Za miesiąc – historyczne referendum w sprawie  ekstrakcji Szkocji z organizmu Wielkiej Brytanii.  Od pół roku w mediach trwają gorące  spory, w których udział biorą zwolennicy odzyskania po wiekach „kolonizacji” niepodległej Szkocji, oraz  ich  przeciwników.  Przypomnijmy, że obecny stan trwa od 1707 roku czyli od 307 lat. W ubiegły wtorek na kanale Scottish TV odbyła się wielka debata dwóch polityków: lidera Szkockiej Partii Narodowej Aleksa Salmonda i prezesa krajowej kampanii  anty-secesyjnej  „Lepiej Razem”, byłego ministra finansów Alistaira Darlinga. Debatę  na żywo oglądało 1.7 mln widzów, ogólna opinia była taka, że Darling po prostu zmiażdżył Salmonda, najczęściej powtarzane komentarze na temat pierwszego to „silny” i „dobrze poinformowany”, a drugiego – „słaby”, „niedoinformowany” i … „nieuczciwy”. 
 

 Najwięcej wpadek zaliczył  Alex  Salmond, udzielając mętnych odpowiedzi na ważny w końcu temat – co z walutą niepodległej Szkocji? Bo minister skarbu George Osborne od dawno ostrzega, że Szkoci nie mają  żadnych praw do brytyjskiego funta szterlinga.” To nie jest kolekcja CD – powtarza -  która może być podzielona jak się chce”. I  już dostał  wsparcie zarówno  laburzystów  i koalicjanta liberalnych  demokratów, którzy mówią chórem : ”Kiedy Szkocja wymaszeruje z Wielkiej Brytanii, wymaszeruje także ze strefy brytyjskiego funta”.   

    W ankiecie  dwa dni póżniej, zleconej przez The Scotish Daily Mail  ośrodkowi do badań opinii publicznej Survation, na 1000 pytanych Szkotów 2/3 stwierdziło, że First Minister  /tylko premier Wielkiej Brytanii ma prawo do tytułu Prime Minister, premier/ ,  zamiast trzymać się zupełnie nierealistycznego pomysłu utrzymania funta, powinien przedstawić Szkotom jakiś „plan B”. I  Alex Salmond  już obiecał publicznie, że do 18 września taki  „plan B”  przedstawi. Ma więc tylko 36 dni, aby ożywić swoją kampanię na „yes” i  wesprzeć ją nowymi, mocniejszymi  argumentami.  Cztery miliony  ludzi, uprawnionych do głosowania referendum czeka.  

Ale czarno to widzę.  Bo  w tej samej ankiecie przeprowadzonej przez ośrodek Survation  zadano  Szkotom całą serię  pytań:

 

  1.  na pytanie kto wygrał debatę w STV, 53%  odpowiedziało Alistair Darling, 28%  Alex Salmond  a 19% nie wiem.
  2.  czy debata zmieniła sposób, w jaki będziesz głosował 18 września, 65% odpowiedziało – żadnej zmiany, 13% - bardziej prawdopodobne, że będę głosować na tak, i 22% - bardziej prawdopodobne, że zagłosuje na nie,
  3.  na pytanie czy Szkocja powinna stać się krajem niepodległym –  50% respondentów, Szkotów,  odpowiedziało nie, 37% tak, a  13% niezdecydowanych. 

    Zwłaszcza odpowiedź na trzecie pytanie jest bardzo wymowna. Po raz pierwszy odkąd  ośrodek badań  Survation zaczął  o to pytać, padło 50% odpowiedzi na „nie”.  O cztery punkty procentowe więcej niż  w badaniu   sprzed debaty telewizyjnej.  A te 37% na „tak”  znaczy spadek od ubiegłego tygodnia o trzy punkty procentowe. W dodatku  już słychać, że „pierwszy minister” Szkocji Alex Salmond ma kłopoty partyjne, zagrożone jest jego przywództwo. Po  debacie telewizyjnej w Szkockiej Partii Narodowej odezwały się głosy, że w kolejnym starciu,  które ma się odbyć w BBC jeszcze w tym miesiącu, powinna wziąć udział jego zastępczyni, Nicola Sturgeon.

Zresztą – jak twierdzą rebelianci – winna go wymienić  nie tylko w studiu BBC.  

    Lecz przyszła waluta niepodległej Szkocji, to tylko jeden z kilku „bólów głowy”  lidera Szkockiej Partii Niepodległości. Drugi, to  platformy wiertnicze na Morzu Północnym. Już w lutym tego roku w centrum przemysłu naftowego i gazowego, Aberdeen, premier Cameron ostrzegł Salmonda, że jeśli Szkocja zagłosuje za niepodległością, może  w ciągu następnych 20 lat  utracić – jak się wyraził  -„ jackpot 200 mld funtów z  Morza Północnego”. Chodzi o to, że tylko budżet centralny, jak  dziś, jest dość zasobny, aby kontynuować wydobycie ropy i gazu,  co znaczy przecież wiercić  coraz głębiej, oraz wspomagać  dalsze inwestycje. „Przez wiele lat – mówił premier w Aberdeen – Wielka Brytania  wspierała wydobycie ropy i gazu na Morzu Północnym, i  można to kontynuować, ale tylko wspólnymi siłami. Wtedy mogę obiecać, że będziemy wciąż wspomagać  inwestycje, kreować nowe miejsca pracy i utrzymywać się na wysokim miejscu  w świecie w tym bardzo konkurencyjnym przemyśle ”.  Dalej  Cameron rzucił pojednawczo, że bez Szkocji Wielka Brytania byłaby „zubożona pod każdym względem”.  Bo jego wystąpienie, to część akcji „love – bombing”, bombardowania miłością i przywiązaniem, w która włączyła się  Downing Street.  Echo akcji  z 1995 roku  „Zjednoczona Kanada”, która urabiała wyborców przekazami  pozytywnymi, aby  nie głosowali za separacją Quebeku, i wygrała te wybory. 

    Tak więc politycy – straszą i  dowartościowują na przemian wyborców wedle starej zasady „bat i marchewka”. Nic innego dotąd, nawet w demokracjach,  nie wymyślono. Tyle, że jeśli padną jakieś obietnice, wyborcy przyczepią się do nich jak rzep do psiego ogona, i będą za ich realizację polityków rozliczać. Tak więc prezes  akcji „Lepiej Razem” Alistair Darling ostrzega: „Im bliżej dnia wyborów, tym więcej ludzi zmienia swoje preferencje, aby powiedzieć >nie, dziękuję<  to dla mnie zbyt duże ryzyko”. I werbuje do swojej akcji celebrytów, m.in.  Davida Bowie,  managera Manchester United i  Susan Boyle. Z kolei były  labourzystowski premier, Szkot Gordon Brown grozi: ”głosuj na tak, a stracisz państwową emeryturę”. A  Cameron w Parku Olimpijskim próbuje grać na nucie patriotyzmu, wskazując na wspólne zwycięstwa na Olimpiadzie 2012.  Ostatnio  komentator Daily Maila Tom Utley zażartował: ”Jeśli Anglicy i Szkoci nie dadzą sobie buzi, niedługo może się okazać, że ożeniłem się z cudzoziemką!” To żart.  Jednak z badań opinii wynika, że w grupie wiekowej od 16  do 24 lat  aż 60%  wyborców będzie głosować na „nie”, więc separatystom nie jest raczej do śmiechu.
 

                                                                        Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn 12 sierpnia 2014
        
   
    

   

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl