Czym różni się tresura zwierząt od pracy dziennikarza korporacyjnego? Niewiele. Na początku jest zaskoczenie i oburzenie. Ale cichutkie i wewnętrzne. Tyle było starań, by w ogóle pracę dostać. Więc teraz morda w kubeł i poddanie się drylowi: meldujemy się na bramce punktualnie, odbijamy kartę, wstajemy od biurka na ustalone przerwy, siusiu – nie za często, obiadek – zbiorowo, na koniec - karta i dopiero wtedy – do domu. Wszystko w regulaminowym czasie.

            RAZ – DWA, EIN – ZWEI, ONE – TWO. Raz lewa, raz prawa. Ordnung ma być. Nie chodzi o dryl dla drylu. Chodzi o to, by wykształcić nawyk posłuszeństwa. To proste. Poddasz się musztrze, poddasz i innym rozkazom. Nie myśl sobie, że w korporacyjnym medium przedstawiać będziesz swoje przemyślenia i poglądy. „Stosunek do” – to możesz sobie wyrażać w domu.

            - Nie wyobrażaj sobie, że będziesz TU robił swoją gazetę – pouczył onegdaj ważny szef ambitnego publicystę. Myślał chłoptyś, że coś tam wymusi. Potem się załamał i do dziś się zachlewa.

            Nie jest – jak jest. Ale jest tak, jak decyduje linia gazety, radia, telewizji. Już o tym myślą inni.

            Nie?! To kopa w dupę i nie dostaniesz nawet wypłaty.

- Pan się nie nadaje – powiedzą na odchodne. Pańskie stażowanie kosztowało nas kupę pieniędzy. Nic się panu nie należy, właściwie powinien pan pokryć nasze straty…

            A miało być tak cudownie. Pracodawca się nie martwi, za bramą czekają następni.

            Za cenę bycia na ekranie, bycia rozpoznawalnym w szarej masie „młody” zrobi wiele. Najpierw przejdzie sprawdzian z korporacyjnego drylu. Nauczy się wyczuwać co mu wolno i gdzie są nieprzekraczalne granice. Jak już zorientuje się kto jest kim w korporacji – redakcji, jak już będzie wiedział z kim najlepiej zawrzeć sojusze – bardzo dyskretnie i bez zobowiązań, zrozumie że w firmie najbezpieczniej jest rozmawiać o „dupie – Maryni”. Wtedy wkroczy na pierwszy szczebel wtajemniczenia. (I na ogół tam się zostaje). Dalej pójdą już tylko wybrani. A i tak łaska pańska zwykle zmienna jest.

            „Dupa – Maryna” jest wirtualna. W firmie praktycznie każdy rywalizuje z każdym. Trzeba więc nieźle główkować aby się utrzymać. Szef decyduje o życiu podwładnego. Blednie tylko, gdy nagle wzywają go na wyższe piętro. Zresztą nawet ci z samej góry nie maja żadnych gwarancji. No, może jeśli mają porządnego haka na właściciela – właścicieli. Wtedy są jednak nie pracownikami a … przyjaciółmi.

            Dlaczego miało by być inaczej. Wielkie korporacje rządzą już nie tylko u siebie. One decydują często w państwie. Fundusze zachęt do podejmowania korzystnych dla korporacji decyzji idą w miliony. Nie w złotówkach, a nawet nie w dolarach. W Euro!

            Redaktorek cieszy się, że go rozpoznają w tramwaju, głupiutka panienka z okienka rada, że siwy profesor tytułuje ją redaktorką - wprawdzie nie pisze i nawet nie czyta książek, ale przecież występuje w telewizji. W publicznych mediach to nawet długo można być chronionym. Tutaj zresztą ujdzie dowolna krytyka „A” i „B”. Ale nie daj Boże ruszyć tabu.  Wolność słowa się kończy łapa korporacyjna jest długa. Prywatne media trzymane są na smyczy krótkiej. Z publicznymi układy są zawiłe. Liczba urzędników państwowej kasy rośnie, kontaktów – kontraktów coraz więcej. A i tak wiadomo, że ryba psuje się od łba. :”Złodziei…rowerów” śledzą liczne kamery – na ulicach, w fabrykach, szpitalach i biurach. Złodziei wielkich – chroni układ. Nieznośne media i ryzykujący dziennikarze są upierdliwi i niebezpieczni. Społeczeństwo klaszcze przy spektakularnych okazjach. Częściej jednak dziennikarze aby przeżyć, utrzymać rodzinę spuszczają głowę i wzrok – są posłuszni. 

            Ktoś powie: dziennikarstwo to ciekawy zawód, przygoda życiowa ale i praca wiecznego ryzyka. Dlatego winniśmy chronić tych, którzy są w pierwszej linii, którzy podejmują wyzwania. Chodzi o to, by pakt z Europejską Unią nie przekształcił się w pakt z diabłem dającym profity nieuczciwym. Żeby tak, jak ubezwłasnowolnia się korporacyjnych redaktorów nie zniechęciło się społeczeństwa do walki z nepotyzmem nowych, niesłychanie zachłannych nad–obywateli. Rośnie kasta reprezentantów, którzy reprezentują już tylko własny interes. Zanika poczucie wstydu. Mamy wysyp afer.

             – Jak żyć? – wykrzyczał pytanie paprykarz. Ale odpowiedzi nie ma. Turla się to wszystko jakoś tam. Jak korporacyjni. Póki co.

 

                                                           28.11.2013         Stefan Truszczyński

 

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl