15 sierpnia agencja Reutera, a za nią światowe media podały wiadomość, że policja przeszukała dom sir Cliffa Richarda w hrabstwie Berkshire.  Jeszcze jedna prominentna postać brytyjskiego życia publicznego w sieci oskarżeń o pedofilię? 

   Zaczęło się dwa lata temu, kiedy  gwieździe BBC Jimmy Savile’owi udowodniono setki przypadków molestowania dzieci i nastolatków – w garderobie BBC, w domach dziecka i szpitalach, na które jego fundacja „Jimmy Savile Trust”, zbierała pieniądze. Polował na dziewczynki i chłopców, dzieci i nastolatki, zdrowe i niepełnosprawne. A BBC hołubiła go aż do śmierci w 2011 roku i zamiatała pod dywan wszystkie informacje o jego ekscesach, które krążyły po Korporacji.  Nieprawdopodobne, lecz  prawdziwe: kiedy komisja parlamentarna  wezwała  do Izby Gmin dyrektora generalnego Giganta, George’a Entwistle’a, ten bronił jego honoru: ”BBC zrobiła wiele z tego, co powinna” i „od lat 60. I 70. standardy zachowań w BBC jednak bardzo się zmieniły, na lepsze”.

   Potem poszła cała fala oskarżeń  i procesów karnych. Przez sale sądowe przemaszerowują osoby publiczne z najwyższej półki. Oto jeden z najbardziej lubianych prezenterów telewizyjnych, także pupil BBC, autor ostatniego portretu Elżbiety II, Rolf Harris.  Dziś odbywa karę 5 lat wiezienia za molestowanie nieletnich dziewcząt. Potem świetny publicysta i guru PR Max Clifford, także oskarżony o seksualne ataki na nieletnie dziewczęta. Następnie broadcaster  BBC Stuart Hall, któremu udowodniono wiele zarzutów molestowania i gwałtów na nieletnich dziewczynkach od lat 9 do 16. Już został pozbawiony  Orderu Brytyjskiego Imperium, nadanego przez  królową,  a to jeszcze nie koniec oskarżeń. Pracował dla BBC 50 lat,  prowadził tak popularne programy jak „It’s a Knockout” w telewizji, i stał się popularną postacią BBC Radio 5 Live swoimi ekscentrycznymi sprawozdaniami z meczów futbolowych. Poważne kłopoty ma także aktor komediowy Freddie Starr i paru innych celebrytów z przemysłu rozrywkowego. Operacja Yewtree, przeciw celebrytom – pedofilom, nie ominęła także Westminsteru. Zmarły w 2010 roku poseł Cyril Smith został oskarżony o seksualne wykorzystywanie chłopców w domu dziecka w jego okręgu wyborczym.  I choć materiały dowodowe od blisko 30 lat znajdowały się w rękach policji, nikt  z całej siatki pedofilskiej, do której należał Smith,  nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Ale Cliff Richard, to zupełnie inny przypadek niż tamci seksualni predatorzy. 

    W  ubiegły czwartek policja przeszukała posiadłość gwiazdy w Sunningdale w hrabstwie Berkshire. Podobno w 1985 roku  po koncercie charytatywnym w Sheffield  niespełna 16-letni Billy Graham – granica dozwolonego wieku uprawiania seksu w Wielkiej Brytanii –  był  molestowany przez Richarda. Ale tu pojawia się kilka znaków zapytania. Policja nie poinformowała gwiazdora, który przebywa w swojej posiadłości w Portugalii, o przeszukaniu domu, Richard dowiedział się o tym z mediów. Dalej,  policja południowego Yorkshire nie była uprzejma dodać czy najazd na dom piosenkarza był związany z jego statusem  podejrzanego czy też świadka  w sprawie – co jest jednak wielką różnicą.  Czy postąpiła zgodnie z prawem nie informując o rewizji zainteresowanego przed puszczeniem newsa do prasy – podejrzanego? świadka? -  także nie wiadomo. Zwłaszcza, że gwiazdor nazwał  zarzut „kompletnie fałszywym”, zadeklarował pełną współpracę z policją, co znaczy, że  gdyby  wiedział o planach policji, z pewnością nie robiłby trudności. Skąd więc ten pośpiech policji?

   Sir Cliff Richard, odznaczony OBE, a potem uszlachcony przez Elżbietę II, to creme de la creme światowej rozrywki, piosenkarz, aktor filmowy i filantrop na wielką skalę.  Od 50 lat na czele list  top of the pop, „król singli”, 250 mln płyt sprzedanych na świecie.  A kto nie pamięta jego  wielkich  przebojów jak  „Congratulations”, „The Young Ones”, „Summer Holiday” czy „Mistletoe and Wine”?  Na Wyspach mówi się, że  w muzyce popularnej „przed Cliffem Richardem i Shadowsami nie było w Wielkiej Brytanii niczego wartego posłuchania”. I to jest chyba prawda.  Od lat stopniowo, coraz bardziej  żeglował w stronę wiary, był coraz silniej związany z  ruchami chrześcijańskimi i działalnością charytatywną. W jego autobiografii „Kim jest Cliff?”  wyczytałam, że 12%  zarobków od każdego kontraktu przeznacza na cele filantropijne, a jego muzyka łagodnieje i coraz częściej wstępuje na teren muzyki religijnej. Ale to, co nam się wydaje warte admiracji i podziwu, bardzo przeszkadza brytyjskiemu – zresztą nie tylko – establishmentowi muzyki rozrywkowej. Odkąd pamiętam, Cliff Richard – jako osoba religijna i nie kryjąca się ze swoją wiarą – nie miał w liberalnych mediach i show businessie łatwego życia. 

    Piosenkarz wielokrotnie skarżył się na brak komercyjnego wsparcia stacji radiowych i studiów nagrań. Ze w dokumentach o historii brytyjskiej muzyki rozrywkowej notorycznie pomija się i jego i Shadowsów, a zdarzało się – jak w przypadku pieśni „Modlitwa na Millennium” – stacje odmawiały jej grywania, „bo nie ma potencjału komercyjnego”. Tutejszy Kuba Wojewódzki, Chris Evans, w swoim popularnym programie „ Breakfast Show” wciąż się zarzeka, że nie będzie grał płyt Richarda, bo są „zbyt anachroniczne”, a  kiedy  znany disc jockey Tony Blackburn z kanału „Classic Gold Digital”  je nadawał, dostał od szefa Paula Barkera  zakaz, z argumentacją, że „nie pasują do stylu naszych przebojów”. A gdy  odważny disc jockey  jednak puszczał je w eter, został zawieszony w swoich obowiązkach. Doszło do tego, że Sam Leith z lewicowego przecież Guardiana próbował bronić Cliffa Richarda przed agresją przemysłu rozrywkowego! Napisał wprost, że piosenkarz nie dostaje komercyjnego wsparcia ze stacji radiowych i studiów nagrań, bo jest „bezkompromisowym chrześcijaninem, dobrze się prowadzi i jest czempionem w produkcji szlachetnych win w swojej winnicy w Albufeira, co wywołuje zawiść tych, którzy muszą wino kupować w sklepach”.  I jeszcze jeden charakterystyczny szczegół: BBC  i ITV  nigdy nie zaniedbają  okazji, aby podczas wywiadu nie zapytać go o czy uprawia seks, albo czy to prawda, że jest gejem?  Na które Richard zawsze odpowiada taktownie i z humorem, wyślizgując się z  sieci  inwazyjnych pytań.  Ciekawe, że tutejsze liberalne media  ostro promują gejów,  natomiast blokują  karierę Richarda.  Prawda jest taka, że  ten lans dotyczy jedynie liberalnych, hałaśliwych, klnących na wizji jak szewcy i sprzedających swoje intymne życie  celebrytów, przedstawicieli „fuck culture”. A Richard  jest konserwatystą, osobą wierzącą i nie biega po stacjach TV z  najnowszymi plotkami o swoich boyfriendach – jeśli oczywiście jest gejem.  Bronią go Sting,  Cilla Black i autor  tekstów do musicali  Andrew Lloyda  Webbera, Tim Rice, który ostatnio okazał się sponsorem partii UKIP, ale nie jest ich wielu.  

    Wszystko, co zdobył, zawdzięcza sobie samemu. Ukoronowaniem jego kariery może być niedawny  występ  z Shadowsami w londyńskim Palladium, kultowym miejscu brytyjskiej rozrywki, tytuł szlachecki  A Knight Bachelor,  cykl koncertów w Royal Albert Hall, który gości jedynie maga - gwiazdy oraz obecność na koncercie przed Pałacem Buckingham z okazji Diamentowego Jubileuszu Elżbiety II. Niósł także olimpijski znicz od Derby do Birmingham, część sztafety przed Letnią Olimpiada w Londynie 2012. I jeśli policja metropolitalna ma rację, biorę na siebie moje rozczarowanie.  Ale jeśli jest to tylko jeszcze jedna kampania nienawiści lewaków, która ma zniszczyć następną karierę konserwatysty, należy przyzwoitego człowieka bronić.  Konstytucyjna zasada domniemania niewinności - niewinny do wyroku.
                                                                                                        Londyn, 18 sierpnia 2014 
    
    
    
     
    

   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl