Krakowski sąd uznał, że słowa używane przez władzę publiczną w kampanii referendalnej nie podlegają ocenie typu „prawda – fałsz”. Wyrok zapadł w związku z zaskarżeniem przez przeciwników zorganizowania zimowej olimpiady w Krakowie miejskich bilbordów z hasłem: „Igrzyska to metoda na smog”. Ten wyrok nie powinien przejść bez echa, jest bowiem na swój sposób przełomowy.

Trudno odmówić logiki sędziemu, gdy uzasadniał, że władze Krakowa zaklejając miasto stu tysiącami plakatów wcale nie miały na celu informowania jego mieszkańców o blaskach i cieniach igrzysk. Temida orzekła, że hasła na bilbordach były po prostu „formą propagandy i agitacji”, mających skłonić krakowian do zagłosowania „za” zorganizowaniem w 2022 zimowej olimpiady. A skoro tak, spornego hasła nie należy traktować dosłownie. Ot, taka sobie „metafura i panegierek”, jak mawiano za komuny w kabarecie.

Przełomowość krakowskiego wyroku polega na oficjalnym uznaniu, iż tego, co mówi władza do obywateli nie należy brać serio. Nawet jeśli mówi to na wielkoformatowych plakatach sfinansowanych z publicznych środków, w ramach kampanii informacyjnej i konsultacji społecznych. To jednak coś nowego. Każde dziecko wie, że politycy swobodnie gospodarują prawdą, dotąd jednak złapanie ich na kłamstwie powodowało jakieś konsekwencje. No, może nie od razu skutkujące klęską w kolejnych wyborach, ale przynajmniej publiczną dezaprobatą. Tu natomiast mamy oficjalne błogosławieństwo władzy sądowniczej, na traktowanie informacji publicznej jako „formy propagandy i agitacji”. 

Zostało ono dodatkowo wzmocnione przez odebranie obywatelom prawa do weryfikowania owej propagandy. Sędzia Zygmunt Drożdżejko nie tylko, niczym Poncjusz Piłat, zdaje się pytać: „a cóż to jest prawda?”. Domaga się także od Tomasza Leśniaka (lidera stowarzyszenia „Kraków Przeciw Igrzyskom”) okazania legitymacji do zaskarżania działań władzy lokalnej. Sąd nie był bowiem w stanie samodzielnie stwierdzić, jakie to konkretnie prawa wnioskodawcy miałoby naruszyć hasło „Igrzyska to metoda na smog”.
Reasumując – władza, jak to władza, może więcej, a tobie obywatelu, nic do tego. Przy czym elastyczne podejście do kwestii „prawda to, czy fałsz” dotyczy wyłącznie osób posiadających odpowiednią legitymację. Weźmy na przykład takiego obywatela Madajczaka Rafała. Legitymacji nie posiada, a pozwala sobie publikować informacje, które – jak twierdzi – nie należy brać serio. Co więcej, pod każdą z nich zamieszcza dopisek: „To jest ASZdziennik. Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone”. Ale według przewodniczącego Jana Dworaka, zamieszcza za małą czcionką i w sposób mogący sugerować, że to święta prawda, a nie żart. Przewodniczący KRRiT (jest legitymacja, jest człowiek!) domaga się zatem od obywatela Madajczaka usunięcia wpisów mogących wprowadzić czytelników w błąd. 

Mamy zatem w kwestii prawdy i fałszu w przestrzeni publicznej niezły bigos i podwójne standardy. Może zatem dla wyrównania szans, pod bilbordami zawierającymi „formy propagandy i agitacji” warto by zamieszczać dopisek „Wszystkie cytaty i wydarzenia zostały zmyślone”. Może być mniejszą czcionką.

Piotr Legutko 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl