Krajowa Rada Radiofonii i TV zaapelowała do klubów parlamentarnych, by te nie ograniczały swoim posłom i senatorom dostępu do mediów. Zdaniem KRRiT taka praktyka jest „niewłaściwa, szkodząca jakości dyskursu społecznego, prawa obywateli do informacji i jakości demokracji”. Ten apel do wszystkich klubów jest oczywiście reakcją na ograniczenia nałożone oficjalnie (inni robią to nieoficjalnie) przez klub PiS, a to z kolei była reakcja na twetterową spontaniczną radość posła Kownackiego z powodu spalenia „pedalskiej tęczy”. Z opinią Rady po części się zgadzam, po części nie.
Otóż niewątpliwie PCP czyli prewencyjna cenzura partyjna „szkodzi prawu obywateli do informacji”. Przy jej zastosowaniu mamy bowiem do czynienia z sytuacją, w której wyborca ma wprawdzie prawo zagłosować na jakiegoś posła, ale pod warunkiem, że zgodzi się nie wiedzieć jak on wygląda i jakie ma poglądy. Zgadzam się też, że PCP to metoda „niewłaściwa”. Właściwe byłoby nieumieszczanie na swoich listach wyborczych osób, za które potem trzeba się wstydzić. Natomiast nie zgadzam się, że PCP „szkodzi jakości dyskursu społecznego”. Otóż nieobecność posła Kownackiego w niczym nie „zaszkodzi jakości dyskursu społecznego”, choć niestety zapewne w niczym tej jakości nie poprawi, bo jak chodzi o owej jakości psucie nie ma ludzi niezastąpionych.
No więc poseł wyrażający swoje uczucia piromańskie nie mógł wystąpić w mediach, ale za to mógł go zastąpić poseł Adam Hofman. Udzielił on nader ciekawego wywiadu tygodnikowi „wSieci”. Z PCP nie miał żadnych problemów, bo gdy udzielał wywiadu ciągle jeszcze był „głównym cenzorem” swego klubu. Można więc wnosić, że tego co powiedział, ani on, ani jego partia się nie wstydzą, a wręcz przeciwnie. To ważna konstatacja, bo poseł Hofman zarysował powyborczą przyszłość mediów publicznych w szczególności, a mediów pozostałych w ogólności. Oczywiści chodzi o te wybory, które PiS wygra.
Spostrzeżenie pierwsze. Mówiąc o mediach publicznych poseł Hofman właściwie nie zauważa radiofonii, a co dopiero działań tv i radia w internecie. To ciekawe, bo jego partia jakoś nie zapomniała o obsadzeniu stanowisk i w tych instytucjach, gdy tylko miała taką okazję. Zresztą do takiej niezgułowatości nie posunęła się żadna partia III RP. Mam też podejrzenia natury ogólnej, że u niektórych polityków za tv odpowiada jedna półkula mózgu, a za radiofonię druga, ta (jeszcze) mniej sprawna. Niektórzy mają chyba nawet cztery półkule, i trzecia odpowiada za opowiadanie dyrdymałów o bezpartyjności mediów publicznych za ich rządów, a czwarta za drapieżne obsadzanie stanowisk w zarządach i radach nadzorczych tychże mediów.
Obserwacja druga. Najpierw znajdujemy poselską deklarację, że PiS jest „jedyną partią, która chce i jest w stanie ocalić publiczne media w Polsce”, by trzy akapity dalej trafić na oświadczenie, że jeżeli polityczny przekaz TVP się nie poprawi to po wyborach „będziemy musieli powołać nową telewizje publiczną”. Oczywiście będzie to „polska BBC”, a ową polską BBC będzie, bo odejdą z niej ludzie, którzy „zajmowali się brudną robotą”, a odejdą otrzymawszy „wilczy bilet”. No cóż, zapowiedź likwidacji publicznej tv i tworzenie nowej, a nawet zapowiedź swoistej redukcji zatrudnienia i „wilczych biletów” nie jest chyba w sensie prawnym groźbą karalną, ale groźbą chyba jest i jako taka powinna stać się przedmiotem szczególnej troski Zarządu SDP, bo odnoszę wrażenie, że dotyczy nie tylko władz TVP.
Obserwacja trzecia. Dla ciekawych przyszłości TVP jest też bardziej szczegółowa wizja owej polskiej, bezpartyjne BBC. Może być tak, że „opozycja ma wpływy w jednym kanale, a władza w drugim”. Poseł nie wyjaśnia jednak, czy owa opozycja będzie mogła sobie zatrudniać tych z „wilczym biletem” czy też jej kadry będzie ustalała dyrekcja kanału „władzy”. Ta wątpliwość może być nieistotna, bo rzecznik PiS dopuszcza też ewentualność jednej „spójnej, rzetelnej telewizji”, a ja dalej nic nie rozumiem, czy to znaczy bowiem, że ten dopuszczalny jednak model tv z dwoma partyjnymi kanałami to będzie jakaś „nierzetelna” polska BBC czy tylko „niespójna”?
I na koniec obserwacja czwarta. Bracia Karnowscy pytają: „Mówi pan o mediach publicznych? Media prywatne zostawiacie w spokoju?”. Poseł odpowiada: „Wiemy, że dziś obóz władzy wpływa silnie na media komercyjne poprzez reklamy spółek skarbu państwa. (…) To potężne narzędzie, które ma każda władza”. „Użyjecie go po przejęciu władzy?” „Wiemy, że to narzędzie istnieje. Wiemy też, że tak dalej w mediach być nie może”. Tu objaśnienie. To, „że tak dalej być nie może” nie oznacza, że partia posła Hofmana nie zamierza „tego narzędzia” używać. Po prostu „nie może być tak”, jak według posła jest tzn., że trzy największe telewizje są przeciwko PiS i jak to zgrabnie zauważa rzecznik „ludzie rozsądni powinni wyciągać wnioski. Teraz, a nie po wyborach. Po nich będzie za późno”.
Naprawdę na koniec małe pytanko. Dlaczego te szczere zapowiedzi Adama Hofmana w najmniejszym stopniu nie niepokoją braci Karnowskich, kiedyś dziennikarzy mediów publicznych, a obecnie mediów prywatnych?
