Miałem nie pisać o polityce, ani o eurowyborach. Jednak nie wytrzymałem, kiedy usłyszałem pana w muszce, jak zwykle plotącego androny. Tym razem przekroczył wszelkie granice śmieszności. Skąd to wiem? Z mediów.

Stanisław Lem powiedział kiedyś, że gdyby nie internet, to nie wiedziałby, że na świecie jest tylu idiotów. Na szczęście jest też telewizja, i kto chce może na własną rękę ośmieszać się do woli, i jest to święte prawo demokracji. 

Zawsze intrygowało mnie, jak to się dzieje, że niektórzy ludzie jedną ręką by karcili, a drugą głaskali,  słowem krytykowali, a ciałem użytkowali. Demokrację potępiają, a z niej korzystają, Europy nienawidzą, a do parlamentu europejskiego się pchają. I to jest przypadek Janusza Korwin-Mikkego, bo nie widzi on niestosowności swoich poglądów, a nawet tą jawną dwulicowością się chełpi. Trzeba by pióra Gombrowicza, żeby przeprowadzić wiwisekcję jego psychologicznych paradoksów – mnie wystarczą słowa, które mówi, bo one mówią same za siebie. A z nich wnioskuję, że o Holokauście Hitler nie wiedział; że kobiety lubią jak je się trochę gwałci, bo lubią się opierać; że Margaret Thatcher przeciwna była prawu wyborczemu dla kobiet; że Janukowycz nadal jest prezydentem Ukrainy; że nie istnieje prawo międzynarodowe i nie obowiązuje zasada integralności państwa; że Putin to dobry człowiek; że Barroso to ukryty maoista, a Parlament Europejski trzeba rozwalić...  i że wszyscy pójdą siedzieć! Uff, dużo jak na jedną rozmowę, a wystarczyłaby jedna z tych złotych myśli na cały program. 
Niestety, cały program był jednym wielkim popisem dziennikarki i zaproszonego gościa, bo w „Kropce nad i” widać było przede wszystkim JKM i nacierającą Monikę Olejnik. A drugi gość – Paweł Kowal? Cóż, jego rola była podrzędna, sprowadzona przez Olejnik do pytania: „Paweł Kowal, może Pan coś powie, czy nie?” Monika Olejnik jest mistrzynią podpuchy, i tym razem postanowiła podpuścić Korwin-Mikkego, i to jej się udało - JKM zaperzał się, denerwował, plótł, co ślina na język przyniosła. Tylko, czy o to naprawdę powinno chodzić w programie politycznym – o utrwalanie stereotypów, o przekonywanie widza, że ktoś jest idiotą (czy też jest traktowany jak idiota)? Idą wybory i być może są jeszcze tacy widzowie, którzy chcieliby poznać poglądy kandydatów na europosłów w poważnej dyskusji, a nie w klimacie awantury. To dziennikarz prowadzący program tworzy jego nastrój i dynamikę, tym razem dynamika była, ale atmosfera była gorsza niż w maglu. Takie dysputy zniechęcają do wyborów, i gotów jestem założyć się, że frekwencja nie przekroczy nawet 20 procent. 

Korwin-Mikke słynie z niewybrednych komentarzy. Jego słowa o kobietach, które lubią być gwałcone, słowa prawdziwe czy lekko przekręcone, żyją już własnym życiem – życiem politycznym. Stały się częścią kampanii wyborczej; jedni uznali je za przestępstwo, inni daliby za te słowa JKM w mordę. A może o to mu właśnie chodziło? 
O sile takich słów przekonamy się już 25 maja.

Marek Palczewski
22 maja 2014

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl