Szczęśliwie udało się zapobiec dalszym publikacjom Łukasza Warzechy w „Rzeczpospolitej” i Adama Hofmana w Onet.pl. Jednak niebezpieczeństwo zgorszenia publicznego w wyniku korzystania z wolności słowa nie minęło. Sytuacja dojrzała już nie tylko do Trybunału Stanu dla przywódców partii opozycyjnych. Notabene, po co to całe zawracanie głowy z procedurami, gdy rzecz idzie o bezpieczeństwo naszej kochanej ojczyzny?! Nie można tych facetów od razu wsadzić?
A w sprawie wolnego słowa też potrzeba zdecydowanych działań sił odpowiedzialności i porządku. Jeszcze czasem – rzadko, bo rzadko, ale jednak - niczym „światełka w tunelu” brakuje polskim mediom „głównego nurtu” jasnych wskazań politycznych. Stąd, nie bójmy się to powiedzieć, niebezpieczeństwo karygodnych błędów. Władza powinna zatem ustalać listę dozwolonych tematów i autorów. Codziennie, a jak trzeba, to i parę razy dziennie. Nie leńcie się, ministrze Graś! Chętnie pomogą wam szefowie mediów mainstreamowych i ich czołowi publicyści; wtajemniczeni twierdzą, że i tak wykonują taką robotę co rano.
PS. Mini konkurs z historii współczesnej Polski. Kto pamięta, skąd pochodzi jakże poetycki zwrot o „światełku w tunelu”?
