M A J   N A   F O K S A L

   Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich oraz Klub Ronina

zapraszają na otwarte spotkanie Klubu

13 maja, godz. 19:00, Dom Dziennikarza, ul. Foksal 3/5

19.00 – Przegląd Tygodnia z Rafałem Ziemkiewiczem

20.00 – Dyskusja panelowa "POLSKI KONSERWATYZM  W  POSZUKIWANIU  NOWEJ TOŻSAMOŚCI", w której wezmą udział: Elżbieta Królikowska-Avis, od 1990 roku korespondentka polskich mediów w Wielkiej Brytanii, dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas, wykładowca Uczelni VISTULA, publicysta tygodnika 
SIECI oraz prof. Krzysztof Szczerski, poseł na Sejm PR z ramienia Prawa i Sprawiedliwości.

PROGRAM:

1. Brytyjski konserwatyzm, od Edmunda Burke'a, poprzez thatcheryzm do "nowoczesnego współczującego konserwatyzmu Davida Camerona  /Elżbieta Królikowska-Avis/.

2. Amerykański model konserwatyzmu /Grzegorz Kostrzewa - Zorbas/.

3. Polski konserwatyzm w poszukiwaniu nowej tożsamości /Krzysztof Szczerski/.

4. Otwarta dyskusja.

W załączeniu dwa artykuły Elżbiety Królikowskiej-Avis: "Ostatnia taka premier" i "Nowoczesny współczujący konserwatyzm".

WSTĘP WOLNY

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

OSTATNIA  TAKA  PREMIER...    Korespondencja z Londynu

   Od “Modlitwy dnia” na BBC Radio 4, gdzie pastor pobłogosławił Margaret Thatcher i wszystkich liderów politycznych, których pracę wciąż motywują wartości chrześcijańskie do street parties na ulicach czynszówek Glasgow, Swansea i Birmingham, gdzie mieszkają „resztówki”  pracowników sektora wydobywczego i stoczniowego, zdeklasowane, od dwóch pokoleń na garnuszku państwa. I od okładki konserwatywnego Daily Maila „Kobieta, która uratowała Wielką Brytanię”, do lewicowego Daily Mirror „Kobieta, która podzieliła naród”. „Zelazna dama”, nawet po swojej śmierci,  wciąż dzieli Brytyjczyków. Na Wyspach ciągle  trwa  spór  na temat jej testamentu politycznego: uratowała czy zniszczyła kraj? Zenergetyzowała i zmodernizowała czy zrujnowała gospodarkę? Zapewniła obywatelom dobrobyt czy odebrała szansę na godziwe życie? Wszystkie te wątpliwości wybuchły z nową siłą  po ogłoszeniu newsa o odejściu pani premier. Jedni, jak David Cameron czy John Major twierdzą, że „była jednym z najznakomitszych polityków, rangi Clementa Attlee czy Winstona Churchilla, z wizją przemian oraz siłą, aby te zmiany przeprowadzać. Inni jak były górnik z Yorkshire Graham Whitehurst czy lider związkowy John Stones upierają się, że zniszczyła gospodarkę i pozbawiła setki tysięcy ludzi środków do życia.  Spór biegnie dokładnie po linii politycznego podziału konserwatyści – labourzyści i liberalni demokraci, co nie zapowiada rychłego końca.

    Premier Cameron na wieść o śmierci Margaret Thatcher przerwał europejską turę i  już z Downing Street wygłosił płomienne przemówienie, wolne od zwyklej powściągliwości, gdy nawiązywał do  thatcheryzmu. Przypomniał, że „Wielka Brytania straciła wielkiego przywódcę, wielkiego premiera i wielką Brytyjkę”. Akcentował  jej  patriotyzm, odwagę i determinację w realizacji reform. „Margaret Thatcher – mówił – nie tylko rządziła naszym krajem, ona uratowała nasz kraj” przed ciągłym pogarszaniem się stanu gospodarki, ubożeniem obywateli, wysoką inflacją, bezrobociem, osuwaniem się kraju w strajkowy chaos. „Będzie pamiętana – powiedział z kolei lord Tebbit, thatcherysta starej daty,  wspierający politykę silnej ręki pani premier – z wielu zwycięskich walk, jakie stoczyła. M.in. z bardzo wpływowymi liderami związkowymi, którzy w przerwach strajkowych wpadali do którejś z restauracji Westminsteru na tani lunch i aby pouczyć posłów, co mają robić ”.  Który to argument „Czerwony Ken” Livingstone, były mer Londynu szybko odparował: „Zniszczyła związki zawodowe i ducha wspólnot pracowniczych oraz, wysyłając na zasiłek,   pozbawiła godności  wiele tysięcy ludzi”.

     Kontrowersje dotyczą przede wszystkim sektora gospodarki. Wszystkie reformy Margaret Thatcher zmierzały do przeniesienia akcentu z formuły państwa, zawiadywanego przez rząd do  państwo kierowanego przez wolny rynek.  I ekstensywnie prywatyzowała rynek – British Telecom, koleje państwowe, British Gas – aby zdynamizować gospodarkę i uczynić ją bardziej konkurencyjną. Faktem jest, że dokonując modernizacji gospodarki i przechodząc na nowocześniejsze żródła energii, zamknęła ponad sto kopalni, czego nie mogą jej do dziś wybaczyć labourzyści i lib-demokraci. Jednak nie jest prawdą, że pozostawiła zwolnionych pracowników samym sobie. Lewicowe media chętnie  przypominają o „wyrzuceniu na bruk 300 tys. górników”, ale nabierają wody w usta, gdy trzeba dodać, że pracownicy sektora wydobywczego i stoczniowego prócz odpraw, otrzymali możliwość przebranżowienia, szkoleń zawodowych, finansowanych przez państwo. Duża część  skorzystała, a reszta dziś  świętuje na ulicznych „Thatcher Death Parties”.   Ponadto, premier likwidowała  wprawdzie jedne miejsca pracy, ale zapewniała nowe. Np. w połowie lat 80. zmodernizowała City,   i to właśnie wtedy Londyn stał się  jedną z niekwestionowanych światowych stolic bankowości i finansów.  Chodziło jednak o coś więcej: tysiące młodych ludzi z całego kraju znalazło  tam zatrudnienie, a tym samym został złamany  monopol absolwentów elitarnych szkół prywatnych w  instytucjach związanych z finansami. Prócz modernizacji, dokonał się więc rodzaj demokratyzacji City.  W tym samym czasie szerzej  otworzyła drzwi kapitałowi spoza Europy, np. na Wyspach zbudowano wtedy kilkanaście wielkich japońskich zakładów samochodowych, zapewniających pracę dziesiątkom tysięcy Brytyjczyków. Prywatyzacja i modernizacja gospodarki wcale nie znaczyły, jak twierdzi lewica, pogorszenie się statusu ekonomicznego większości obywateli. Przeciwnie, te reformy generalnie polepszyły sytuację  finansową mieszkańców Wysp.

     Nie jest też prawdą, że Thatcher „służyła tylko bogatym i uprzywilejowanym”. Są twarde dowody na to, że  nie była obojętna na wymiar społeczny i socjalny wprowadzanych ustaw.  Córka właściciela corner shop, sklepiku na rogu, dobrze wiedziała ile ją kosztowała  długa droga z małego północnego miasteczka Grantham do Oksfordu, potem Londynu i najwyższych urzędów państwowych. I w istocie może być ikoną  wszystkich tych,  którzy próbują w uczciwy sposób, korzystając ze swoich zdolności i wytrwałej pracy dostać się na sam  szczyt.  Przecież jej dwie słynne reformy – z których, i słusznie, była  dumna – pozwoliły milionom ludzi na awans społeczny i finansowy. Pierwsza z nich zezwalająca na wykupywanie po znacznie niższej cenie od rynkowej / 1/3/ domów i mieszkań należących do miasta, a co za tym idzie, awansować z pozycji lokatora do właściciela nieruchomości. I ustawa druga,  zapewniająca pracownikom mniejszych przedsiębiorstw możliwość zakupu udziałów w firmie, która pozwoliła milionom drobnych ciułaczy zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe. Ta wyprzedaż  udziałów  cieszyła się tak wielkim powodzeniem, że rząd ostatecznie pozbył się większości  udziałów w angielskich przedsiębiorstwach znacjonalizowanych zaraz po wojnie. Była to prywatyzacja  na ogromną skalę, bo jeśli w latach 70. notowano jedynie 2 mln udziałowców, w 10 lat póżniej było ich już 20 mln!  Jak twierdzi wielu komentatorów politycznych, choć głównie konserwatywnych jak Simon Heffer,  Margaret Thatcher przywróciła, a nie odebrała dobrobyt Brytyjczykom, i to właśnie tym mniej uprzywilejowanych, w dużej części  mieszkańcom czynszówek. Reformy premier Thatcher nie dokonały się kosztem  tzw. zwykłych ludzi, o których zwykle upomina się lewica, wręcz przeciwnie. Nie bez powodu jeden z artykułów wtorkowego Daily Maila nosił tytuł: ”Broniła interesów zwykłych Brytyjczyków – i właśnie dlatego lewica tak jej nienawidzi”. Chodziło przecież o ten sam segment wyborczy.

    Jedna z także niewątpliwych zasług premier Thatcher było także wyhamowanie powojennego triumfalnego pochodu lewicy, czym zyskała sobie tak dozgonną wdzięczność brytyjskich konserwatystów, jak nienawiść socjalistów. Jak to dowcipnie skomentował były minister kultury konserwatysta David Meller: ”She un – sexed socialist ideas In Britain”, spowodowała spadek popularności idei socjalistycznych na Wyspach. A trzeba dodać, że nie było to  łatwe.  Zaraz po wojnie rząd  Clementa Attlee  zreformował kraj w duchu socjalistycznym,  to właśnie wtedy powstały bazowe ustawy welfare state,  m.in. państwowa służba zdrowia NHS, znacjonalizowano gospodarkę, a BBC nabrała liberalnego szlifu. I premierowi Edwardowi Heathowi niełatwo było znaleźć argumenty przeciw tym jakby nie było społecznym osiągnięciom, nie potrafił się też uporać z rosnącymi w siłę liderami związków zawodowych, którzy zaczęli dyktować państwu swoje warunki. I dopiero Margaret Thatcher  złamała kręgosłup „czerwonym baronom”. To dlatego od poniedziałku - choć sam przywódca labourzystowskiej opozycji Ed Miliband zachował wiele powściągliwości -  BBC jątrzy,  poszukuje swoich rozmówców głównie w  osadach post-górniczych w północnej Anglii czy skupiskach kolorowego lumpenproletariatu, beneficjentów opieki socjalnej w Brixton, dopytuje rozmówców o etymologię określenia „that nasty party”, ”ta wstrętna partia”, sięga  po lewicowych reżyserów jak Stephen Friers, autora kultowego filmu anty –thatcherowskiego z lat 80. ”Moja mała pralnia” i do liberałów z show businessu jak Emma Thompson czy Stephen Fry.

    Margaret Thatcher nie tylko powstrzymała na 18 lat marsz lewicy w kraju, ale, będąc nie tylko wiernym, lecz  inspirującym sojusznikiem Ronalda Reagana, przyczyniła się do upadku „Imperium zła”, Związku Sowieckiego. Warto przypomnieć, że to ona zezwoliła na rozmieszczenie na terytorium Wielkiej Brytanii amerykańskich rakiet atomowych typu Cruise.  Związana z tym afera, przeciek z MSZ do Guardiana newsa o ich sprowadzeniu, spowodowała skandal, w wyniku którego została aresztowana urzędniczka ministerstwa, która  tę informację Guardianowi przekazała. Także nie bez powodu Michaił Gorbaczow nazwał Margaret Thatcher  „that remarkable bridge builder”,  a dziś Barack Obama, jakby nie było demokrata, stwierdził, że „świat stracił wielkiego championa wolności”. I zapewne rację ma  były prominentny polityk Partii Konserwatywnej Jonathan Aitken, twierdząc: ”Jej rola w polityce światowej lat 80.  wydaje się wciąż niedoceniana. Po II wojnie nie było nas na mapie świata, ona przywróciła nam to miejsce – w Waszyngtonie, w Moskwie i w Brukseli”. W istocie do dziś wyspiarze zawdzięczają jej  rabat składki unijnej, jaki w Fointeinebleau, akcentując swoje słowa uderzeniami torby w stół, wywalczyła dla brytyjskich podatników. Także liberałów. A  David Cameron, zagrzewany do czynu przez partyjnych kolegów z  front i back benchers, zaczął się  upominać o reformę Unii Europejskiej w duchu koncepcji pani Thatcher,  przeciw federalizacji i centralizacji władzy Brukseli.  Choć ujawnione w ostatnich tygodniach prywatne listy pani premier do kolegów partyjnych, świadczą o wielu  wątpliwościach i wahaniach, zdecydowała się na obronę oddalonych o 12 tys. kilometrów Falklandów, rozbiła w perzynę wojska argentyńskiej junty wojskowej, a ostatnie referendum, przeprowadzone na wyspach potwierdziło słuszność tamtej decyzji. John Major, bezpośredni następca premier Thatcher wciąż podkreśla: „Była niezwykłym liderem i zmieniła percepcję Wielkiej Brytanii  siebie samej”.  Nawet były lider partii Liberalnych-Demokratów Paddy Ashdown, powiedział: ”Przebudowała kraj i przywróciła mu dumę narodową”.

     Ogólnie wiadomo, że Margaret Thatcher odeszła z Downing Street na skutek wojny gabinetowej, wynikającej nie tylko z różnicy poglądów, ale i metod współpracy  pani premier z jej  kolegami ministrami. Najpierw do dymisji podał się minister resortu spraw zagranicznych Goeffrey Howe, następnie finansów Nigel Lawson, poczym Michael Heseltine  zakwestionował przywództwo premier, i choć przegrał balot wewnętrzny, zdarzenie to pociągnęło za sobą całą serię wypadków, które zakończyły sie odejściem Thatcher z Downing Street.  Lecz nawet oni  przyznają jak Lawson: ”W latach 70. Wielka Brytania była w stanie ekonomicznego rozkładu. Ona to wszystko zmieniła wprowadzając swoje reformy podatkowe i poprzez styl i skuteczność uprawiania polityki zagranicznej”. Albo Norman Lamont: ”Nazwisko Margaret Thatcher będzie dla nas zawsze synonimem słowa >odwaga<.  Wyraz >niemożliwe< nie istniał w jej słowniku. Długo nie będzie takiej drugiej”. I komentarz dzisiejszego ministra bez teki w rządzie Camerona, Kennetha Clarke’a: „Uprawiała politykę przekonań. Miała silne przekonanie o tym, co ma robić, oparte na przekonaniu, co powinna była robić”. Wielu brytyjskich komentatorów przyznaje, że była ostatnim premierem Wielkiej Brytanii,  dla którego wartości chrześcijańskie, protestanckie, uczciwość, oszczędność, ciężka praca plus zasady wolnego rynku, przedsiębiorczość, konkurencyjność, innowacyjność stanowiły podstawy rządzenia krajem. Póżniejszy premier John Major, inni liderzy jak  Michael Howard, Iain Duncan Smith czy William Hague, a  dziś David Cameron poszukiwali już innej formuły konserwatyzmu. Z jednej strony powiązanej jakoś z konserwatywnym dziedzictwem przeszłości, ale z drugiej, i jest to tendencja bardzo wyrazista, odpowiadającej na przemiany zewnętrzne, społeczne i obyczajowe, które dokonały się w ostatnim 40-leciu. Margaret Thatcher kształtowała swój elektorat, „nowoczesny współczujący konserwatyzm” w dużej mierze raczej odpowiada na jego oczekiwania.   Elżbieta Królikowska-Avis. Londyn 10 kwietnia 2013.

 

 

 

 

 

 

 „NOWOCZESNY  WSPOLCZUJACY  KONSERWATYZM”  Korespondencja z Wielkiej Brytanii

  Już dziś widać jasno, że brytyjski konserwatyzm od końca lat 70. do chwili obecnej, czyli od thatcheryzmu do cameronizmu, przebył daleką drogę. Obie formuły programowe dzieli nie tylko 30 lat, lecz i wielość i ciężar gatunkowy społeczno-obyczajowych przemian, jakie dokonały się w tym okresie w Wielkiej Brytanii. I które zmieniły ją w kierunku, jaki sobie wymarzył … Tony Blair, realizując swój projekt Trzeciej Drogi, który przeformatował  kraj z „Post-Imperial Britain” w „Cool Britannia”. Nie wydaje się, żeby Brytania była „cool”, jednak z pewnością przestała być krajem „post-imperialnym”, jaki w 1979 roku zastała premier Thatcher.

  Pośród wielu przyczyn tych zmian, dwa wydają się najważniejsze: „rozmiękczanie” struktur społecznych i obyczajowych przez liberałów oraz wzajemny  transfer haseł programowych przez partie lewicowo-liberalne i konserwatywna - który zresztą wciąż trwa. Lawina przemian społeczno-obyczajowych , która dokonała się za sprawą Flower Power Generation, spowodowała przesunięcie w lewo myślenia o państwie, społeczeństwie, rodzinie, religii. To właśnie wtedy rozpoczęło się rozbijanie struktur i kompromitowanie autorytetów, państwa, szkoły i rodziny, usuwanie religii, zwłaszcza chrześcijańskich denominacji z przestrzeni publicznej oraz zmiana myślenia kategoriami narodowymi na rzecz globalnych. Działalność organizacji pozarządowych, zajmujących się ochroną praw człowieka, zwierząt, środowiska naturalnego, mniejszości etnicznych i seksualnych, tak mocno przeorała świadomość społeczną, że mowy nie ma np. o powrocie do gospodarki kapitalistycznej, nie moderowanej przez działania osłonowe państwa. Innym ważnym akceleratorem przemian było zacieranie się historycznych podziałów między prawicą i lewicą. Pierwszym brytyjskim liderem, który formując swój pakiet programowy sięgnął do programu  konkurenta, był Tony Blair. W pogoni za nowym elektoratem, klasą średnią, połączył ogień z wodą, reguły wolnego rynku z zasadami państwa opiekuńczego i sformułował  rodzaj Trzeciej Drogi, zwanej blairyzmem, a przez lewicowego publicystę Neila Ashersona „thatcheryzmem z ludzką twarzą”. Jeszcze przed wyborami parlamentarnymi w 2010 roku David Cameron zrozumiał, że jeśli torysi chcą, po 13 latach w opozycji, przejąć władzę, muszą zaproponować program, który będzie w bliższym kontakcie z nową post-labourzystowską  rzeczywistością społeczną.

    W 2005 roku, po kilkunastu latach klarowania, pojawiła się nowa formuła partii konserwatywnej, modern compassionate conservatism. Po rezygnacji premier Thatcher stało się jasne, że koncepcja rządzenia krajem „żelazną ręką” w oparciu o protestancki etos pracy, oszczędzania i mozolnego dorabiania się, nie przemawia już do społeczeństwa zdemoralizowanego szczodrością państwa opiekuńczego, promowanego przez Harolda Wilsona i Jamesa Callaghana. Ważnym przyczynkiem niskich notowań był także fatalny wizerunek medialny Partii Konserwatywnej, skutek dorabiania jej przez liberalne media „gęby” partii autorytarnej, anachronicznej, a zdarzało się, ze faszystowskiej. Pojawiło się przekonanie, że uratować ją  może jedynie lider nie kojarzony z Thatcher, bardziej elastyczny i skłonny do dialogu z nowa rzeczywistością społeczną. Eksperymenty trwały kilka lat: John Major, Iain Duncan Smith, Michael Howard, William Hague, jednak wszyscy oni byli zbyt mocno powiązani z „ tą wstrętną partią” / „the nasty party”/. W 2005 roku  przywódcą Conservative Party został młody, zaledwie 39-letni wtedy David Cameron, który wraz z ideologami i „spinkami” przystąpił do modernizacji programu oraz łagodzenia wizerunku partii. Jedną ręką sięgnął do tradycyjnego thatcheryzmu, a drugą do rozwiązań programowych „państwa opiekuńczego” od zawsze kojarzonego z socjalistami, łagodząc jedynie przerosty i jawne szaleństwa.

   W manifeście wyborczym w maju 2010 roku przedstawił już pełny program: wizję przyszłej Wielkiej Brytanii, pakiet wartości, projekty akcji, rozpisanych nawet na działania resortowe. „Big Society” /”Wielkie Społeczeństwo”/, to interesujący projekt społeczny, którego zamierzeniem jest wyzwolenie w sytuacji  kryzysu energii obywatelskiej. Zapowiedź odwrotu od labourzystowskiego drogiego, labilnego „Big Great Omnipotent State” / „Wielkiego, wszechmocnego państwa”/, i powrotu do zbiorowisk jednostek pracowitych i przedsiębiorczych, zmotywowanych własnym sukcesem – i tu wątek nowy – jednak wpisanych w społeczny kontekst. Wydaje się, że „Big Society”, to w istocie nowa, mniej kaznodziejska wersja thatcherowskiego motta: ”nie pytaj, co kraj może dać tobie, lecz o to, co ty możesz dać krajowi”.  Thatcheryzmem pobrzmiewa także ta część adresu Camerona, gdzie jest mowa o zobowiązaniach obywatela wobec państwa. Relację tę znakomicie ilustrują słowa – klucze „fairness” / sprawiedliwość/ i „to deserve” / zasłużyć/. A więc, owszem, sprawiedliwość społeczna, na która jednak wszyscy musimy zapracować. Wyspecyfikował także  po jakie elementy etosu wartości konserwatywnych będzie sięgał, i jak to się będzie przekładało na zmiany legislacyjne w parlamencie. Wspominał o przywracaniu autorytetu rodzinie i zmianach w systemie podatkowym, który dziś promuje związki niezalegalizowane, zwłaszcza partnerów nie mieszkających pod jednym dachem. O ratowaniu prestiżu szkoły oraz nauczycieli, „którym chciałby dać więcej narzędzi do realizowania ich misji wychowawczej”. O przywracaniu szacunku wymiarowi sprawiedliwości, który poddany ciśnieniu politycznej poprawności stracił wiarygodność i szacunek obywateli. Zapowiedział wersyfikację liczby beneficjentów opieki społecznej, która się już odbyła. A także „cap”,  zmniejszenie rocznych limitów przyjmowanych emigrantów, z 250 tys. do kilkudziesięciu tysięcy rocznie. Złożył też solenne zapewnienie, że nie obniży budżetu ministerstwa obrony i „nie podejmie najmniejszego ryzyka, związanego z bezpieczeństwem narodowym”. A w kwestii polityki unijnej, zapowiedział asertywność i obronę „brytyjskiego stylu życia”, co w praktyce znaczy historii, tradycji, zwyczajów, prawodawstwa, etc.

    Lecz jako szef „partii po przejściach” działał bardzo ostrożnie. Przez półtora roku słyszeliśmy  jedynie deklaracje.  Dopiero English Riots, chuligańskie zamieszki na ulicach angielskich miast, które wskazały „chore rejony społeczeństwa” i pojawienie się „pokolenia daj, daj, daj”  które zagroziło porządkowi publicznemu, przyniosły Cameronowi silniejsze wsparcie społeczne dla zapowiedzianych reform. Podczas zajść zareagował energicznie, powołując się na pryncypia i oskarżając społeczeństwo liberalne: ”To  upadek moralności wyprowadził młodych ludzi na ulicę. Młodzi przestali odróżniać dobro od zła, bo nikt ich tego nie nauczył”. Po raz pierwszy od lat w debacie publicznej i medialnej nie uciekało się od szerszych diagnoz społecznych, zakwestionowano nawet same zasady państwa opiekuńczego. Policja już została wyposażona w dodatkowe uprawnienia, minister pracy Iain Duncan Smith nakazał sporządzenie projektu ustawy, która pozbawiałaby ulicznych bandytów zasiłków, a nawet komunalnego mieszkania, sądy magistrackie wciąż pracują pełna parą / 3 tys. zatrzymanych/, padają surowsze wyroki, a sami sędziowie nie boją się już odwoływać do zasad moralności, poczucia wstydu, obowiązków obywatela wobec społeczeństwa. Zmienił się styl debaty publicznej, konserwatyści rzadziej stawiani są do kąta, a w programie „Daily Politics” BBC2 Andrew Neill już nie tak często przerywa im wypowiedź w pół zdania. Po sierpniowych zajściach Cameronowi łatwiej jest realizować obietnice reform, złożone dwa lata temu, aby „zreperować zniszczone przez  Labour Party państwo”. Utwardzenie kursu widać nie tylko w polityce wewnętrznej, lecz i zagranicznej, że przypomnę niedawne odważne veto Camerona w Brukseli w związku z unijną propozycją paktu fiskalnego, czy wizytę premiera w Europejskim Trybunale Praw Człowieka, któremu publicznie zarzucił „podważanie autorytetu sądów narodowych” i wezwał do „głębokich reform”.  W pierwszym przypadku chodziło o interes gospodarczy Wielkiej Brytanii, w drugim – o British way of life. Obserwowałam histerię unijnych biurokratów w Brukseli czy Strasburgu, a zaraz potem triumfalny powrót Camerona do kraju i euforię połowy narodu, dużej części Conservative Party i konserwatywnych mediów. Być może tak właśnie witano premier Thatcher po jej powrocie z Fontainebleau?

    Nie rozwiązany został pakiet zagadnień, które w Westminsterze głosowane są w trybie free voting, zgodne z zaleceniami sumienia. Aborcja, eutanazja, embriologia, eugenika, prawa mniejszości seksualnych. Cameron operuje tu wprawdzie  okrągłymi frazesami o „wartościach, na których opiera się siła konserwatystów”, ale kiedy przychodzi do glosowania, różnie to bywa. Ostatnio sam głosował w Izbie Gmin za wprowadzeniem związków partnerskich dla gejów. Podobnie jak w innych europejskich krajach, także w Polsce, wciąż toczy się na ten temat publiczna debata. Być może właśnie ten segment programowy zadecyduje o tym, jak ostatecznie ukształtuje się brytyjski „nowoczesny współczujący konserwatyzm.  

 Elżbieta Królikowska-Avis

 

   

      

    

    

    

    

     

   

     

 

 

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl