Nic tak nerwów nie koi jak czytanie. Ale nie prasy, z prasą jest akurat odwrotnie. Można nawet tę myśl rozszerzyć na całe media i słuchanie, czytanie oraz oglądanie. Obcowanie z mediami czyni z wielu frustratów, można – jak sądzę – nawet zwariować, a już na pewno oszaleć z oburzenia czy po prostu się wnerwić. Codzienna dawka - wydaje się - zapewnia tygodniową dietę, a tygodniowa miesięczną. Kto spożywa więcej mediów, ten na pewno jest przedawkowany. A dalej do choroby medialnej droga już prosta i szybka.

Zafundujmy sobie krótką podróż po Internecie. Oto portal wirtualna polska; na 13 newsów z czołówki aż 11 ma wydźwięk negatywny. Dowiadujemy się m.in., że znany profesor obraził uczniów i musi przeprosić (to prof. Legutko, który nazwał licealistów „smarkaczami”), że w Polsce może być nawet 50 stopni mrozu (ale to było w XVIII wieku), a z zespołu ds. gender chcą wyrzucić Grodzką (o zgrozo!), jakaś gazeta ujawnia, jak elita władzy ukrywa majątek (ale nie nasza, tylko chińska), i jeszcze, że na plaży w Sopocie znaleziono zwłoki mężczyzny. Dalej nie przytoczę, bo jest jeszcze gorzej; tragedia na tragedii tragedią pogania. Na szczęście, wiele informacji, jak się okazuje, to humbugi, wyolbrzymienia, domniemania dotyczące nie Polski i Polaków, lecz obcych nacji i obcych (np. chińskich) elit. Swoiste Radio Erewań dla ubogich!

Zaglądam do dzienników, by nerwy ukoić, ale ukojenia tam nie znajduję. GPC pisze o luksusowym mieszkaniu Owsiaka (ha, 115 metrów, moja babcia miała większe!), wartym około miliona. Owsiak odparował, że atak na niego to „chamówa” i „gra wyborcza”. Jutro, można się spodziewać, gry ciąg dalszy. W tej samej gazecie, i w wielu innych, o minister Bieńkowskiej, która „zakpiła z pasażerów”, kiedy w TVN24 powiedziała, że są opóźnienia pociągów, bo „sorry, mamy taki klimat”. Później jej niefortunną i obraźliwą dla wielu wypowiedź wybronić chciała rzecznik rządu, ale ogary już poszły w las i zwierzynę rozszarpały, a dziennik Fakt zażądał: „Bieńkowska! SORRY Ale odejdź”. W gazecie było jeszcze o umierających dzieciach, oszukiwanych emerytach, kolejkach do lekarzy, itd., jak to w Fakcie. Normalka.

Pora na tygodniki. Otwieram, a tu wszyscy (no prawie wszyscy) wściekli. Monika Olejnik jest wściekła, bo wściekła się na autorów książki „Resortowe dzieci”, że ją tak brzydko opisali, a przecież matka zmuszała ją do chodzenia do kościoła. Wściekają się też inni: i Cezary Łazarewicz i Rafał Kalukin, a nawet Robert Mazurek, który nie uszanował prawicowości Doroty Kani, tylko ją odpytywał, dlaczego w książce pominięte zostały życiorysy prawicowych dziś dziennikarzy, którzy mają (lub ich rodzice) pezetperowską przeszłość. Znamy już odpowiedź Doroty Kani: bo są po naszej stronie. Zaiste, nic dziwnego, że wściekli się wściekli, bo przecież – mniemam – każdy chce być po właściwej stronie, a wybory już niedługo i zwycięzcy rozdawać będą karty, a nade wszystko stanowiska.

Czytam, a staram się czytać ze zrozumieniem, i trafiam na felieton Zbigniewa Hołdysa, a w nim czytam, i już bez zrozumienia, że „Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich nagradza fotkę spalonej tęczy na placu Zbawiciela w kategorii: fotografia patriotyczna”. Czytam, i aż mnie zamurowało, toż taki wytrawny felietonista, który od „ch…” wyzwał byłego premiera, taki szkolny błąd zrobił, informacji nie sprawdził? Słyszał, że gdzieś dzwonią, a to pewnie mu w uszach dzwoniło. Zjadliwy felieton (całkiem zgrabny) licho wzięło, bo jeśli pozostałe fakty też były tak samo prawdziwe, to może warto powrócić do nauki czytania informacji, i najpierw ją dwa razy przeczytać, a dopiero potem o niej napisać. Ale tu żółć wylałem, bo się złym słowem o naszym umiłowanym esdepie sfrustrowałem. Panie i Panowie, nie jesteśmy doskonali, ale może warto czytać uważniej, co publikujemy, bo „patriotyczną fotografię” to akurat nie my obdarzyliśmy ułańską szablą, a Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy (nie rozumie tego również portal wirtualna polska, gdzie występują dodatkowo Katolickie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i KDSP!?). My wydaliśmy oświadczenie w sprawie zmian prawa prasowego na Ukrainie (bardzo ważne), ale akurat mało kto to zauważył (poza prawicowymi portalami). No może jeszcze Radio Erewań, ale ono i tak wszystko przekręci.

Siedzę teraz usadowiony wygodnie w fotelu i frustruję się na rzeczywistość. A w mediach nie będzie o niej lepiej, bo „lepiej to już było”. W mediach będzie coraz gorzej o świecie, o kolegach, o znajomych i nieznajomych, bo spiralę trzeba podkręcać. Książka o resortowych dzieciach świetnie się sprzedaje, bo dokładnie rozdaje razy, choć z założenia tylko przedstawia prawdę, ale nie o naszych, tylko o waszych. Zarobiła już ponoć ponad milion złotych (nie jestem pewien, czy to nie plotka…), zatem i druga strona, z letargu lemingowego obudzona, wkrótce opisze dzieci nie-resortowe, bo publika złakniona sensacji i zadymy na pewno nową książkę też kupi. Zatem, kto następny? Kto się teraz kryje, a kto szuka?

Marek Palczewski

23 stycznia 2014


A z Radiem Erewań było tak: na pytanie Czy to prawda, że w Moskwie na Placu Czerwonym rozdają samochody? – padła odpowiedź: Tak, to prawda, tylko że nie w Moskwie, lecz w Leningradzie, i nie na Placu Czerwonym, a na Placu Rewolucji, i nie samochody, a rowery, i nie rozdają, a kradną. Otóż to.

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl