Jeśli były wątpliwości, to do wczoraj. Ale wczorajszy najazd ABW i policji na redakcję tygodnika WPROST pozbawił złudzeń; władza nie cofnie się przed zakneblowaniem prasy. A to w tym celu, żeby nie dopuścić do kolejnych kompromitujących władzę publikacji.

ABW chciała ponoć zabezpieczyć „dowód przestępstwa” czyli taśmy, które zostały nagrane przez nieznanych autorów nielegalnie i zawierały podsłuchane rozmowy. Dziennikarze bronili się prawem do ochrony tajemnicy informatora. Funkcjonariusze ABW wyłamali drzwi, rzucili na ziemię redaktora naczelnego WPROST Sylwestra Latkowskiego i próbowali odebrać mu laptopa. Bez powodzenia. Dziennikarze opracowują kolejne taśmy, których treść ma być opublikowana w poniedziałek.

Zdarzyła się rzecz niesłychana, jakiej chyba nie było od czasów PRL: władza napadła na dziennikarzy nie tylko słownie, ale również fizycznie! Z drugiej strony doszło do niespotykanej dotąd solidarności wśród dziennikarzy. Nikt w mediach nie miał wątpliwości, że broni wolności słowa, choć jeszcze na początku tygodnia nie wszystkie redakcje sprzyjały tygodnikowi WPROST, a niektóre (m.in. Newsweek i Polityka) ignorowały demaskatorskie publikacje o ministrze Sienkiewiczu i prezesie Belce.

W 1962 roku minister obrony zachodnich Niemiec Franz Josef Strauss nakazał aresztowanie dziennikarzy tygodnika Der Spiegel i oskarżył ich o zdradę; ta akcja spowodowała załamanie kariery politycznej Straussa. Wydaje się, że akcja ABW w redakcji WPROST może oznaczać koniec tego rządu. Premier Tusk nie potrafił metodą szybkich cięć (poprzez dymisję ministra) zażegnać kryzys, a prezes Belka „nieświadom” swego nieprzyzwoitego zachowania (w sensie moralnym, politycznym, czysto ludzkim) udaje, że nic się nie stało. Niestety, zachowania zamieszanych w tę aferę polityków wskazują tylko, że sitwa chce bronić swojej władzy wszelkimi metodami.

Było wczoraj śmieszno i ponuro. Aż trudno uwierzyć, że działo się to w demokratycznym kraju. Dziennikarzom próbuje się odebrać dowody świadczące o degrengoladzie klasy politycznej. Gdyby minister spraw wewnętrznych i prezes narodowego banku zostali przyłapani na takiej rozmowie w USA czy w Wielkiej Brytanii, to ich kariera zostałaby przerwana natychmiast. W Polsce znaleźli obrońców, bo przecież – twierdzili ich obrońcy - kto z nas nie przeklinał w prywatnej rozmowie? Dla niektórych mediów ważniejsze było pytanie, kto zlecił te nagranie niż sama ich skandaliczna treść, wielokrotnie przewyższająca bezeceństwem polityczny deal Renaty Beger z politykami PiS.

Polacy nic się nie stało?! „Ch…, dupa i kamieni kupa”. Tylko, powiedzmy sobie szczerze, jak się ma akcja ABW do demokratycznych standardów obowiązujących na Zachodzie? Nijak. Niezbędne czynności ABW dotyczące zabezpieczenia rzeczy w redakcji mają charakter mrożący, a ich egzekucja spowodowałaby pozbawienie dziennikarzy materiałów, które mają być dopiero opublikowane, a to byłoby niewątpliwie zamachem na wolność słowa.

Tygodnik WPROST potrzebuje dziś naszego wsparcia. SDP takiego wsparcia udzieliło.

Marek Palczewski

19 czerwca 2014

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl