Każdorazowe otwarcie nowego sezonu parlamentarnego przez Elżbietę II obfituje w masę tradycyjnych gestów i rytuałów i przypomina „spektakl teatralny o tematyce historycznej”. Ale o tym wiemy, oglądamy sobie tę ceremonię w telewizyjnych newsach, a tegoroczna wizyta królowej do Izby Lordów różnił się jedynie tym, że parze królewskiej towarzyszył następca tronu książę Karol i jego żona Camilla. Co, w sytuacji, gdy królowa coraz częściej rezygnuje z bardziej forsownych spotkań jak ostatnio szczyt krajów Commonwealthu, sygnalizuje, że zmiana warty nastąpi, jak mówią Anglicy, „sooner rather than later”.
Ale tematem komentarza nie jest dworski ceremoniał, lecz treść przemówienia królowej, dla mediów zawsze świetne źródło informacji o tym, co rząd Davida Camerona szykuje w następnym sezonie parlamentarnym. Jaka jest jego agenda, ustawy priorytetowe, słowem, w która stronę zmierza kraj. Z 15 zasygnalizowanych ustaw kilka jest istotnie ważnych, w tym jedna, zmierzająca do ograniczenia praw emigrantów na Wyspach. Np. wielu z nich zostanie pozbawionych dostępu do NHS, państwowej służby zdrowia. Jeśli znajdują się w Wielkiej Brytanii od niedawna, będą musieli albo sami pokrywać część kosztów leczenia, albo prosić o pomoc rząd swego kraju pochodzenia. Następnie, będą mieli prawo do zasiłku dla bezrobotnych jedynie przez 6 miesięcy, a potem – wyłącznie gdy wykażą, że istotnie mają szansę na pracę. Po trzecie – właściciele wynajmujący mieszkania będą mieli obowiązek sprawdzać czy lokator przebywa w Wielkiej Brytanii legalnie, w przeciwnym wypadku będą karani wyższymi grzywnami niż obecnie. Inne ważne planowane zarządzenie zobowiązuje władze lokalne, aby traktowały priorytetowo Brytyjczyków, którzy dotąd zwykle przegrywali bój o mieszkanie komunalne z przybyszami z Azji czy Afryki. Królowa zapowiedziała także nowe wytyczne, które ułatwią deportowanie nielegalnych emigrantów, którzy popadli w konflikt z prawem. W ten sposób położy się nareszcie kres kombinacjom adwokatów, którzy broniąc kryminalisty przed deportacją, zasłaniają się art. 8 Europejskiej Konwencji Praw człowieka o prawie do życia prywatnego i rodzinnego.
Nowe propozycje ustaw rządu Camerona wcale nie spadły jak grom z jasnego nieba, jak próbują dowodzić media lewicowo-liberalne. To następny krok w realizacji jego manifestu wyborczego z 2010 roku. Wtedy to właśnie zapowiedział regulację prawa emigracyjnego, niezwykle hojnego dla przybyszów, w istocie zaproszenia, aby przybywać do Dover czy Portsmouth i skorzystać ze szczodrej oferty pomocowej. To właśnie różnice między prawem emigranckim między Paryżem i Londynem, były przyczyną pojawienia się wielkiego koczowiska w Calais, skąd ludzie próbują dostać się do ziemi obiecanej za kanałem la Manche. Premier obiecał wtedy nałożyć „caps”, limity przyjmowanych ludzi z 250 tys. za premiera Gordona Browna do kilkudziesięciu tysięcy rocznie. Jednak jako szef partii „po przejściach”, długo zwlekał także z tą reformą. Dopiero napór kolegów - posłów nie tylko z back, ale i front benchers, no i oddech Nigela Farage’a i UKIP na plecach, zmusił go do akcji. Dobrą robotę zrobiły tu media konserwatywne, a zwłaszcza anty-emigrancki tabloid Daily Mail, jakby nie było 2.1 mln nakładu dziennie. Np. regularnie przypominają o kilku wypadkach śmierci pacjentów, spowodowanych pomyłkami w wyniku nieznajomości języka lekarzy – gości. Dziś placówki państwowej służby zdrowia mają obowiązek sprawdzania umiejętności językowych lekarzy – emigrantów, ci, którzy nie wykażą się dostateczna znajomością, nie będą zatrudniani, a którzy już praktykują, będą skreślani z listy izb lekarskich.
Rząd konserwatystów jest już w trakcie rozwiązywania kilku innych problemów z tego podwórka. Otóż służby Home Office, ministerstwa spraw wewnętrznych wykryły, że dziesiątki tysięcy młodych ludzi, zwłaszcza z Indii czy Pakistanu, przybywają na studia z zaproszeniem z college’ów, które nigdy nie istniały. Jedynie w ostatnim roku 2012 liczba takich „bogus students”, przyjeżdżających właściwie do pracy, zmniejszyła się o 84 tys. czyli o 20%, największy spadek od 1991 roku. Kolejnym kłopotem, z którym parlament chce się zmierzyć, jest brak możliwości wydalenia z kraju nielegalnego emigranta, który popadł w konflikt z prawem, jeśli jego partner/ka ma prawo pobytu. Po prostu brytyjskie prawo zobowiązane jest respektować art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, którego bardzo pilnuje Unia. Ten art. 8 powoduje w tutejszych sądach mnóstwo komplikacji, patrz: głośna sprawa aplikującego o azyl polityczny Nigeryjczyka Glendy Sundaya, który dwukrotnie dostał nakaz opuszczenia Anglii, ale jego obrońcy posługując się art. 8 EKPCZ wciąż blokują jego ekstradycję. Ta jedna sprawa kosztowała brytyjskich podatników ponad 100 tys. funtów. Za tym samym artykułem chowa się także kilkunastu islamskich terrorystów. Furię Brytyjczyków budzi przypadek imama Abu Hamza al - Masri, który od 8 lat posługując się art. 8 skutecznie broni się przed ekstradycją do USA. Ta sprawa już kosztuje podatników ok. 1 mln funtów. Nawet gazeta Metro, lewicowa jak jej polska wersja, już w marcu komplementowała speech Camerona, wygłoszony w Ipswich, zapowiadający zmiany, które nastąpią w tej sesji parlamentarnej. „Trzeba ukrócić >turystykę zdrowotną< - mówił premier - i przypomnieć, że mamy w Wielkiej Brytanii narodową, a nie międzynarodowa służbę zdrowia” / gra słów „national” i „international”/. Jeśli sobie uswiadomimy, że rząd Camerona wydaje na bezpłatną opiekę zdrowotną 96 mld funtów rocznie, widać, że oszczędności mogą być niemałe. Już na skutek poprzednich zabiegów minister spraw wewnętrznych Teresy May liczba emigrantów, przybywających na Wyspy zmniejszyła się z 247 tys. w roku 2011 do 163 w roku następnym, żeby za kilka lat osiągnąć docelową liczbę kilkudziesięciu tysięcy rocznie.
Dotąd rząd konserwatystów wydawał jedynie na zasiłki dla emigrantów 2 mld funtów rocznie, nie mówiąc o kosztach bezpłatnej edukacji i służby zdrowia. Kryzys finansowy dał mu jeszcze jeden, i to bardzo poważny, argument na rzecz zaostrzenia praw emigranckich w Wielkiej Brytanii. Kryzys kryzysem, a to co obserwujemy, to nic innego jak zapowiadane trzy lata temu przez Camerona „stawianie państwa, zniszczonego 13-letnią rozrzutnością Partii Pracy, z powrotem z głowy na nogi”. Ze przypomnę dwa słowa – klucze, których premier użył w swoim wyborczym przemówieniu trzy lata temu, „fairness” i „to deserve”. Sprawiedliwość społeczna, owszem, ale bez przerostów i jawnych szaleństw. Pomoc państwa – jak najbardziej, ale jedynie tym, którym z uwagi na życiową sytuację się należy. Na Wyspach, usprawiedliwiany dodatkowo przez kryzys, rozpoczął się demontaż państwa opiekuńczego, którego torysi nigdy nie lubili. Czerwone światło dla emigrantów, wykorzystujących system, to część tego planu. Wydaje się, że premier Thatcher byłaby z tych projektów zadowolona.
Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn 13 maja 2013.
