Więc jednak wojna. Zaczęło się od Gmyza, a skończyło na wyjściu z „Uważam Rze” kilkudziesięciu dziennikarzy. I to jakich! Głośne nazwiska, dobre pióra, wyraziste poglądy. Nie powiem, żebym w całości je podzielał. Często się z nimi nie zgadzałem, niekiedy polemizowałem, niekiedy nawet odrzucałem ze względów ideologicznych. Ale zawsze były to teksty zajmujące, wciągające, na wysokim poziomie (wyjątki tylko potwierdzają regułę).
Szkoda, że nie będzie już takiego „Uważam Rze”. Pismu pod nowym kierownictwem nie wróżę podobnego sukcesu. Czytelnicy „URze” przeniosą swoje sympatie do „W Sieci” – to oczywiste. Czy o to chodziło Grzegorzowi Hajdarowiczowi? Półtora roku temu pisałem, że Hajdarowicz nie pozbędzie się pisma - kury przynoszącej złote jaja. Dziś widać, że pisma się nie pozbył, ale odeszli ludzie, którzy byli tą kurą. Że dziobała? Tak, to prawda. Ale złotej kurze chyba można pozwolić na więcej. Jeśli tworzy się nimb niepokorności, to musi on mieć oparcie w rzeczywistości. Inaczej będzie tylko ułudą, zasłoną dymną. A ten nimb sprzedawał gazetę. Ci, którzy odeszli, dobrze o tym wiedzieli.
Szkoda, że „Uważam Rze” jako tytuł prowadzony przez Pawła Lisickiego i Michała Karnowskiego przechodzi do historii. Pewnie niedługo dowiemy się więcej szczegółów. Autorzy „Uważam Rze” przejdą (na pewno wielu) do „W Sieci”. Ale coś się, niestety, skończyło.
Szacunek, Panie i Panowie!
Marek Palczewski
28 listopada 2012
