O Polsce w 8 punktach
W większości prasy zachodniej obraz dzisiejszej Polski jest mocno wypaczony. Wybory roku 2015, najpierw prezydenta Andrzeja Dudy, a potem parlamentu, z wygraną partii Prawo i Sprawiedliwość, mocno zaskoczyły nie tylko establishment warszawski, ale też kierownictwo Unii Europejskiej, której dotychczasowi władcy w Warszawie byli podporządkowani. Pod wpływem zdetronizowanych przywódców polskich i Bruksela, i większość mediów na Zachodzie zaczęły bić na alarm i zarzucać nowym władzom wszystkie możliwe grzechy. Zaczęły padać epitety: antyeuropejscy, ultrakonserwatywni, a nawet faszyści! Wkrótce stało się modne krytykowanie rządów PiS. Media zachodnie, które niewiele wiedzą o Polsce, zaczęły powtarzać niesprawdzone zarzuty. Kombinacja złej woli, fake news i ignorancja zatriumfowały. A jak jest naprawdę? Spróbujemy to pokazać, omawiając osiem zasadniczych kwestii.
1/ Czy rząd polski jest antyeuropejski?
Niewątpliwie pan Jarosław Kaczyński, lider partii rządzącej PiS, i premier Beata Szydło nie wielbią polityki obecnych bonzów brukselskich. Pytanie jednak, czy to oznacza, że są przeciwnikami Europy? Zapewne ojcowie Europy: Schuman, Adenauer, de Gasperi i Monnet przewracają się w grobach, widząc, w jakim kierunku zmierza obecna Unia. Oni promowali Europę ojczyzn, Europę wartości, Europę chrześcijańską, a nie dzisiejszą Europę niedemokratyczną, zbiurokratyzowaną, dążącą do podporządkowania sobie narodów i na pewno nie Europę neoliberalną i antyspołeczną! Nie ma wątpliwości, patrząc na to, co się dzieje w Brukseli, że ojcowie Europy dziś byliby eurosceptykami!
Nawet François Hollande na 5 tygodni przed wygranymi wyborami prezydenckimi w 2012 roku, kiedy był jeszcze mądry, wygłosił w wielkim przemówieniu: „Europa słabła w miarę oddalania się od narodów, gdy przestawała odpowiadać ich oczekiwaniom, gdy zaczęła być postrzegana jako organizm bezwładny wobec sił rynku, wręcz opętany chęcią deregulacji, niezdolny opierać się przed globalizacją liberalną. Takiej Europy już nie chcę. Taką Europę pragnę przeorientować”. Prawie nikt dziś takiej Europy nie chce. Mogę powtórzyć to, co powiedziałem podczas konferencji o Europie w Oświęcimiu w 2015 roku: „Dzisiejsi przeciwnicy Unii Europejskiej to na pewno eurosceptycy, ale może w jeszcze większym stopniu to najbardziej zagorzali zwolennicy autentycznej Europy! W rzeczy samej, dzisiejsza Unia jest, niestety, zaprzeczeniem najlepszych tradycji europejskich. Być Europejczykiem oznacza dziś być przeciwnikiem tej Unii, Unii zbiurokratyzowanej, neoliberalnej i totalnie niedemokratycznej, która stała się zagrożeniem dla samej idei europejskości. Jak można być Europejczykiem i jednocześnie być zwolennikiem Unii lobbystów i mafii, Unii biznesu, a nie serca, Unii liberalizmu i laicyzacji, tak absurdalnej, że stała się nową wojującą religią?”.
Zwalczając dziś politykę brukselską, przywódcy Polski są więc po prostu wierni szczytnym ideałom ojców Europy!
2/ Czy rząd polski jest ultraprawicowy?
