Korwin-Mikke nazwał Monikę Olejnik idiotką, a ona wcześniej Korwina faszystą. Stefan Niesiołowski został zaproszony do programu o wrednej mowie, w którym wystąpił jako autorytet w kwestii mowy nienawiści. Pamiętamy jeszcze jak nazwał Tomasza Sekielskiego kretynem, a przed Sejmem rzucał się na kamerę telewizyjną Ewy Stankiewicz. Wydaje się, że politykom jest wszystko jedno, byle by o nich pisali. A dziennikarzom? Czy też im jest obojętne, jak będą oceniani? Czy dziennikarze biorą odpowiedzialność za słowa i sytuacje, w których uczestniczą, lub które sami prowokują?
Kilka przykładów z ostatnich dni.
Klasyfikacje do skoków na dużej skoczni na olimpiadzie w Soczi. Komentatorzy TVP już wiedzą, że Stocha na skoczni nie będzie, ale trzymają to w tajemnicy, dla większej oglądalności; widzowie zawiedzeni i oszukani – telewizja zadowolona.
Wczorajsze „Szkło kontaktowe”. Grzegorz Miecugow niefrasobliwie wypowiada zdanie o „niefrasobliwej” decyzji dotyczącej pójścia protestujących na Majdanie pod budynek parlamentu w Kijowie. Wiemy jak to się skończyło. Ofiarami. Odpowiedzialność za te ofiary spoczywa na rządzie ukraińskim i siłach bezpieczeństwa. Decyzja protestujących miała wpłynąć na przywrócenie demokratycznej konstytucji na Ukrainie. Nazwanie jej „niefrasobliwą” przenosi odpowiedzialność na demonstrantów. Czy o to by chodziło odpowiedzialnemu dziennikarzowi?
Nadal w klimacie Ukrainy. Stacja Russia Today – rosyjska stacja anglojęzyczna dla zagranicy. Dziennikarze mówią o Ukrainie. Najlepsze zdjęcia, jakie udało mi się wczoraj zobaczyć. Jedno ale: komentarz zniekształcający opis wydarzeń. Tydzień temu pokazywałem w analizie tytułów prasowych (www.sdp.pl) jak ramowane są informacje, żeby nakierować odbiorcę na takie ich odczytanie, które będzie zgodne z intencjami nadawcy. Russia Today jest w tym mistrzem. Wczorajsze relacje z Kijowa okraszone były nagłówkiem „Back to brutality”, a brutalność przypisano demonstrantom, którzy zaatakowali siły bezpieczeństwa kamieniami, ładunkami wybuchowymi i koktajlami Mołotowa. Autorzy przekazu skupili się na tym, że dziewięciu milicjantów zostało zabitych strzałami z broni palnej. Podkreślali, że Janukowycz potępił prawicowych, radykalnych demonstrantów na Majdanie, wzywając liderów opozycji, by ich nie popierali. - To nie jest za późno, aby zatrzymać ten konflikt i uratować Ukrainę – powiedział Janukowycz. RT pokazała zgromadzone przez demonstrantów kamienie, którymi rzucali w milicjantów. W komentarzach dziennikarze i eksperci tej stacji oskarżali opozycję za eskalację przemocy, używanie broni palnej i ciężarówek do przełamania kordonu milicji. Wspomniano, że Moskwa również potępia opozycję, a walki na Majdanie nazwała próbą zamachu stanu. Rosyjskie media i dziennikarze stacji państwowych służą moskiewskiej racji stanu. My mamy własną. Relacje w naszych stacjach informacyjnych miały odmienny ton – broniły (na ogół) demonstrantów przed napastliwymi komentarzami.
Odpowiedzialność za słowo w tabloidach, albo raczej brak odpowiedzialności. Znów mój „ulubiony” „Fakt”. Wydanie wtorkowe, 18 lutego – tytuły: „Szok! Chcą dzieci uczyć onanizmu”, „Ksiądz pedofil za kratami może siedzieć nawet 12 lat „ (o Wojciechu G., księdzu z Dominikany, oskarżonym o pedofilię), „Doda bije, by ratować karierę”. Po pierwsze, standardy WHO, które opisuje gazeta, nie mówią o nauczaniu masturbacji, tylko o informowaniu o seksualności dziecka w okresie dojrzewania; redaktorzy nie rozumieją, że opis zjawiska nie jest ani jego oceną, ani zachętą do czynu. Nie rozumieją tego, bo z logiką u nich na bakier, o czym świadczą również kolejne przykłady. Gazeta sugeruje, że bójka Dody z Agnieszką Szulim została wywołana przez tę pierwszą dla ratowania kariery. Brak dowodów zastępuje insynuacja. Trzecia sprawa: ksiądz –pedofil. Zarzuty prokuratury są odrażające, ale winę księdza, i to czy można mu zarzucać zachowania pedofilskie, ustali dopiero Sąd. Gazeta już wie – Wojciech G. jest pedofilem, został już przez nią napiętnowany i skazany. Co można powiedzieć o „odpowiedzialności” „dziennikarzy” z „Faktu” ? Ano chyba przede wszystkim to, że mogliby pracować w Radiu Erewań.
I na koniec, coś z telewizji misyjnej: „Pytanie na śniadanie” i relacja Jacka Rozenka z kempingu w Chorwacji. Materiał pokazuje wspaniałe przeżycia dziennikarza: jazdę na nartach, nurkowanie, pokoje i kuchnię, a wszystko to chwalą jeszcze wczasowicze. Rozenek mówi: „Przyjadę jeszcze raz i na pewno pojeżdżę na nartach wodnych”. Materiał jak byk reklamowy albo krytporeklamowy, tylko dlaczego widz nie jest uprzedzony, że jest to lokowanie produktu albo sponsoring, albo wręcz reklama? Kto za to odpowiada? „Odpowiedzialny” dziennikarz? Misja telewizji rozmienia się na drobne w reklamach.
Przykłady można by mnożyć, ale nie ma po co. Dziś w większości mediów odpowiedzialność dziennikarska ma charakter korporacyjny, to znaczy za wszystko odpowiada korporacja, a dziennikarz jest trybem w reklamowo-handlowej machinie. Tylko „odpowiedzialny” dziennikarz musi mieć świadomość, że – tu użyję niepoprawnej politycznie „murzyńskiej" analogii – jak już zrobi swoje, to będzie musiał odejść.
Marek Palczewski
20 lutego 2014
