Dopóki Polska Polską, dopóty jej częścią duchową, historyczną i obywatelską byli, są i będą Polacy o korzeniach żydowskich. Z entuzjazmem przeto uczestniczyłem w dyskursie: Izrael, Żydzi, Polska, zorganizowanym 2 bm. w klubie „Ronin”. Od razu wyjaśniam, nie będę tu zdawał sprawy z przebiegu spotkania ani go oceniał, jest ono bowiem utrwalone w Internecie.
Natomiast dorzucam do przedmiotu dyskusji (nieco zresztą rozgadanej i może chaotycznej) moje trzy grosze – o tym, czego zabrakło w wypowiedziach. Oczywiście w wielkim skrócie i dowolnym wyborze, ponieważ próby wypełnienia luk powstających przy drążeniu tego tematu są z góry skazane na niewypowiedzenie wszystkiego, jakby były swego rodzaju treściowym perpetuum mobile - im głębiej się wnika, im więcej się pisze i mówi, tym większy, póki trwa i rozwija się kultura polska, powstaje obszar niewiedzy i konieczności uzupełnień…
Po odzyskaniu niepodległości ujawnił się od razu patriotyzm Żydów polskich. Był on już wyraźnie zauważalny w XIX w. przejawiał się m. in. udziałem starozakonnych w powstaniach narodowych i przede wszystkim masowej ich asymilacji; wielu z nich kultura polska zawdzięcza bezcenne skarby. Julian Klaczko na przykład (Jehuda Lejb 1825-1906) pisał po polsku, francusku, niemiecku i hebrajsku wiersze i rozprawy historyczno-krytyczno-literackie, uprawiał publicystykę polityczną, wziął udział w powstaniu poznańskim 1848 r. , później na emigracji uczestniczył w działalności dyplomatycznej Czartoryskich. Organizował wreszcie debaty o naszej kulturze – podobne do dzisiejszych chociażby w „Roninie”, IPN, i innych szacownych instytucjach broniących wielkości naszej państwowej, narodowej oraz moralnej spuścizny.
Wilhelm Feldman (1868-1919), z ortodoksyjnej rodziny żydowskiej, publicysta polityczny, historyk, żołnierz legionów Piłsudskiego. Jego „Dzieje polskiej myśli politycznej w okresie porozbiorowym” do dziś nie straciły świeżości.
Szymon Askenazy (1865-1935), najwybitniejszy historyk XX w., napisał ok. 250 rozpraw i książek. Stworzył lwowską i warszawską szkołą historyczną, które umacniały (umacniają do dziś - szczególnie dziś) siłę i wartości imponderabiliów narodowych, przeciwstawiał się swoistemu nihilizmowi historycznemu naukowców tzw. szkoły krakowskiej. Czyli właściwie my w Roninie wobec sterowanej przez rząd degrengolady patriotycznej idziemy śladami Askenazego…
Niepodległość w 1918 r. wykwitła więc, kiedy mieliśmy już dużą część elity żydowskiej wtopionej bez reszty w naszą kulturę. Jej przedstawiciele sformułowali odezwę do swych współbraci. Jeszcze dzisiaj jej treść porusza każdego patriotę. Pisali mianowicie: Polska wstaje żywa! Polska Kazimierza Wielkiego, która w XIV wieku Żydom wszędzie tropionym dała przytułek i schronienie, Polska Zygmuntowska, która Żydów od prześladowań i ucisku osłaniała, prawami i przywilejami obdarzała, Polska Stefana Batorego (...), Polska porozbiorowa, rozdarta i spętana, która ilekroć głos wydobyć mogła, to był to zawsze głos wolności i równości (...). Tej Polsce powalonej, rozbitej i zgnębionej, gdy zrywała się do walki o byt niepodległy, najświatlejsi spośród Żydów obywatele składali w ofierze mienie swoje i życie. Tak było w roku trzydziestym, tak było w sześćdziesiątym trzecim (...). Po roku 63 nie było w kraju inteligentnej rodziny żydowskiej, w której by ojcowie lub synowie nie ucierpieli za udział w powstaniu. Stanęły dzieci po stronie matki – jak odrzekł nadrabin Warszawy, Meisels, ówczesnemu namiestnikowi na jego zapytanie, dlaczego Żydzi buntują się przeciwko cesarzowi, który ojcem jest dla nich (...).
Aż tu naraz pogromy i rugi Żydów, organizowane w Rosji przez rząd carski, przesiedliły do nas kilka dziesiątków tysięcy żywiołu obcego, który pod grozą doznanych krzywd przeniósł ze swego dawnego środowiska skupioną niechęć do nowego otoczenia, nieszanowanie i pomijanie powagi praw narodu nieopartej na sile.
Napływowy, obcy ten żywioł z szorstką na dobitek polewą rosyjską pobudził powszechną niechęć; ekonomicznie i kulturalnie silniejszy od miejscowego ludu żydowskiego, srodze zaniedbanego, zdołał wciągnąć go w sferę swych interesów, myśli i uczuć, coraz różniejszych, coraz dalszych od dążeń i ideałów narodu polskiego. Doszło to tego, że rozeszła się droga tego ludu z drogą narodu, z którym, dobre i złe losy dzielił przez lat sześćset. I zapomnieli Żydzi, że przed wiekami zewsząd tropieni, znaleźli wytchnienie na tej ziemi, zapomnieli, że w epoce swej potęgi Polska osłaniała ich prawami, których gdzie indziej nie mieli (...), że w zeszłym stuleciu, na chwilę głos uzyskawszy, ogłosiła Polska Żydów za równych wszystkim obywatelom kraju. Zapomnieli, a nie mogli im o tym przypomnieć ci z Rosji przybysze, którzy ich prowadzili do żargonowego nacjonalizmu, do hebrajskiego syjonizmu, od narodowościowego Bundu, do beznarodowościowej socjaldemokracji.
Żydzi! Polska wstaje żywa! Wszyscyśmy przez usta swych przedstawicieli uznali Państwo Polskie i ustaw jego poszanowanie zapowiedzieli. Ale bez tych oświadczeń Polska będzie dość silna, ażeby prawom wydanym posłuch nakazać (...). Wstępujcie do wojska! Składajcie na skarb narodowy!
Apelu tego dzisiejszy czytelnik nie znajdzie łatwo. Czy jest to dziełem przypadku, czy skutkiem rozmyślnego działania? Cytat pochodzi z encyklopedii Dwudziestolecia, która trafiła do mnie niespodziewanie na początku lat dziewięćdziesiątych i równie niezwykle zaginęła. Nie wiem – w domu, czy w redakcji „Polski Zbrojnej”, gdzie wtedy pracowałem pod batutą niezapomnianego Jerzego ślaskiego. Strata to niepowetowana. Nie pamiętam dokładnie ani tytułu, ani wydawcy, ani tym bardziej strony, na jakiej owa deklaracja polskości jest wydrukowana. Wszelako myślę, że owo opracowanie znajduje się skatalogowane w Bibliotece Narodowej; inaczej byłoby to horrendum niesłychane…
Treść tej płomiennej deklaracji pozwala zrozumieć, dlaczego między wojnami powstawało wśród Żydów tyle niechęci do państwa polskiego i Polaków, rozbudzając w naturalnej konsekwencji wrogość do nich wielu politycznych i społecznych ugrupowań. To były skutki owej niechcianej „szczepionki” wschodniej. Ona też była glebą rozwoju, a po 1939 r. wręcz rozrostu ideologii komunistycznej, w ogóle lewicowej, i pchnęła wielu Żydów w szeregi renegatów narodowych uczestniczących, nieraz zbrodniczo, we wprowadzeniu na czterdzieści pięć lat okupacji rosyjsko-sowieckiej. Czego nie można nigdy przemilczać.
Żydzi lewicowi do dziś zawłaszczają powstanie w getcie warszawskim. Drugi po Anielewiczu bohater powstańczy, zmarły kilka lat temu Marek Edelman, człowiek zresztą skądinąd prawy, nigdy publicznie nie napisał, że nie tylko żydowska Organizacja Bojowa poderwała Żydów do walki. Chwycili za broń także, a właściwie przede wszystkim, Żydzi z Żydowskiego Związku Wojskowego, duchowi dziedzice autorów cytowanego wezwania patriotycznego z 1918 r. To przede wszystkim oni mieli kontakty operacyjne z Armią Krajową, która na miarę swych niewielkich możliwości dostarczała broń do getta. To oni wywieszali obok flagi żydowskiej naszą narodową polską. Ocalała z nich garstka; wszyscy wstąpili w szeregi AK i przelewali krew w Powstaniu Warszawskim. Niewielu dzisiejszych historyków czy publicystów ujawnia tę prawdę, dlatego w szerokich kręgach społeczeństwa nie ma o niej prawie żadnej wiedzy.
Do utrwalania tego kłamstwa – bo niemówienie prawdy lub artykulacja tzw. półprawd jest oszustwem – przyczyniają się współczesne środowiska Polaków pochodzenia żydowskiego, wywodzące się - czy to rodzinnie, czy mentalnie - z tych, o których autorzy apelu z 1918 r. pisali - trzeba to powtórzyć - zapomnieli Żydzi(…) że Polska osłaniała ich prawami, których gdzie indziej nie mieli (...) a nie mogli im o tym przypomnieć ci z Rosji przybysze, którzy ich prowadzili do żargonowego nacjonalizmu, do hebrajskiego syjonizmu, od narodowościowego Bundu, do beznarodowościowej socjaldemokracji. (podkr. – J. W.). I dzisiaj najwięcej spadkobierców tego nieszczęsnego, antypolskiego i antydemokratycznego nurtu jest skupionych wokół „Gazety Wyborczej” oraz jej osławionego już redaktora naczelnego.
Bywają oni nieraz wobec nas, którzy nie mają korzeni żydowskich, nieprzyzwoici: jątrzą swym zachowaniem - przede wszystkim obłudą, kłamstwem, butą i cynizmem. Pięknie, prawdziwie, acz gorzko i czyż niestety nie wciąż aktualnie, o Żydach polskich powiedział w czasie Zagłady stary Cyngielblum z powieści „Ostatnia twarz portretu” (2008) Jerzego Narbutta, pisarza wybitnego, którego twórczość z całą premedytacją cywilnie zabijają milczeniem akolici Michnika. Jerzy Narbutt (zmarły dwa lata) temu był w prostej linii potomkiem bohatera Powstania Styczniowego, Ludwika, którego imię nosi ulica w centrum starego Mokotowa.
Pozwolę sobie zacytować tu większy fragment tego monologu.
Pan wie, kogo spotkałem jakieś dwa miesiące temu? Doktora Korczaka spotkałem i wie pan, co on mi powiedział? Bo my z nim trochę znajomi, chociaż ja krawiec, on pisarz (...) on u mnie palto sobie nicował (...). On mi powiedział takie smutne zdanie, on powiedział, że żydzi są zarozumiali, dlatego inni tak ich nie znoszą... Kogo on miał na myśli, ja się pan pytam? Mnie? Niech mnie Bóg ciężko skarze! Czy ja kiedy mówiłem, że ja lepiej szyję od Zaremby? Ja wiem, kogo on miał na myśli - żydowskich bogaczy, żydowską inteligencję, tych nadętych puryców, co się rozpychali łokciem i kpili sobie z Polaków i ciągle się wynosili nad wszystkich. Pan student myśli, że stary krawiec nie myślał przed wojną (...)? Nie, Cyngielblum myślał, myślał, nad szyciem dużo się myśli (...) o tych naszych purycach, co nam złe imię wyrabiali tutaj. Czy godzi się tak? Czy godzi? Pluć w oczy innym? Rozpychać się? Żebym ja znał ich, to bym im powiedział: skromniej, panowie, skromniej, zostaliście przygarnięci w tym bardzo gościnnym domu, ale, na Boga!, skromniej, nie godzi się tak pchać jak w autobusie, uczcie się od Ormian, których tu wszyscy lubią, ej, panie student! Te nasze puryce same na siebie ściągają złość ludzką, i co dziś z tego rozpychania? Gdzie muszą szukać schronienia? U tych, z których przed wojną się śmieli, a z jaką twarzą się do nich teraz udadzą? Będą musieli potanieć, jak stare buble w sklepie, będą musieli się uniżyć. To dobrze (...) to dobrze, bo może później, jeśli Polska wróci, wszystko się zacznie inaczej, w Polakach dziś duża litość dla nas. To jest okazja (...) to okazja na jutro, to jest taka okazja, jak znaleźć dobrego wspólnika, ale te nasze puryce czy nie zmarnują okazji.
Tych słów nie można oczywiście rozumieć literalnie, wszak wypowiedział je bohater powieści. Lecz czy fabuły historyczne nie zawierają chociażby źdźbła prawdy? Jeśli tak, to i nad tą treścią powinni się zadumać Polacy pochodzenia żydowskiego, obrzydzający współczesnemu społeczeństwu wartości patriotyzmu. A my powinniśmy im publicznie przypominać owe słowa starego krawca.
Jacek Wegner