To także jest stwierdzenie prostackie. Obecne władze w Warszawie są wierne nauczaniu Świętego Jana Pawła II i ideałom „Solidarności”, tej polskiej „Solidarności”, której Europa i świat zawdzięczają upadek komunizmu. Wówczas na świecie nie wypadało zbyt ostro krytykować „Solidarności” czy polskiego papieża. Ale już odzywały się takie głosy. Będąc w Stanach Zjednoczonych w latach 90., musiałem dość często odpowiadać na zarzuty wobec Jana Pawła II. Dla jednych miał być „socjalistą”, bo akcentował konieczność sprawiedliwości społecznej i potępiał politykę neoliberalną, dla innych był „ultrakonserwatystą”, bo bronił wartości chrześcijańskich i prawa do życia. Trzeba było już wtedy zrozumieć, że nauka papieża i ideały „Solidarności” wychodzą poza politykę, są na etapie, kiedy wszystko jest podporządkowane afirmacji godności osoby ludzkiej w każdym wymiarze, zarówno społecznym i gospodarczym, jak i etycznym i duchowym. Obecni przywódcy Polski są kontynuatorami tej pięknej, polskiej, nowatorskiej tendencji. Oni nie skłaniają się ku lewicowości, kiedy lansują politykę prospołeczną i prorodzinną, ani nie są na prawo, kiedy okazują swój szacunek dla wartości chrześcijańskich. Oni walczą o godność osoby ludzkiej, będąc wierni polskim ideałom roku 1980, które zmieniły świat i pozostają inspiracją na przyszłość.
Dlatego też zarzuty stawiane polskim władzom, że nie są humanitarne, bo nie chcą przyjąć uchodźców, są bezsensowne. Tak, jak by władze suwerennego kraju nie miały prawa decydować, kogo chcą gościć w swoim kraju! Zapomina się łatwo, że Polska przyjęła około 200 000 Czeczenów (w większości muzułmanów) i ponad 1 500 000 Ukraińców, wśród których wielu nie zdradza chęci powrotu do macierzystego kraju. Jeśli do tego dodamy fakt, że nowa Polska stara się ułatwić powrót do ojczyzny synom i wnukom Polaków deportowanych w głąb Azji przez władze sowieckie (dziwne jest nie rozumieć, że stanowi to dla Polski absolutny priorytet), widzimy, że obraz nowej Polski jako kraju niehumanitarnego, a więc „ultraprawicowego”, nie jest w żadnej mierze uzasadniony.
3/ Czy przed obecną władzą wszystko było tak dobrze, jak to malowano?
Na pewno polityka PiS nie jest idealna, zarówno pod względem doboru ludzi, jak i w odniesieniu do niektórych decyzji. Ale która władza jest absolutnie bezbłędna? Nie ma jednak wątpliwości, że sytuacja Polski w każdej dziedzinie jest o niebo lepsza niż za czasów poprzedniej władzy, a sondaże opinii publicznej potwierdzają, iż obywatele potrafią to docenić. Tymczasem większość prasy światowej i elit brukselskich, kiedy w Polsce rządziła koalicja PO – PSL, nie miała żadnych zastrzeżeń wobec tego, co działo się w kraju nad Wisłą. Przeciwnie, Polskę przedstawiano jako oazę sukcesu i demokracji, od których przecież była daleko. Jak to się więc dzieje, że ci sami ludzie, którzy wychwalali ekipę Donalda Tuska, nie szczędzą słów krytyki pod adresem prezydenta Dudy, premier Szydło i przewodniczącego Kaczyńskiego? Jak to wytłumaczyć?
W rzeczy samej, zanim się oceni politykę nowej ekipy, należy przypomnieć, w jakim stanie była Polska, kiedy doszła ona do władzy! Jakie spustoszenie zostawiły czasy premiera Tuska i PO.
Przypomnijmy więc kilka faktów:
− Polska na dobrą sprawę przestała być niezależna. Większość przemysłu polskiego została wyprzedana i oddana kapitałowi zagranicznemu. 80 proc. banków należy do wielkiego kapitału międzynarodowego, 80 proc. mediów nie znajduje się w polskich rękach i aż 90 proc. mediów lokalnych należy do kapitału niemieckiego.
− Rząd kontrolował media publiczne. Ówczesna pisowska opozycja prawie nie mogła się wypowiadać w mediach publicznych. Właściwie tylko jeden program (emitowany zresztą z przerwami), Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”, był kierowany przez człowieka sympatyzującego z opozycją.
− Upadek moralny był tak głęboki, że co chwila miały miejsce skandale i afery (nie tylko Amber Gold). Korupcja była regułą. Potężni ludzie nowego układu mogli zabezpieczyć majątki w Szwajcarii czy w bankach offshore, a inwestorzy zachodni płacili bardzo ograniczone podatki i kierowali zyski osiągnięte w Polsce do swoich macierzystych centrali.
− Władza działała w porozumieniu z większością mediów, a zwłaszcza ze służbą sądowniczą, wywodzącą się w dużym stopniu z okresu komunistycznego. Nie istniało państwa prawa. Często sądy okazywały się surowe dla sprawców drobnych przewinień, a bardzo wyrozumiałe dla aferzystów i gangsterów.
− Pojawiło się nowe, niezwykłe zjawisko, znane jako „seryjne samobójstwa”. Nastąpiła wręcz fala samobójstw ludzi, których wiedza mogła odsłonić ukrywane powiązania polityczno-biznesowe niektórych osób lub wpłynąć na przebieg toczonych śledztw)
− 15 proc. Polaków (ci, którzy głosowali właściwie) żyło znakomicie, nawet lepiej niż ich odpowiednicy na Zachodzie, natomiast połowa rodzin miała trudności, aby przeżyć do końca miesiąca. Bezrobocie wzrosło, i to mimo że 2,5 miliona młodych Polaków, często z ciężkim sercem, musiało szukać pracy poza granicami kraju.
− Prowadzono politykę promowania wszystkiego, co zachodnie (łączne z różnymi deprawacjami społeczno-kulturowymi), z jednoczesnym potępieniem polskich tradycji narodowych, co wyrażało się również wolą zredukowania do minimum nauki historii w szkołach, a także ograniczenia w nich wartości chrześcijańskich.
− Last but not least, upadek przyzwoitości doprowadził do tego, że premier ówczesnego rządu, pan Tusk wolał porozumieć się z szefem państwa rosyjskiego Władimirem Putinem niż z prezydentem własnego kraju, ze znanymi tego tragicznymi konsekwencjami w postaci katastrofy samolotu z Lechem Kaczyńskim pod Smoleńskiem.
Czy nie był więc czas na dobra zmianę?
4/ Czy polityka odnowy jest skuteczna i czy stanowi zagrożenie dla demokracji?
Po latach korupcji, układów mafijnych, dogadywania się elit polityki, mediów i sądownictwa, po latach deptania zasad sprawiedliwości społecznej, odejścia od wartości etycznych i chrześcijańskich, od afirmacji patriotycznej naród się zbuntował i zażądał powrotu do ducha ideałów „Solidarności” i nauki Świętego Jana Pawła II. Nowe władze niewątpliwie idą tą drogą. Nie jest ona łatwa. Jednak Polacy na nowo mogą być dumni z tego, że są Polakami. Wszyscy, zwłaszcza ludzie młodzi, którzy tak bardzo tego pragnęli, odzyskali tę dumę.
Szybko akcent został położony na sprawiedliwość społeczną i obronę rodziny. Program 500+ jest wielkim sukcesem; poprawił życie milionów rodzin i już ma pozytywny wpływ na sytuację demograficzną kraju. Okazało się, że to, co wcześniej było niemożliwe („nas na to nie stać!”, twierdziły poprzednie władze), stało się możliwe. Wystarczyło ukrócić korupcję, wywóz majątków poza Polskę i energicznie domagać się od firm zachodnich, aby płaciły uczciwie podatki, a znalazły się fundusze na program 500+, a wkrótce na społeczny program mieszkaniowy. Jednocześnie gospodarka się rozwija dynamiczniej niż kiedykolwiek. W tym roku Polska ze wzrostem PKB o 4 proc. osiągnie najlepszy wynik w Europie! Więcej nawet, władza rozpoczęła mozolną i kluczową operację repolonizacji biznesu, banków i mediów. Jeden z ważniejszych banków już został odkupiony, a wkrótce to samo stanie się z francuską firmą energetyczną Electricité de France.
Nie wszystko − jak mówiliśmy − jest jak należy. W mediach publicznych, w programach politycznych, opozycja ma jakieś 30 proc. czasu antenowego. To na pewno za mało. Ale i tak jest to dwa razy więcej niż miała opozycja pod rządami Tuska. Wtedy nikt przeciwko temu nie protestował. W dodatku media prywatne są w dalszym ciągu w rękach obcego kapitału, zwłaszcza niemieckiego.
Nowa władza zaczęła ostrą walkę z korupcją, z „układem”, z mafiami. Skądinąd, kto słyszał w poprzednim okresie o zatroskaniu Brukseli z powodu ogólnej korupcji, upadku państwa prawa i braku wszelkiej sprawiedliwości społecznej w Polsce? Natomiast kiedy nowe siły chcą odbudować godność Polski, jej niezależność, pragną szanować wartości cywilizacji europejskiej oparte na tradycjach chrześcijańskich, to już nie może być tolerowane i odzywają się różni Junckery i Timmermansy…
Jednym z kluczowych elementów walki o odbudowę kraju było i jest dążenie do uzdrowienia sądownictwa. O to toczy się teraz wielka batalia. Skądinąd, od początku urzędowania prezydenta Dudy. Opozycja, tracąc grunt pod nogami, najpierw zrobiła wszystko, aby Trybunał Konstytucyjny stał się tamą przeciwko odnowie. TK miał zablokować wszelkie działania nowej władzy. Nie udało się. Ale opozycja ma jeszcze Sąd Najwyższy i KRS, których musi bronić do upadłego.
Jak do tego doszło? Są to, niestety, skutki negatywne Okrągłego Stołu i ugody zawartej między częścią „Solidarności” a częścią komunistów. Elementem kluczowym owego porozumienia było bowiem to, że ponad połowa nowego biznesu oraz 2/3 (w latach 90.) administracji i sądownictwa znajdzie się w rękach byłych działaczy partyjnych. To pokutuje do dziś. Układ części opozycji i części byłej PZPR, tych, którzy w gruncie rzeczy podzielili się łupem w teoretycznie niepodległej Polsce, wciąż się broni.
I znowu, w czasach PO nikt w Brukseli nie wyrażał zaniepokojenia faktem, że tylu byłych aparatczyków odgrywa kluczową rolę w nowej Polsce. Ludzie ci stali się częścią układu i pracowali nad tym, aby Polska została kolonią, wasalem wielkiego kapitału zachodnioeuropejskiego, zwłaszcza niemieckiego, który dyktuje działania bonzów unijnych. Dziś widać jeszcze lepiej, dlaczego przywódcy z lat 90., tacy wielcy obrońcy demokracji jak prof. Bronisław Geremek, walczyli zawzięcie, aby lustracja nie mogła się odbyć. To był jeden z punktów zwrotnych. Gdyby lustracja się odbyła, Sąd Najwyższy i KRS wyglądałyby dziś zupełnie inaczej.
Dlatego reforma sądownictwa jest dziś kluczowa.
5/ Jaka jest prawdziwa linia podziału? Suwerenność czy wasalizacja?
Przepaść polityczna − moim zdaniem nie do zasypania − która istnieje w Polsce, jest wynikiem całkowicie różnego stosunku do polskości. W okresie władzy PO rządzili ludzie, którzy się wstydzą polskości. Z tego wypływała ich polityka, zarówno wewnętrzna, jak i zagraniczna, w tym europejska. Ci politycy wstydzą się polskości, uważając ją za nieszczęście, od którego należy jak najprędzej uciekać, aby „wejść do Europy” i stać się wreszcie krajem „nowoczesnym”. Jak mogliby znaleźć wspólny język z tymi, którzy razem z nową władzą są dumni z tego, że są Polakami i wierzą, iż Polska może dużo wnieść do Europy, doprowadzając do jej odnowy w duchu szacunku dla wartości i dla godności osoby ludzkiej?
Typowym przedstawicielem tej pierwszej tendencji jest Donald Tusk, który dawno temu, w znanej ankiecie o polskości dla „Znaku” (1987, nr 11-12) pisał: „co zostanie z polskości, gdy odejmiemy od niej cały ten wzniosło-ponuro-śmieszny teatr niespełnionych marzeń i nieuzasadnionych urojeń? Polskość to nienormalność […] Polskość wywołuje u mnie niezmiennie odruch buntu: historia, geografia, pech dziejowy i Bóg wie co jeszcze, wrzuciły na moje barki brzemię, którego nie mam specjalnej ochoty dźwigać”. Na domiar złego autor był zdania, że nawet w tamtych warunkach odwołanie się do polskości było li tylko „ucieczką od Polski tej na ziemi, konkretnej, przegranej, brudnej i biednej”. Konsekwencje takiej wizji są daleko idące: dążenie do pseudonowoczesności, która wyraża się akceptacją zachodniego modelu społeczeństwa materialnego liberalizmu, hedonizmu, konsumeryzmu, braku szacunku dla życia. Z tych samych przesłanek można zarządzić wyprzedaż Polski: skoro nie szanujemy tego, czym jesteśmy, trzeba jak najprędzej oddać co się da „lepszym” biznesmenom z Zachodu, zawierając z nimi korzystne osobiste układy. Tak się doprowadza do stanu, w którym niepodległość staje się iluzoryczna.
Czasem ludzie się dziwią, że ci sami (postawa popularna na przykład wśród „ekonomistów”), którzy wczoraj głosili wyższość teorii socjalistycznej, są dziś najgorętszymi propagandystami neoliberalizmu zachodniego. Sprzeczność jest tu tylko pozorna. Osoby te nie mają szacunku dla polskości. Wczoraj uciekali w kierunku komunistycznego internacjonalizmu, dziś są zagorzałymi zwolennikami globalnego liberalizmu. Obojętnie, w jakim kierunku, byle tylko uciekać od Polski! Ich odruchem podstawowym jest odruch Targowicy. I nie jest tu ważne, czy oddajemy się w ręce Moskali czy biurokracji brukselskiej. Grunt, aby, broń Boże, Polska nie była Polską! Ideałem jest być faworyzowanym namiestnikiem „wielkiego brata”, a rzeczą wtórną to, czy siedzi on w Moskwie, Waszyngtonie czy Brukseli. I tak samo można go błagać o interwencję przeciwko tym rodakom, którzy nie zachowują się „jak należy”.
Donald Tusk nie był bynajmniej jedynym przedstawicielem tej tendencji. W rozmowie z „Le Monde” w wrześniu 1991 roku prof. Geremek miał wątpliwości „czy Polska zostawi u wrót Europy swe bagaże tak sprzeczne z obrazem Europy końca XX wieku". I zaraz dodawał, że zaakceptowanie Polski we Wspólnocie „pomoże Polakom w porzuceniu ich kłopotliwych bagaży”. Inaczej bowiem „możemy się stać kulą u nogi Europy”. Podobnie, 2 grudnia 2012 roku podczas wizyty w Kiszyniowie były prezydent Bronisław Komorowski cieszył się, że „Polsce udało się przełamać dramat przeszłości. W porę uchwyciliśmy swoje narodowe szanse na ścisłe integrowanie się z dobrym, ciekawym, bogatym, logicznie zorganizowanym światem zachodnim”.
Można zrozumieć, jak straszna jest dla tych ludzi (i dla ich brukselskich protektorów, dla których wasalizacja Polski była bardzo na rękę) wola nowych przywódców polskich powrotu do Polski dumnej, wiernej swoim wartościom chrześcijańskim i swojej historii, która chce być nie sługą na kolanach, lecz godnym partnerem.
6/ Czy Polska zawdzięcza wszystko UE?
Czasem przywódcy europejscy potrafią być szczerzy i mówić jak prezydent Hollande do pani premier Szydło: „wy macie zasady, my mamy fundusze”. Czasem jednak, jak prezydent Emmanuel Macron, kuriozalnie zarzucają Polsce, że chce traktować UE jak dojną krowę, jak supermarket, który może zaspokoić wszelkie pragnienia. Idą za tym groźby: jeśli nie będziecie się zachowywać grzecznie, będą sankcje.
Jak jest w istocie? Czy Polska tyle zawdzięcza Unii? Czy nie jest tak, że dla wielu firm zachodnich Polska stała się „kurą, która znosi złote jajka”, jak mówił mi prezes wielkiej firmy francuskiej.
Na lata 2014-2020 Polska uzyska z budżetu Unii, na Politykę Spójności i w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, około 101 mld euro (odpowiednio 72,9 mld euro i 28,5 mld euro). Ale w tym samym czasie Polska będzie musiała wpłacić do kasy Unii blisko 40 mld euro. W dodatku ekonomiści wyliczyli, że 7 euro na 10 wypłacone Polsce z kasy UE w rzeczywistości trafiają do… koncernów niemieckich, francuskich i innych krajów Europy Zachodniej, które kontrolują gospodarkę polską, czyli wracają do źródła! Wreszcie, last but not least, firmy zachodnie za pomocą różnych kombinacji buchalteryjnych odprowadzają do swoich centrali w krajach macierzystych zyski wartości około 100 miliardów złotych rocznie. Słusznie więc minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki dał prezydentowi Macronowi do zrozumienia, że kombinacje firm, między innymi francuskich, są o wiele gorsze w skutkach niż niższe składki społeczne zapłacone za polskich pracowników zatrudnionych za granicą.
Jest jasne, że gdyby następował kryzys w relacjach Warszawa-UE, to najwięcej do stracenia będą miały firmy zachodnie, a nie Polska.
7/ Dobra zmiana czy status quo? Ewolucja czy rewolucja? III RP bis czy IV RP?
Polacy widzą coraz wyraźniej, że dobra zmiana − już rozpoczęta − musi być kontynuowana i rozszerzona. Świadczą o tym wszystkie sondaże. Zresztą, im więcej opozycja stara się organizować, notabene sterowanych i niezbyt imponujących, demonstracji, zwłaszcza apeluje o pomoc „sił zewnętrznych”, tym więcej obecna władza zyskuje zwolenników. Największą szansą władzy PiS jest zapewne głupota opozycji i totalny brak wiedzy o psychologii Polaków wśród przywódców brukselskich i zachodnioeuropejskich. Targowica nigdy nie była w Polsce lubiana. Słusznie Polacy są dumni z tego, że nie mieli żadnego Quislinga czy Petaina. Jak mogliby dziś zaakceptować działania Donalda Tuska czy PO?
Największym zagrożeniem dla dobrej zmiany jest własne rozmydlenie. Swego czasu AWS pragnęła zmienić sytuację, ale była zablokowana przez działania swojego partnera, Unii Wolności, i status quo zostało uratowane. Czy dziś PiS nie ma swego rodzaju Unii Wolności we własnych szeregach? To byłoby dramatyczne. Dobra zmiana jest ostatnią szansą Polski, ale i ostatnią szansą Europy.
Niektórzy chcieliby dążyć do celu drogą ewolucji, a nie rewolucji. Nie jest pewne, czy to się może udać. Obecny marazm jest właśnie efektem owej „ewolucji”, będącej wynikiem układu okrągłostołowego i ugody zawartej między socjaldemokratami z opozycji a umiarkowanymi socjalistami z obozu władzy PRL. Polska płaci cenę za to do dziś. Czy można złamać układ skorumpowanych polityków, ludzi sprzedajnych, układ ludzi mediów, polityki, biznesu, sądownictwa z różnymi mafiami? To niemalże cud, że Andrzej Duda został prezydentem, a PiS wygrało wybory. Ale potężny układ, wspierany przez protektorów z zewnątrz, broni się wszelkimi sposobami. Czy można z nim walczyć posunięciami umiarkowanymi, drogą ewolucji? Dobrze by było. Ale realistycznie rzecz biorąc, należy w to mocno wątpić. Gra nie toczy się w otwarte karty. W takiej sytuacji umiar nigdy nie przynosi dobrych wyników.
Sytuacja Polski jest skądinąd porównywalna z sytuacją w Afryce Południowej. Tu i tam zmiany następowały w efekcie ugody między umiarkowanymi siłami w opozycji i byłej władzy. W Johannesburgu wynik jest taki, że część czarnej opozycji paktowała z byłymi zwolennikami apartheidu. Biali zachowali dominującą pozycję w biznesie i administracji, „elita” murzyńska opanowała władzę polityczną i małą część biznesu. A sytuacja ogromnej rzeszy czarnej ludności, która tak dzielnie walczyła przeciw opresji, wcale się nie poprawiła. Wyjście z systemu autokratycznego drogą ewolucji nie jest opcją skuteczną. To się kończy utrwaleniem status quo, przynajmniej w dużej części.
Czy Polska ma dzisiaj czas na ewolucję i status quo? Na pewno nie i naród tego nie chce. Nawet dobra zmiana nie wystarczy. Nie może to wszystko zakończyć się III Rzeczpospolitą bis. Potrzebna jest IV Rzeczpospolita, która stanie się prawdziwą cezurą oddzielającą zarówno od epoki komuny, jak i od okresu skorumpowanego neoliberalizmu. Czas, aby Polska znowu była Polską, przykładem i inspiracją Europy, tak jak była w okresie „Solidarności”.
8/ Kto może odnowić Europę? Bruksela, Niemcy, Francja czy Polska?
Prezydent Macron i przywódcy unijni mówią często o konieczności odnowy Europy. Ale naturalnie nic się nie dzieje. Są jak chór w operze, który potężnym głosem śpiewa „do przodu, do przodu, idziemy”, ale stoi w miejscu.
Jak mogłoby być inaczej? Czego oczekiwać od tej pseudo-Europy, Europy biurokratycznej, niedemokratycznej, Europy pieniądza, a nie serca, Europy bez ideałów, walczącej z wartościami etycznymi i duchowymi, a promującej cywilizację śmierci i wojującej laicyzacji, Europy skorumpowanego neoliberalizmu i braku sprawiedliwości społecznej? Z tej skorumpowanej Europy ma nadejść odnowa? Wolne żarty.
Święty Jan Paweł II ostrzegł nas, pisząc: „Kraje Europy Zachodniej są dzisiaj na etapie, który można by określić jako »posttożsamościowy« […] Narody Europy Środkowo-Wschodniej pomimo wszystkich przeobrażeń narzuconych przez dyktaturę komunistyczną zachowały swoją tożsamość, a poniekąd nawet ją umocniły. Walka o tożsamość była dla nich walką o przetrwanie […] Podstawowym zagrożeniem dla Europy Wschodniej jest jakieś przyćmienie własnej tożsamości. W okresie samoobrony przed totalitaryzmem marksistowskim ta część Europy przebyła drogę duchowego dojrzewania, dzięki czemu pewne istotne dla życia ludzkiego wartości mniej się zdewaluowały niż na Zachodzie […] Na czym wobec tego polega ryzyko? Polega ono na bezkrytycznym uleganiu wpływom negatywnych wzorców kulturowych rozpowszechnionych na Zachodzie. Dla Europy Środkowo-Wschodniej, w której tendencje te mogą jawić się jako rodzaj „promocji kulturowej”, jest to dzisiaj jedno z najpoważniejszych wyzwań. Myślę, iż właśnie z tego punktu widzenia toczy się tutaj jakieś wielkie duchowe zmaganie, od którego zależeć będzie oblicze Europy tworzące się na początku tego tysiąclecia”. („Pamięć i tożsamość” 2005)
A więc to zachodnia Europa się zagubiła i zatraciła swoją tożsamość, a nie Polska. To zachodnia Europa wciąż promuje niemoralny neoliberalizm (tak często potępiany przez papieża-Polaka), który prowadzi do tego, że dystans między bogatymi a biednymi ciągle się zwiększa i który upada na naszych oczach. Jest jasne, że odnowa w żadnym wypadku nie może przyjść z Paryża, Brukseli czy Berlina.
Ratować Europę może jedynie powrót do „polskich” wartości, „Solidarności”, sprawiedliwości społecznej, szacunku dla wartości moralnych i duchowych, czyli dla godności osoby ludzkiej. A więc musimy wracać do ideałów Sierpnia i do nauki Świętego Jana Pawła II. Inaczej mówiąc, Polska może i musi na nowo odnawiać Europę, odbudowywać jej głęboki humanizm, oparty na naszych korzeniach chrześcijańskich, tak jak tego pragnęli ojcowie Europy. Polska musi pokazać drogę reszcie Europy, nawet jeśli ona tego nie chce. To trudne zadanie i wyzwanie. Polacy mogą raz jeszcze temu podołać. Czas nie tylko odnowy, czas, aby Polska stała się raz jeszcze przykładem i inspiracją nowego humanizmu.
Bernard Margueritte
Materiał powstał w ramach projektu "Dziennikarze mówią o Polsce - dialog dziennikarzy polskich z dziennikarzami zagranicznymi". Zadanie publiczne współfinansowane przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP w ramach konkursu Dyplomacja Publiczna 2017 – komponent „Współpraca w dziedzinie dyplomacji publicznej 2017”
Publikacja wyraża jedynie poglądy autora i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.
