Nic tak nie budzi z drzemki, jak skowyt intelektualisty. Marcin Król wystąpił w „Gazecie Wyborczej” w rozmowie z Grzegorzem Sroczyńskim. Opowiada o głębokim rozczarowaniu środowiskiem społecznym, w którym przyszło mu żyć i nie potrafi się rozstać. To ludzie byłej Unii Wolności. Ideologia neoliberalna, którą sam głosił na początku transformacji a niektórych zaraził, jest nieporozumieniem. Bo w rezultacie rozpadła się wspólnota. Dramatycznie rosną nierówności. Nadchodzi katastrofa w której intelektualiści jak on obudzą się na latarniach na chwilę przed przecięciem karku sznurem. Byliśmy głupi bezkrytycznie biorąc przykłady z Zachodu. Ale sam nie wie, co teraz trzeba robić.
Z dalszych nieszczęść skończyły się ideowe rozmowy. Jeśli inteligenci o czymś rozmawiają, kiedy nie o książkach, to o Jarosławie Kaczyńskim, że szkodzi Polsce. Bo psuje.
Jest to bardzo dziwne. Kaczyński przecież psuje właśnie to, co Króla irytuje. Pan profesor kwestionuje w zasadzie to samo, co kwestionuje także Kaczyński. Brakuje mu tego, co Kaczyński ma w swojej ofercie ideowo-politycznej. Koniec neoliberalizmu. Budowę wspólnoty fakt, że narodowej, co nie każdemu leży. Solidaryzm społeczny. Walkę z biedą. Politykę opartą o wartości, jak patriotyzm i chrześcijaństwo; wszak to ostatnie nie powinno być wstrętne byłemu pracownikowi Tygodnika Powszechnego.
Szanowny Panie Profesorze – to o co k.... chodzi?
Jeśli Marcin Król nie lubi osobowości Jarosława Kaczyńskiego, to przecież nie musi się z nim spotykać. Wystarczy poparcie programu na odległość. Jeśli ten program uważa za szkodliwy w szczegółach, niech przedstawi racjonalną, krytyczną analizę i propozycje poprawek. Zamiast tego pan profesor wezwał rząd do pozaprawnej rozprawy z Kaczyńskim, w pewnym wcześniejszym tekście. A teraz się tego wstydzi, lecz tłumaczy, że poniosły go nerwy. Więcej waleriany!
Jest jeszcze jedna rzecz dziwna. Marcin Król przemawia w imieniu „inteligentów polskich”. Raczej w to wątpię. Kaczyńskiego popiera wielka część właśnie inteligencji. Reprezentacja parlamentarna PiS ma w Sejmie najwyższy poziom wykształcenia. Pan profesor myli swoje środowisko z całą inteligencją polską, co uważam za grubą uzurpację. Poza swym towarzystwem Adasia, Alka, czy z kim tam jeszcze popija, nie widzi ludzi myślących tylko jakąś straszną „prawicę”.
A to wszystko wypowiada uczony, który stawia sobie za wzór Hannah Arendt. Przecież wie, że właśnie ona wolała samotność rozumu od schlebiania przesądom swego towarzystwa o czym pisałem niedawno na tym miejscu. Postawę Marcina Króla mogę sobie wytłumaczyć tylko jednym – jakąś tajemnicą, którą kryje w mrokach serca, bo przecież nie rozumu.
