Skandaliczne pominięcie w Telewizji Polskiej i Polskim Radiu informacji o bezprecedensowych protestach amerykańskiej Polonii, które kilka dni temu odbyły się w pięciu wielkich miastach USA,  podkreśla tylko powagę problemu ustawy 447.

   Jako że linia naszego dziennikarskiego portalu koncentrować się ma na sprawach dziennikarskich, nie będę rozwijał tu tematu ustaw 447 (JUST) i 672, podpisanych przez prezydenta Donalda Trumpa i ich konsekwencji dla Polski. Skoncentruję się na wydarzeniu bez precedensu w naszym świecie dziennikarskim – bez precedensu od 1989 roku, więc od 30 lat. To wydarzenie poprzedziło inne, równie precedensowe: 31 marca br. po raz pierwszy od mniej więcej tylu samo lat, Polonia amerykańska wystąpiła ze skoordynowanymi protestami w pięciu wielkich miastach Stanów Zjednoczonych (Nowy Jork, Chicago, Boston, Filadelfia, Los Angeles) przeciwko wspomnianej ustawie 447. Tymczasem ani w TVP, ani w Polskim Radio fakt ten nie doczekał się najmniejszej nawet wzmianki! Po prostu: zadziałała cenzura prewencyjna.  

Spróbujmy więc odtworzyć mechanizm tego „zadziałania”.

Na pracę każdego korespondenta zagranicznego TVP i PR składają się dwa elementy: prace zlecone przez krajowe centrale i prace własne, podejmowane z własnej inicjatywy. Nie ulega wątpliwości, że zleceń obsługi tych protestów ze strony kierownictwa TVP i Polskiego Radia nie było, bo gdyby były – dowiedzielibyśmy się o tych wydarzeniach z dziennikarskich materiałów. Rodzi się więc pytanie: dlaczego kierownictwa TVP i PR nie zleciły swym korespondentom w Ameryce dziennikarskiej obsługi tej bezprecedensowej akcji polonijnej? Konkretyzując pytanie: czy prezesi Jacek Kurski i Andrzej Rogoyski zakazali korespondentom zagranicznym TVP i PR zrelacjonowania i zdokumentowania tych protestów z własnej inicjatywy – czy też uczynili to po „konsultacjach” i  na polecenie premiera Mateusza Morawieckiego? Z kim z kolei konsultował swą decyzję premier?...

   Można też założyć, że nie było żadnego zakazu ze strony central TVP i PR relacjonowania tych protestów i tej bezprecedensowej akcji Polonii amerykańskiej, tylko korespondenci TVP i PR w Ameryce sami uznali, że nie warto tam być i dać dziennikarskiego świadectwa Polakom w kraju… Bardzo ryzykowne to jednak założenie, bo gdyby było prawdziwe – wystawiałoby jak najgorszą opinię tym korespondentom. Korespondenci – czy politrucy, cenzorzy?...Trudno wprost uwierzyć, by jakikolwiek dziennikarz sam z siebie, nieprzymuszony poleceniami z centrali, tak bardzo sprzeniewierzył się swej roli i swej profesji! O wiele bardziej prawdopodobny jest więc wariant pierwszy:  cenzura narzucona przez kierownictwo TVP i PR z politycznych powodów i po politycznej konsultacji z „czynnikiem” jeszcze wyższym.

   Ta analiza wskazuje zatem, że po raz pierwszy od 30 lat to polskie władze odwołała się do cenzury prewencyjnej (i wobec Polonii amerykańskiej, i rodaków w kraju) i to na tle tak istotnej sprawy, jak wspomniane dwie ustawy, z ich  groźnymi, możliwymi konsekwencjami dla kraju.

   Ale - paradoksalnie - to skandaliczne, odgórne ocenzurowanie akurat tych bezprecedensowych protestów amerykańskiej Polonii, tak jaskrawo rzucające się w oczy polskiej opinii publicznej, podkreśla tylko powagę problemu. Tej powagi nie da się ocenzurować, jak i tej wielkiej kompromitacji TVP i PR.

Marian Miszalski

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl