Sobota. Deklaracja Wiary już wyeksploatowana. Młoda dama z Gorzowa ograna. Spokój. Spokój. No i… po spokoju. „Wprost” donosi o nowej aferze podsłuchowej, bo „Sowa i jej przyjaciele” okazali się nader mało dyskretni.
Jeszcze nikt nie czytał „wprostowego” tekstu (bo będzie w sprzedaży dopiero w poniedziałek), jeszcze nikt nie słuchał źródłowych nagrań (nawet nie wiadomo czy redakcja jej ujawni), a Twitter już puchnie od komentarzy, również (a może przede wszystkim) dziennikarskich. Ale co tam TT i jego 140 znaków. W wpolityce.pl oczywiście są już komentarze obszerne. I na 300polityka.pl też. Tu nawet odredakcyjny. Najwyraźniej te redakcje posłuchały wezwania jednego z dziennikarzy na TT, żeby w związku z zapowiedzianym materiałem „Wprost” ogłosić coś w rodzaju pospolitego ruszenia. Przerwać wszystkie urlopy i oczywiście weekendowy wypoczynek (kto go akurat ma) i gremialnie stawić się w pracy. Po co? Nie bardzo wiem. Chyba po to, by zbiorowo przeżywać oczekiwanie na publikację i mnożyć komentarze do jeszcze nieznanego. Oj, my dziennikarze lubimy taki spontaniczny pożar w burdelu.
Nie wiadomo dlaczego naśladujemy polityków, którzy dla swoich polityczno – partyjnych korzyści (przynajmniej w swoim mniemaniu) pochopnie skomentują wszystko i to nie tylko zaraz po, ale nawet przed. To, że b. minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i inny b. minister sprawiedliwości Jarosław Gowin są gotowi wydawać wyroki zanim zapoznają się z „aktami sprawy” czy dowodami nie jest jeszcze powodem, żeby szanujący się dziennikarze musieli ich naśladować. Jest okazja dać publiczności lepszy przykład.
Kiedy byłem na pierwszym roku prawa pewien asystent (późniejszy profesor) zadał studentom następująca zagadkę: „Mamy oskarżonego i 90 procentową pewność, że jest winny. Jaki powinien być wyrok?” Dwie moje koleżanki poszeptały miedzy sobą i zapytały: „A jak jest możliwa kara?”. Asystent wyczuł pismo nosem i dla ułatwienia zaproponował, że maksymalnie 10 lat. Wyrok moich koleżanek brzmiał: 9 lat. Nie idźmy tą drogą.
Nie twierdzę, że materiał „Wprost” nie zaowocuje aferą. Nie twierdzę, że nie ujawni jednego z większych skandali. Może tak, a może nie. Po prostu twierdzę, że pośpiech jest dobry przy łapaniu pcheł, a nie przy wygłaszaniu sierioznych komentarzy.
Jak się okazuje oprócz pośpiesznych komentarzy lubimy też media społecznościowe. Może dlatego, że służą nam właśnie do pośpiesznego komentowania. Jeszcze dwa lata temu prywatnie i zawodowo korzystało z nich 77 proc. dziennikarzy. Teraz już 92 proc. Co ciekawe im bardziej tam jesteśmy obecni tym… mniej im ufamy! Nasze (dziennikarskie) zaufanie do mediów społecznościowych spadło z 40 proc. do 33. Wychodzi na to, że sami sobie nie ufamy, tym bardziej, że spora część wpisów np. na TT to komentarze do… publikacji w mediach tradycyjnych lub internetowych. No ale może dlatego się wyzłośliwiam, że jestem zgredem 55+, a w tej grupie zaufanie do mediów społecznościowych nie przekracza 16 proc. więc niech tam. Jak już sdp.pl opublikuje ten felieton to wrzucę link na TT ufając/nie ufając, że ktoś to przeczyta z zaufaniem lub bez.
PS. Tak wiem. Właśnie gdy skończyłem pisać „Wprost” opublikował pierwsze nagranie, ale to niczego nie zmienia.
