Pomimo absolutnej klapy pierwszego przetargu – wycofali się wszyscy chętni – TVP powraca do pomysłu outsourcingu. Na oczach obojętnej widowni odbywa się „dorzynanie watahy” czyli telewizji publicznej. Najpierw przy czynnym udziale premiera praktycznie pozbawiono ją wpływów z abonamentu tak, że dziś zaledwie 12 procent budżetu TVP pochodzi z tego źródła. Na efekty nie musieliśmy długo czekać. Zmuszona do życia z reklam firma traktuje misję jako kosztowny kaprys, do którego realizacji zobowiązuje ją ustawa. Słynne słowa byłego prezesa Roberta Kwiatkowskiego „tyle misji ile abonamentu” stały się ciałem.

 

Po ograniczeniu misji do (nie)zbędnego minimum nadeszła pora na podobny zabieg w stosunku do załogi. 550 „zbędnych” pracowników, w tym ok. 400 dziennikarzy ma przejść do firmy zewnętrznej, czyli de facto zejść z oczu liczącemu zyski i straty zarządowi. Jeśli ponowny przetarg się nie uda nic nie szkodzi. Zorganizuje się trzeci, a jeśli i ten nie wypali, to wtedy wreszcie, w zgodzie z prawem, będzie można przeprowadzić wyprzedaż pracowników bez przetargu. Ta hurtowa wyprzedaż „kapitału ludzkiego” już w pierwszym roku ma przynieść publicznej TV 15 mln oszczędności. Nie ma kasy na misje, to i po co ludzie, którzy i tak nie mogą jej realizować. Jest w tym pewien sens, choć trudno dopatrzeć się sensu w telewizji publicznej, która nie jest publiczna.

 

Jeśli spojrzeć na pozorowane działania, nie tyle podejmowane co raczej jedynie werbalizowane przez ministra kultury, rządzący chcą mediom publicznym pomóc. Zamiast nieściągalnego abonamentu chcą wprowadzić powszechną opłatę audiowizualną. Jednak tyle w tym efektywności co determinacji, a determinacji tyle co na lekarstwo. Minister Zdrojewski nową ustawę zapowiada od lat. Skierował nawet jej założenia do marszałka Sejmu, ale z nie do końca jasnych przyczyn założenia się nie spodobały i ministerstwo znowu pracuje nad owymi założeniami. Obiecywany termin wejścia w życie ustawy, z i tak odległego roku 2015, przesunął się co najmniej o rok. Tak przynajmniej wynika z oceny Jana Dworaka. Do tego czasu obiektem outsourcingu stanie się chyba również zarząd TVP. Ale to nie koniec złych wiadomości. Szef KRRiT, w wypowiedzi dla wirtualnychmediów.pl dodaje, że „zbudowanie systemu pobierania opłat może potrwać nawet dwa lata”. Tzn. następne dwa lata?

Tymczasem prezes TVP Juliusz Braun policzył co jest warta odsiecz kawalerii Zdrojewskiego i wyszło mu, że niewiele. Opłata audiowizualna w sumie dawałaby ok. 1 miliarda do podziału z radiem i… telewizją komercyjną. No, bo przecież minister kultury chciałby 100 mln przeznaczyć na zakupy programów misyjnych w telewizjach komercyjnych. Panie Ministrze! Niech Pan nie będzie żyła. Nich Pan wyda te sto baniek na zakupy misji w TVP, bo w 2017 to też będzie w pełni komercyjna stacja. Będzie, bo choć minister chciałby ograniczenia reklam w publicznej TV, to prezes Braun już zapowiada, że bez reklam jego firma nie pociągnie. Nie pociągnie, bo już dziś jej niewystarczający budżet to 1,4 mld i w większości pochodzi z reklam.

 

Jeżeli patrząc na to wszystko ktoś nie bardzo rozumie o co chodzi, to z pomocą – tym razem skuteczną – nadciąga minister. W radiowej Jedynce szczerze wyjaśnił, że na przeprowadzenie ustawy „brakuje zgody politycznej”. Oj widzimy, że brakuje, bo dobrze wiemy, że jak nie brakuje to Platforma jest w stanie przepchnąć ustawę przez Sejm w kilka tygodni. Jednak TVP to nie OFE. Nic do budżetu państwa nie doda, więc kichał ją pies.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl