Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło swój wstępny plan dla mediów oraz kultury i sztuki na wypadek przejęcia władzy. Taki wypadek rzeczywiście może się zdążyć więc warto się nad planem pochylić. Pochylił się już nad nim na naszym portalu Krzysztof Kłopotowski (http://www.sdp.pl/felietony/9289,kultura-wedlug-pis-felieton-krzysztofa-klopotowskiego-,1391612463). W jego oczach plan wypadł pozytywnie co sprowokowało i mnie do zabrania głosu.
Na początek coś co podoba się nam obu. Niewiele tego więc pójdzie szybko. Chodzi o zapowiedź zmiany statutu mediów publicznych. Zamiast spółek prawa handlowego miałyby uzyskać status „instytucji kultury lub użyteczności publicznej”. Chodzi o to, by publiczni nadawcy skupili się na realizacji misji, a nie na wypracowywaniu zysku. Rzeczywiście dziś zarządy spółek publicznych mogą nie uzyskać absolutorium, a w następstwie zostać odwołane nawet jeśli księgowość wykaże chociaż kilkuzłotową stratę, ale ustawa nie przewiduje żadnej sankcji w wypadku stale postępującej komercjalizacji programu.
To piękna i mądra zapowiedź, ale mam drobną uwagę. Ten dziwaczny status media publiczne mają od 20 lat. Dlaczego mam wierzyć w dobre intencje PiS, skoro dotychczas nic nie zrobił w tej sprawie, a miał nawet w swojej historii rządowy epizod? (Ta uwaga dotyczy oczywiście również wszystkich innych ugrupowań parlamentarnych.) Nie jest też dla mnie jasne jaki PiS ma stosunek do proponowanej opłaty audiowizualnej, a skoro rządowe prace na tym projektem toczą się nader opieszale, to dlaczego PiS nie opracował własnej koncepcji naprawy finansów mediów publicznych? Byłoby jak znalazł na po wyborach, a tak to jeszcze długo po ewentualnym przejęciu władzy będzie trzeba tolerować obwiązującą z braku kasy zasadę „tyle misji ile abonamentu”.
Teraz o tym co mnie od Krzysztofa Kłopotowskiego zdecydowanie różni, czyli o kulturze, a to znaczy o „wsadzie” do owego misyjnego kotła. Prezes Kaczyński zapowiedział zakończenie finansowania ze środków publicznych sztuki z „bardzo silnym elementem destrukcji”. Jak to często bywa z wypowiedziami byłego premiera nie jest jasne o co chodzi, więc spróbuję przedstawić swoje wątpliwości na podstawie kilku teatralnych przykładów.
Na czarnej liście PiS znalazł się Narodowy Stary Teatr kierowany obecnie przez Jana Klatę. Na jednym z przedstawień „Do Damaszku” miała miejsce słynna już manifestacja osób blisko (czasami nawet poprzez członkowstwo) związanych z tą partią. Witold Gadowski, uczestnik protestu i nasz stowarzyszeniowy kolega, na łamach „wSieci” wyjaśnił przyczyny teatralnej manifestacji. Po pierwsze Teatr Stary stał się „siedzibą sekty pancernej brzozy”, a po drugie spektakl „nie jest sztuką rozumianą jako klasyczna opowieść”. Niezależnie od oceny „Do Damaszku” argumenty Witka Gadowskiego są dla mnie nie do przyjęcia. Pierwszy, bo jest natury politycznej, a nie artystycznej. Drugi, bo mam obawy, że takie polskie arcydzieła jak „Wesele” Wyspiańskiego, czy jego pokłosie czyli „Salto” Konwickiego też nie reprezentują „sztuki rozumianej jako klasyczna opowieść” i jako takie nie zasługiwałyby na publiczne finansowanie.
Jeśli moje przypuszczenia zdają się komuś absurdalne to mam inny przykład. Równie absurdalny co prawdziwy. Miesiąc temu „wSieci” ukazał się list Wandy Krajewskiej-Hofman, byłej warszawskiej radnej PiS, w którym autorka wyraża swe oburzenie inscenizacją „Zemsty” Fredry w Teatrze Polskim. Niedobry to jej zdaniem spektakl, bo Cześnik „siedzi goły w beczce” (widać go tylko od pasa w górę – AK), a Podstolina „zrywa z siebie suknię i rzuca się na Wacława”. Wanda Krajewska – Hofman pyta więc twórców przedstawienia „czego chcą nauczyć młodzież i jakie mają cele dydaktyczne i wychowawcze”. Okazuje się, że nawet „Zemsta” może być oburzająca oraz nazbyt nowoczesna i to „Zemsta” wystawiona w teatrze prowadzonym przez Andrzeja Seweryna zwolennika teatru raczej konserwatywnego.
Obawiam się, że przy takiej interpretacji „sztuki destrukcyjnej” Teatrowi TV po zwycięstwie PiS pozostanie jedynie transmitowanie amatorskich występów grup rekonstrukcyjnych lubiących reklamować się jako spełniające „cele dydaktyczne i edukacyjne”, a które w programie kulturalnym PiS zostały wymienione jako przykłady sztuki właściwej.
