W ubiegły czwartek Washington Post w artykule pod sensacyjnym tytułem „Tajna historia więzień CIA w Polsce” doniósł, że CIA zapłaciła jakoby UOP 15 mln dolarów za zgodę na utworzenie więzienia w Starych Kiejkutach na potrzeby walki z terrorystami. Autor materiału Adam Goldman twierdzi, że w 2003 roku ludzie CIA odebrali z amerykańskiej ambasady pieniądze, które nadeszły drogą dyplomatyczną z Berlina do Warszawy, przetransportowali je do siedziby UOP i wręczyli zastępcy szefa wywiadu, wtedy płk Andrzejowi Derlatce i jego dwóm współpracownikom. Gotówka, w dwóch kartonach, słowem – historia jak z sensacyjnych powieści Fredericka Forsythe’a lub Richarda Harrisa.

Po 11/9, ataku na World Trade Center, demokratyczny świat wypowiedział wojnę islamskiemu terroryzmowi. NATO podjęło decyzję, iż napadnięte zostały nie tylko Stany Zjednoczone, lecz cały cywilizowany świat, i odtąd wszystkie służby wywiadowcze zjednoczyły się we współpracy w zwalczaniu terroryzmu. Na mocy tej decyzji utworzono podobno sieć tajnych więzień, m.in. w Rumunii, w Polsce, w Maroku, gdzie śledczy z CIA przesłuchiwali podejrzanych o terroryzm – w przypadku Polski, Chalida Sheika Mohammeda, organizatora zamachu na wieże WTC, i dwóch innych, aktualnie wszyscy przebywają w Guantanamo. Podobno tam właśnie stosowano ów program ostrych przesłuchań, w wyniku których CIA uzyskała wiele kluczowych informacji. Ponoć polskie władze wiedziały do jakich celów służyć ma więzienie w Starych Kiejkutach, przygotowały je pod tym kątem, biorąc tym samym udział w działaniach, który Adam Goldman i jego koledzy nazywają niezgodnymi z zasadami Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, brytyjskim Human Rights Act etc. Zresztą znany „obrońca praw człowieka” prezydent Barack Obama, po objęciu urzędu natychmiast ten program zakończył.

Zaraz potem Adam Goldman z Washington Post udzielił agencji PAP wywiadu, w którym, być może zaskoczony medialnym rwetesem, który wywołał w Polsce, zrobił trzy kroki do tyłu. Powiedział, że w raporcie komisji senackiej ds. wywiadu na temat kontrowersyjnego programu przesłuchań, nazwa Polski „raczej w ogóle nie padnie”. Zastrzegł, że nie oczekuje, by z tego raportu „można się było dowiedzieć czegoś więcej o Polsce i ulokowanego w Starych Kiejkutach wiezienia CIA”. I nie sądzi, „że raport wymieni z nazwy Polskę, Litwę, Rumunię czy Maroko”. Podobno w raporcie mają być tylko wzmianki, bez specyfikacji w jakich to wszystko działo się krajach. I jego zdaniem, nie należy oczekiwać od treści raportu nowych informacji czy nawet potwierdzenia tego co zostało napisane w jego artykule w Washington Post. Gdzie zatem można znaleźć jakąkolwiek weryfikację twierdzeń artykułu Goldmana, zamieszczonym w Washington Post? I tu zaczynają się schody.

A raport komisji senackiej ds. wywiadu USA nie został jeszcze ujawniony, będzie, ale tylko częściowo. Jego wyniki już zostały zakwestionowane przez reprezentantów administracji George’a Busha, wiceprezydenta Dicka Cheyneya i byłego szefa CIA Michaela Haydena. Obaj panowie stwierdzili, że dzięki temu programowi, CIA uzyskała bezcenne informacje, które pozwoliły wytropić bin Ladena i dziesiątki innych bardzo groźnych dla Stanów Zjednoczonych, dla świata, terrorystów, i osadzić w Guantanamo. Jeśli tak jest istotnie, to raport ma najwyraźniej charakter polityczny, anty-republikański. Fakt ten potwierdza jeszcze informacja, że komisji senackiej ds. wywiadu przewodniczy demokratyczna senator Dianne Feinstein, ta sama która dwa lata temu opublikowała oświadczenie, że decyzja by pozwolić CIA na stworzenie sieci tajnych więzień, była „okropnym błędem”. Najwyraźniej raport tej komisji ma być kolejną próbą demokratów podważania wiarygodności republikanów i ich mandatu do rządzenia krajem. Kiedykolwiek. Ale z kolei - skąd ta nagła dyskrecja raportu w przytaczaniu dowodów, kto, gdzie i kiedy? Goldman także pisał, że „p r a w d o p o d o b n i e najważniejsze z tych tajnych więzień CIA znajdowało się w Polsce”. Że „nie wie, jaką wiedzę o więzieniach w Polsce mieli polski prezydent i premier”. Przyznał też, że swoją wiedzę uzyskał od anonimowych informatorów, których nazwisk nie może ujawnić. Więc skąd mamy wiedzieć co z tego, co powypisywał w Washington Post jest prawdą, co konfabulacją i zwyczajną demokratyczną propagandą?

Komentarz na temat transferu 15 mln dolarów od CIA dla UOP Leszka Millera, ówczesnego premiera był następujący: „Polska jest po właściwej stronie, walczyła, walczy i będzie walczyć z terroryzmem, niezależnie od tego czy się to wrogom Polski podoba czy nie”. I dalej: ”Historia amerykańskiej prasy dowodzi wielokrotnie, że często rozmaite artykuły służą bardziej na użytek wewnętrzny niż zewnętrzny… Każdy z nas zna różne artykuły, które ukazały się w światowych mediach, i dopiero czas weryfikował ich wartość”. Nigdy nie przypuszczałam, że będę cytować Leszka Millera jako głos rozsądku, ale jako ekspertowi w sprawach transferowania gotówki w kartonach/teczkach po świecie, chyba można mu zaufać? A serio, wniosek z całego pakietu informacji płynie taki, że nie należy się zbytnio ekscytować doniesieniami Washington Post, w końcu to tylko publicystyka, bo prawdziwe mogą być podobno tylko oficjalne raporty. Ale oficjalny raport jest produktem amerykańskich demokratów, od którego wniosków republikanie już się odcięli, w dodatku – jak powiedział sam Goldman -„nie należy się spodziewać, aby padły nazwy krajów, w których znajdowały się tajne więzienia”.

Czy nie chodzi tu przypadkiem o tzw. smear campagne, kampanię oczerniania, jaką – ze zmiennym szczęściem – od dekad uprawia Washington Post? Gazeta, która zdobyła światowy rozgłos polowaniem i ustrzeleniem republikańskiego prezydenta Richarda Nixona? Przecież kluczowa rolę w tym śledztwie odegrali dwaj reporterzy tego dziennika, Bob Woodward i Carl Bernstein? A lewicowo-liberalne Hollywood natychmiast zrealizowało na ten temat film „Wszyscy ludzie prezydenta” Alana Pakuli, z ikonami kina Robertem Redfordem i Dustinem Hofmannem w rolach głównych. Washington Post specjalizuje się w krytyce Białego Domu, bardzo surową zwłaszcza, gdy zasiadają tam prezydenci republikanie. Recenzowaniu Białego Domu, Kongresu, Sądu Najwyższego i oczywiście „opresyjnych” i „zbrodniczych” służb specjalnych. Przecież Washington Post od dawna oskarżany jest o sympatie lewicowe, i od lat 70. niewiele się tu zmieniło. No i czy rzeczywiście gazeta jest taka rzetelna w robocie dziennikarskiej, skoro tylko ostatnio, w jej serwisie internetowym, relację z wizyty w Warszawie amerykańskiego sekretarza stanu Johna Kerry, opatrzyła zdjęciem kilku panów w arabskich galabijach?

Nie znamy faktów, związanych z tajnym więzieniem CIA i tego, co działo się w Starych Kiejkutach. Wiadomo tylko, że informacje uzyskane podczas prowadzenia programu z pewnością zapobiegły śmierci wielu ludzi na całym globie. Wiemy, jaki profil ma Washington Post, i że materiał Adama Goldmana miał być uderzeniem w administrację Busha, w republikanów, w tajne służby, m.in. CIA, z którymi demokraci walczą w realu oraz na ekranie, patrz wszystkie te hollywoodzkie produkcje „Taśmy prawdy”, „Trzy dni kondora” i dziesiątki innych. Potem wszystkie te „fakty medialne” transferowane są po świecie, zyskują przychylne komentarze w brytyjskim Guardianie i Morning Star, we francuskim Liberation, a także Le Monde, hiszpańskim El Pais, włoskiej La Repubblica i polskiej Gazecie Wyborczej. I tak fakt medialny staje się faktem zwyczajnym, komentowanym jak najbardziej serio przez cały świat. Znowu ci okropni republikanie, CIA, gwałcący wolność, demokrację i prawa człowieka. Tak utrwala się ich negatywny image. A Polska oberwała chyba przypadkiem - może dlatego, że wciąż jest uznawana za kraj katolicki i konserwatywny? I już za Oceanem wiedzą, iż ma słabe władze, które nie będą się o prestiż kraju upominać?

Elżbieta Królikowska-Avis

28 stycznia 2014

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl