Zrazu zwabił mnie i zachwycił „w SIECI” (numer 33, 19-26 sierpnia br.) znakomity tytuł: „Rzeczpospolita niezwykłych Sarmatów”. Wydawało mi się, że autor, Jacek Piekara, proponuje skuteczne remedium na współczesną degrengoladę patriotyczną. Tym bardziej, że od razu w lidzie, uwydatnia swój cel: „dzisiaj, w czasach, kiedy środowiska lewicowo-liberalne próbują obrzydzić nam Polskę i jej historię (…) warto szczególnie uważnie przyjrzeć się, kim byliśmy (…)”.

Nie tylko warto – ale trzeba, ponieważ po tym, cośmy przeszli i co przechodzimy, grozi nam za kilkadziesiąt lat utrata poczucia tożsamości, która jest podstawą patriotyzmu, a on stanowi fundament kultury narodowej. Już widać pierwsze przejawy szerzącej się jak zaraza wśród młodych i najmłodszych Polaków niewiedzy historycznej oraz niechęci do dziejów własnego narodu.

I zaraz potem Jacek Piekara rozczarowuje. Mianowicie wskazuje wprawdzie książki, które mogą rzeczywiście pomagać w utrwalaniu naszej dumy narodowo-państwowej, lecz nie ma w tym wykazie żadnego porządku ani chronologicznego, ani rzeczowego. Jest zaś zbyt duże pomieszanie przykładów, sprawiające wrażenie, powiedziałabym, wyliczanki dzieł powstałych i przed pierwszą wojną światową, i w PRL, i współcześnie. Przy czym autor w odniesieniu do utworów dawnych podaje jedynie daty wznowień peerelowskich, a nie powiadamia, że od ponad stulecia te dzieła funkcjonują już w naszej samoświadomości historycznej. Dotyczy to głównie dwu pozycji znakomitego publicysty: Władysława Łozińskiego (1843 – 1913), a także wybitnego uczonego Zygmunta Glogera (1845 – 1910). Wskazanie chociażby w przybliżeniu, dat pierwszych wydań ich dzieł w takim tekście, jak ten, jest obowiązkowe.

Lecz grzechem niewybaczalnym Piekary jest spowicie absolutnym milczeniem dokonań Pawła Jasienicy. Przecież chociażby tylko „Rzeczpospolita Obojga narodów” była dla nas na przełomie lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych niemal krynicą dumy z naszej przeszłości i pobudzeniem do rozmyślań nad nią. Pamiętamy, jakie kolejki ustawiały się pod księgarnią PIW przy ul. Foksal na wieść o nowym nakładzie. Monumentalne pisarstwo Jasienicy jest wciąż, i wręcz coraz bardziej, aktualne, gdyż służy, jak powiada Piekara, „uważnemu przyjrzeniu się, jakimi byliśmy”.

Wreszcie, wśród wymienianych najnowszych dokonań publicystyczno-historycznych zabrakło, moim zdaniem, książek Jacka Wegnera: współcześnie dwukrotnie wydanych „Biesów sarmackich” (2003 i 2011 r.). Na ostatniej stronie okładki drugiej edycji wydawca napisał: „Lektura tych mądrych i potrzebnych rozważań sprawi Czytelnikom z pewnością dużą przyjemność intelektualną, ale równocześnie estetyczną. Książka pisana jest bowiem piękną polszczyzną i niepozbawiona wzruszeń”.

W tym samym roku, kiedy ponownie ukazały się nieco zmienione wobec pierwowzoru „Biesy sarmackie” wyszła również książka tego autora „Rzeczpospolita - duma i wstyd”, jeszcze silniej akcentująca główną ideę artykułu Jacka Piekary. „Rzeczpospolitą – dumę i wstyd” ocenia m. in. Wojciech Reszczyński, pisząc, że autor „myślowo i duchowo niezależny przemawia do nas za pomocą historycznych faktów i racjonalnych argumentów. Nie dzieli historii na dawną i współczesną. Dzięki niemu ożywa cała (…) Rzeczpospolita, źródło naszej dumy i nieustannej troski”.

Elżbieta Królikowska-Avis zamieściła zaś w londyńskim „Dzienniku Polskim” 12 sierpnia zeszłego roku całostronicową recenzję tego dokonania uznając je za ”książkę, na którą czekała” I dalej pisze, jakby rozwijając myśl Reszczyńskiego, że „publikacja łączy dwa żywioły: historię i politykę, osadza Rzeczpospolitą w tle jej 1000-letniej historii, przeszłością tłumaczy teraźniejszość, a teraźniejszość interpretuje zdarzeniami z odległej przeszłości. Jednak nie szuka na oślep, lecz koncentruje się na tym nurcie obywatelskim literatury polskiej, który sprowadza
się do troski o państwo i prawo, sprawiedliwość społeczną, egalitaryzm narodowy i religijny”. Można by więc zapożyczając leksykę autorki powiedzieć, że w przeciwieństwie do Jacka Wegnera publicysta z „w Sieci” właśnie „na oślep” szuka dzieł, które by potwierdzały jego – zresztą arcysłuszny! - postulat utrwalania przez współczesną publicystykę niezależną naszej świadomości historycznej, zagrożonej działaniami dzisiejszej władzy państwowej.

O opracowaniu Jacka Wegnera 25 marca br. dyskutowali na forum klubu „Ronin” w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich Andrzej Nowak i Bohdan Urbankowski. Szkoda, że zabrakło dziennikarza z „w Sieci” - może byłby dziś na tych łamach inny artykuł o Rzeczypospolitej niezwykłych Sarmatów…

Dodam nadto, że mniej więcej pod koniec zeszłego roku Krzysztof Skowroński rozmawiał w Radiu WNET z autorem o obu książkach. A niedawno, zimą br., Wojciech Reszczyński przez godzinę dyskutował z autorem w Trzecim Programie PR o tym dokonaniu, które rekomenduje swym piórem na czwartej stronie okładki.

Dwu wspomnianych prac nie ma już w księgarniach warszawskich. Jedynie wznowione „Biesy sarmackie” na zgromadzeniach klubowiczów „Ronina” sprzedaje Stanisław Szymański, księgarz zapobiegliwy, który je zdobywa jakimś cudem, a nie chce zdradzić jakim. I on może również „cudownie” wyszperać „katechizm” naszego współczesnego patriotyzmu – „Rzeczpospolitą Obojga Narodów” Pawła Jasienicy, wielokrotnie wznawiany i w PRL, i w wolnej Polsce.

Wyraziłam co powyżej, żeby dopełnić wypowiedzi Jacka Piekary – gdyż bez tych uzupełnień jej wartość wydaje mi się pomniejszona. A bardzo szkoda zmarnowanego tematu...

Anna Malinowska

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl