - również wciąż uśmiechnięty, acz w przeciwieństwie do swego pryncypała trochę kwaśno - minister spraw zagranicznych, że Ukraina sama musi rozwiązać swe problemy. To dosłowna replika imperatywnych opinii Putina. Z tą różnicą że jego postulaty o konieczności samodzielnego rozwiązania przez Ukrainę swych problemów wewnętrznych brzmią wobec Zachodu, a zwłaszcza USA, jak „wara!”. Unia Europejska udaje zaś, że poważnie, bez uśmiechów, interesuje się Majdanem. Niedawno deliberowało nad tym ważne gremium. Nasz Radosław Sikorski nie był wcale radosny, podobno zniknął nawet z jego twarzy ów kwaśny uśmiech, siedział jak trusia, zatraciwszy wykazywaną w ojczyźnie butę i nie miał nic do powiedzenia.

Smętny płynie wniosek z tych spostrzeżeń - że nasza ojczyzna w świecie wielkiej polityki i dyplomacji jest nicością. Tusk najpewniej o tym wie, więc się uśmiecha, żeby uniemożliwić społeczeństwu dostrzeżenia tej prawdy. Prezydent może nie jest tego świadom, gdyż jemu trudno odróżniać fakty od złudzeń. Przymilnie uśmiechający się szef rządu jest wytrwały w dążeniu do osiągnięcia jak największych korzyści. Ludzki pan, daje bowiem zarobić krocie swym totumfackim, a są ich legiony. Może prezes Rady Ministrów liczy jeszcze, że uda mu się w następnej kadencji nadal utrzymywać kraj w nicości politycznej i wreszcie opuścić fotel z kontem bankowym zapisanym siedmioma cyframi. A później choćby potop.

Tymczasem „Wiadomości” traktują premiera i jego partię niczym w PRL „Dziennik” telewizyjny pierwszego sekretarza KC i PZPR Stąd ubóstwo tematów. Ma ono przede wszystkim znaczenie polityczne - jak przed rokiem 1989 zakrywa zło. Redaktorzy i reporterzy czy publicyści „Wiadomości” mówią „migawkowo” o niewłaściwym lecznictwie, a nie postulują całkowitej zmiany jego założeń i struktury, pokazują jedynie kolejki przy okienkach rejestracyjnych, czasami rozmawiają z chorymi oczekującymi kilka miesięcy czy lat (tak, tak!) na wizytę. Pokazują wprawdzie rozbabrane budowy autostrad, lecz nie traktują tego tematu kompleksowo, na przykład przez wysyłanie regularnie co pewien czas na miejsca rozgrzebań ekip w celu zrobienia reportażu. Jakiż byłby to wspaniały materiał telewizyjny: rozkopana ziemia, nieruchome maszyny, kilku robotników palących papierosy, w oddali dwa czy trzy luksusowe samochody akurat nieobecnych kierowników prac – i tak co kilkadziesiąt kilometrów z Warszawy do Gdańska…

W „Wiadomościach” ani słowa, ni obrazu, że nasz ustrój staje się coraz bardziej oligarchiczny, że zbliżamy pod tym wzglądem do Rosji i Ukrainy. Wystarczy pochodzić trochę po dzielnicach i osiedlach Warszawy czy Krakowa, żeby zobaczyć pozamykane od niedawna małe sklepy. Klasa średnia, najbardziej twórcza w historii, umiera, zanim się na dobre narodziła. Za to powstają, i też to widać gołym okiem, lecz nie w kamerach „Wiadomości”, nowe superolbrzymy wabiące niskimi cenami i dzięki temu pełne niezamożnych ludzi. To są skutki oligarchizowania się naszego kraju. A jakie są, i czym się kończą rządy oligarchii, my, Polacy, wiemy dokładniej i tragiczniej od innych nacji. Czy dziennikarze „Wiadomości”, programu działającego za nasze pieniądze, nie dostrzegają tego zjawiska, nie chcą go widzieć, czy nie wolno im je postrzegać?

Owo nieujawnianie tego, co najistotniejsze i groźne dla prawidłowego rozwoju państwa, to powtórka z propagandy uprawianej przez władców PRL. W sukurs „Dziennikowi” telewizyjnemu szedł wówczas tygodnik „Polityka”.

Na jego łamach nie ukazał się w PRL żaden tekst, który by godził w dyktaturę PZPR. Redaktorzy kierujący pismem skreślali wszystko, co demaskowało przyczyny zła, natomiast kwalifikowali do druku teksty ujawniające jego skutki. Cała perfidia „Polityki" polegała właśnie na tym, że ten periodyk był proreżimowy, a publikując artykuły krytykujące wyłącznie przejawy niedomogów polityczno-gospodarczych, uchodził w oczach snobistycznej i nieumiejącej samodzielnie myśleć inteligencji za kontestujący. Leopold Tyrmand napisał, że „Numer <Polityki> jest dość prosty i polega na zręcznym przedstawieniu ersatz'u w miejsce autentycznego problemu czy autentycznej odkrywczości (...). <Polityka> troszczy się o Polskę i socjalizm, o los człowieka, i dystrybucję, i chuligaństwo, i prawa ruchu ulicznego, i felczerów, i teorii kwantów na uczelniach, i jakość smarów, i służbę zdrowia, i nieznany aspekt piłsudczyzny obiektywnie, to znaczy: nie chodzi jej o <Ding an sich> (co byłoby zgubnym subiektywizmem), lecz o jego funkcję w gomułkowskim komunizmie…”. Zmieńmy dwa ostatnie słowa na „tuskowskim liberalizmie”, i poczujemy, że oglądając „Wiadomości” telewizyjne A.D. 2013 jesteśmy jak przed laty u siebie w starym domu.

Degeneracja codziennych wiadomości telewizyjnych ma poważne skutki, indoktrynuje bowiem większość społeczeństwa, które przestaje przez zasłonę tego dziennikarstwa w służbie rządu dostrzegać prawdziwe wymiary rzeczywistości, w której żyje. Toteż czas najwyższy, żeby naukowcy medioznawczy zajęli się tym zjawiskiem, dokonali rzetelnej analizy kilku czy kilkunastu wydań „Wiadomości”, rozpowszechnili wyniki swej pracy wśród zarówno odpowiedzialnych polityków (jeśli jeszcze są tacy), jak i społeczeństwa, tu chyba za pośrednictwem mediów, jak w PRL, tzw. drugiego obiegu. Dla potwierdzenia słuszności krytyki powinno wtedy ostentacyjnie odejść z „Wiadomości” kilku uczciwych dziennikarzy, szczególnie jeden.

Oczywiście, że i tak do końca rządów ekipy Tuska skład Krajowej Rady Telewizji i Radiofonii na pewno by się nie zmienił i „Wiadomości” pozostałyby takie same, ale przynajmniej nasze środowisko nie wyrzucałoby sobie, że nic nie zrobiło, ażeby z tej popularnej, oglądanej parę razy dziennie audycji, uczynić medium godne naszej tradycji i aspiracji cywilizacyjnych.

Jacek Wegner

Udostępnij
Tagi:
TVP,
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl