Lipiec
Sezon ogórkowy w pełni. Przykładowa strona główna przykładowego portalu TVN 24 wyglądała następująco. Na otwarcie 4 wiadomości piłkarskie. Potem dwie wiadomości o śmierci kolonistów. Następnie informacja o topielcu i o rodzinnym wypadku motocyklowym. Dalej dwa przypadki ucieczki kierowców z miejsca wypadów i cała seria „informacji” na temat royal baby. Podczas gdy TVN oferował m.in. filmik „Stoicki spokój dziadka Karola”, to metromsn.gazeta.pl posunęła się do propozycji: „Relacja na żywo: Księżna Kate zaczęła rodzić”. Na razie „relacja” z porodu okazała się relacją sprzed szpitala, ale za parę lat kto wie?
Niezły powód do lipcowej tabloidyzacji mediów znalazł się też w kraju. W rozbieranej sesji zdjęciowej dla magazynu „ESPN” wystąpiła Agnieszka Radwańska tłumacząc, że jest to „promocja zdrowego trybu życia”. Rzecz w tym, że nieco wcześniej tenisistka była ambasadorem akcji „Nie wstydzę się Jezusa” zorganizowanej przez Krucjatę Młodych. Połączenie nie wstydzenia się „promocji zdrowego trybu życia” i Jezusa w jednej osobie młodej tenisistki wywołało do tablicy nie tylko tabloidy, ale i pozostałe media w tym nawet Frondę.pl.
Sierpień
„Nie głupiejemy w <<Faktach>>” ogłosił w wywiadzie dla „Wyborczej” Kamil Durczok. Pytany czemu „Fakty” nie posłały swojego korespondenta do Egiptu odpowiedział: „Nie mam poczucia, że potraktowaliśmy "drugie powstanie egipskie" po macoszemu. Relacjonowaliśmy je bardzo solidnie. A Maciek (Woroch – AK) był już zajęty w Londynie przygotowaniami do najważniejszych narodzin ostatnich lat. Widząc jak dziś na punkcie Royal Baby oszalał cały świat, mam lekko bezczelne podejrzenia, że podjęliśmy słuszną decyzję”. Równie „lekko bezczelna” okazała się TVP, która zlikwidowała dział zagraniczny swojej Agencji Informacyjnej. Natomiast na tym tle całkiem bezczelna okazała się publiczność „Faktów” i „Wiadomości”. W porównaniem z rokiem 2012 oba programy straciły po około 300 tys. widzów czyli ponad 10 proc. swojej widowni. Myślę, że owi „zrezygnowani” widzowie też mogą mieć poczucie „podjęcia słusznej decyzji”.
Wrzesień
Dość powszechne oburzenie w światku medialnym wywołała publikacja we „Wprost”. Tygodnik opisał - a nawet pokazał na video – jak to poseł Adam Hofman podczas zakrapianej partyjnej biesiady prężył przed pracowniczkami partyjnego biura swą męską pierś i głośno wyrażał chęć wyprężenia jeszcze innych części ciała. Oburzenie publikacją okazały nie tylko media prawicowe (ze względów politycznych), ale i mainstreamowe (ze względów estetycznych). W tych ostatnich odezwały się nawet głosy wzywające do nie czytania wprostowego tekstu, co nastąpiło oczywiście po wcześniejszym dokładnym jego omówieniu. Jak się okazało jedynymi, którzy posłuchali wezwań do nie czytania tekstu okazali się prokuratorzy, choć być może podczas partyjnej biesiady doszło do molestowania i wywierania niedozwolonego wpływu na podwładnych.
Październik
800 tys. egzemplarzy! W takim nakładzie sprzedaje się lider rynku polskich tygodników. Tyle tylko, że jest to… magazyn telewizyjny. W pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się tygodników trzy to magazyny tv, a pięć to magazyny plotkarskie. Najlepiej sprzedający się tygodnik opinii „Gość Niedzielny” otwiera dopiero drugą dziesiątkę rankingu. Natomiast najpopularniejszym telewizyjnym polskim kanałem muzycznym jest Polo TV (z 40 procentowym rocznym wzrostem oglądalności), a Radio Plus w ciągu pół roku od kiedy postawiło na disco polo zarejestrowało 430 proc. wzrost słuchalności.
Jednak środowiskowym przebojem miesiąca była reklama natywna w wykonaniu Tomasza Lisa. W blogu w swoim natemat.pl zamieścił wpis o swoich przygotowaniach do maratonu i swoje zdjęcie z nazwami ulubionej siłowni i napoju izotonicznego. TVP, która urlopowała dwójkę swoich dziennikarzy właśnie za udział w reklamie, długo zastanawiała się czy Lis nie złamał Kodeksu Etyki publicznej telewizji. Okazało się, że nie złamał, bo… Kodeks dotyczy jedynie dziennikarzy etatowych, a Lis takowym nie jest.
Listopad
Białostocki sąd uznał dziennikarza Endiego Gęsinę-Torresa winnym podrabiana dokumentów i składania fałszywych zeznań. Na szczęście odstąpił od wymierzenia kary.
Gęsina podawał się za imigranta, który nielegalnie przekroczył granicę, bo chciał trafić do ośrodka dla cudzoziemców i ukrytą kamerą udokumentować panujące tam warunki. Sąd uznał, że „czyn nie był szkodliwy w stopniu znikomym”. Nie był, bo żeby dostać się do ośrodka Torres nie tylko oszukał policję i straż graniczną, ale także sąd, bo to on decyduje o umieszczeniu w ośrodku. Sąd uznał więc, że był instrumentalnie „angażowany do legalizacji mistyfikacji” i w przeciwieństwie do wyroków w podobnych sprawach (jednak nie angażujących sądu w mistyfikacje) sprawy nie umorzył.
W tym samym czasie w Warszawie zakończył się proces Adam Michnik przeciw Rafałowi Ziemkiewiczowi. Naczelny „Gazety Wyborczej” poczuł się dotknięty felietonem Ziemkiewicza, w którym ten stwierdził, że Michnik terroryzuje swoich przeciwników „rozgrzanymi usłużnymi sędziami”. W tym przypadku sąd uznał, że „rozgrzani usłużni sędziowie” nie mogą obrażać Michnika. Mogliby natomiast obrażać sędziów, ale sąd warszawski nie okazał się aż tak wyczulony na swoim punkcie jak białostocki i pozew oddalił.
Grudzień
W „Wiadomościach” ukazał się materiał pod nazwą „Kino akcji”. Miał pokazać nocną pracę policji, a pokazał… zszokowaną, niedoszłą ofiarę gwałtu, która prawdopodobnie nie była w stanie zdać sobie sprawy z konsekwencji tego, że jest filmowana przez dziennikarzy. Wprawdzie po fali krytyki TVP podkreślała, że twarz ofiary została zamazana, a głos zmieniony i, że „nie popełniono błędu w sztuce dziennikarskiej”, ale emisja materiału pozostawiała głęboki niesmak. Miałby może szanse na nominację do Hieny Roku, ale został zdeklasowany przez Ewę Bąkowską z tygodnika „7 Dni Kalisza”. Red. Bąkowska aby zdobyć materiał do artykułu o romansie nauczycielki z 14-letnim uczniem rozmawiała z nauczycielką i rodzicami ucznia (!) podając się za psychoterapeutkę. Po otrzymaniu nominacji redaktor naczelna „7 Dni Kalisza” najpierw uznała, ze zamieszanie wokół jej osoby ma „uzasadnić nagrodę dla Dziennikarza roku z GW”, a potem nazwała zarząd SDP „zramolałymi dziennikarzami”.
No to Szczęśliwego Nowego Roku Zramolali Dziennikarze.
