Wyznaję (bez podtapiania): nie byłem i nie jestem pod urokiem księdza Tadeusza Rydzyka. Nie zapomniałem mu kogo nazwał kiedyś „czarownicą”. Nie mam też na moim katolickim sumieniu wyrzutów z powodu nie czytania Naszego Dziennika, nie słuchania Radia Maryja i nie oglądania telewizji TRWAM. Jeśli kibicowałem i kibicuję telewizji TRWAM w jej zabiegach o miejsce na multipleksie, to nie z powodu szczególnego zaufania do ks. Rydzyka, tylko z powodu ogólnego przywiązania do idei pluralizmu ideowego na medialnej mapie Polski. Powyższe napisałem, by od razu było jasne, czego moja obrona toruńskiego redemptorysty NIE OZNACZA.

Ale przed czym i po co bronić osobę tak znaną i wpływową, jak Ojciec Dyrektor? Odpowiedź znajduje się w liście, który do ks. Rydzyka wysłał przewodniczący KRRiT Jan Dworak w związku ze skargą, jaką przeciw niemu wniosło Warszawskie Forum Lewicy za wygłoszoną w eterze opinię, że „homoseksualizm jest chorobą”. Wspomniany list, obok akcentów komicznych wynikających z powielania przez Dworaka argumentacji i pretensjonalnego żargonu homolobbystów (w rodzaju „emanacja braku tolerancji”), zawiera także zarzut złamania zakazu dyskryminacji zawartego w art. 32 ust. 2 Konstytucji RP, ponieważ w wypowiedzi redemptorysty na antenie Radia Maryja w sprawie łatwopalnej tęczy z Placu Zbawiciela, „znalazły się treści, które mogą być uznane jako dyskryminacyjne dla osób o orientacji homoseksualnej”. Przypomnijmy owe treści: „Szkoda, że ten piękny znak przymierza z Bogiem zawłaszczają, oddają ludziom, którzy są chorzy. Bo homoseksualizm czy lesbijstwo, czy coś, to jest choroba. Człowieka szanuję, ale choremu mówię: «jesteś chory». I trzeba leczyć. Nie zabijam chorego, ale leczę z choroby”.

Rozumiem, że zacytowana powyżej opinia ks. Rydzyka mogła zirytować osoby o orientacji homoseksualnej, zwłaszcza te dumne ze swej orientacji. Ale nie tylko. Mnie również nie przypadła do gustu. Nie wiem, co miała znaczyć wzmianka o „zabijaniu”. Nie wiem, czy mówiąc o „chorobie” Rydzyk mówił dosłownie czy metaforycznie; medycznie czy moralistycznie. Pogubiłem się też w domysłach, czy ks. Rydzyk opowiada się za leczeniem dobrowolnym, czy przymusowym. I w ogóle nie lubię głowić się nad sensem wypowiedzi niechlujnych i pogmatwanych. Ale też nikt mnie nie zmusza, bym ks. Rydzyka słuchał lub czytał. Członków Warszawskiego Forum Lewicy, ani wrażliwych na przytyki homoseksualistów też nikt do obcowania z głosem ks. Rydzyka nie zmusza. Jeśli słuchają z własnej woli, to być może cierpią na aberrację zwaną masochizmem. Jeśli zaś w dodatku podnieca ich wizja kneblowania ks. Rydzyka przez przewodniczącego Dworaka, można podejrzewać sadomasochizm.

Ale dajmy pokój złośliwościom. List przewodniczącego KRRiT do ks. Rydzyka to, wbrew jego śmiesznostkom, wydarzenie, moim zdaniem, niebezpieczne. Widzę w nim przykład nadużycia władzy w zamiarze osiągnięcia celów sprzecznych z literą i duchem Konstytucji RP, na którą powołuje się sam Dworak. Przewodniczący konstytucyjnego organu państwa zmierza do nakłonienia ks. Rydzyka, obywatela RP, by ten w odniesieniu do kwestii homoseksualizmu zaprzestał korzystania z „wolności wyrażania swoich poglądów” (art. 54 Konstytucji). Takie zachowanie przewodniczącego Dworaka oznacza sprzeniewierzenie się przezeń obowiązkowi „stania na straży wolności słowa” nałożonego na KRRiT w art. 213 Konstytucji. Cenzorskie zapędy szefa KRRiT powinny zaniepokoić nie tylko zwolenników Ojca Dyrektora.

Coś niedobrego dzieje się w Polsce już od dłuższego czasu. Kluczową dla żywotności demokracji kulturę polemik i debat wypiera maniera kneblowania z pomocą usłużnych sądów i urzędów. Zamiast ćwiczyć się w słownej szermierce i w szukaniu mocnych argumentów, ludzie władzy i inni możni tego świata cudzymi, państwowymi rękami zastraszają i kneblują krytyków i konkurentów. A strach (przed utratą pracy, przed grzywną, przed absurdalnie wysokim odszkodowaniem) upośledza demokratyczny dyskurs i kastruje dziennikarstwo.

Jest w tym jakiś ponury chichot historii, że w roku jubileuszu ćwierćwiecza upadku PRL, establishment III RP (z aktualnym obozem władzy na czele), zdradza coraz silniejsze ciągoty do rozwijania w Polsce cenzury „represyjno-profilaktycznej”. Jan Dworak podjął na żądanie stołecznego lewactwa próbę zniechęcenia tylko jednego księdza do wypowiadania się na tylko jeden temat, ale już (pokrywający się akurat z politycznym układem sił w KRRiT) nieformalny sojusz platformersko-lewicowy w Sejmie kleci ustawowy instrument zniechęcenia wszystkich polskich księży do poruszania w kazaniach wszelkich kwestii mających aspekty polityczne. W praktyce nie będzie im wolno nawet pisnąć z ambon, że katolikowi nie godzi się np. głosować na kandydatów, którzy obiecują wprowadzenie aborcji na życzenie. Lista tematów tabu może okazać się zresztą długa: prócz sodomii, cudzołóstwo, rozpusta, obżarstwo, lenistwo… Właściwie każda kwestia podlegająca ocenom moralnym może zostać zinterpretowana jako polityczna, a każda ocena moralna jako akt dyskryminacji. Wystarczy, że urazi uczucia jakiejś wpływowej a pieniaczej mniejszości. Strachy na Lachy? W Szkocji już teraz – jak donosi Gość Niedzielny – pewien były policjant, który został ulicznym kaznodzieją, co tylko w swych kazaniach bąknie coś o grzechu sodomii, zaraz ląduje za kratkami. Najbliższa rozprawa czeka go w kwietniu. Na Zachodzie wystarczy dziś krzyknąć na ulicy „Łapaj homofoba!” i aparat państwowy łapie w mig, co do niego należy. Od Sztokholmu po San Francisco.

Jeśli w 2015 roku ten sam „postępowy” sojusz, który dziś działa w KRRiT i wielu samorządach, przybierze postać koalicji rządowej, to kolejna czterolatka może okazać się czasem uciszania głosów i łamania sumień. Przy oczywistych różnicach w powołaniu, duszpasterzy i dziennikarzy spotka podobny los. Krok po kroku. Innego końca wolności słowa nie będzie. Nie każdy totalitaryzm przychodzi na obcych bagnetach. Jeśli pewnego dnia ks. Rydzyk zacznie się gryźć we własny język, będzie to oznaczać, że wiele innych niesfornych języków już wcześniej zostało przybitych do podniebień. Komu się taka przyszłość nie uśmiecha od ucha do ucha, ten niezależnie od własnej opinii na temat rydzykowych opinii, powinien zawołać do Jana Dworaka i do wszystkich dworaków Tuska, Millera, Piechocińskiego i kogo tam jeszcze: Łapy precz od Rydzyka!

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl