Bardzo ucieszyła mnie niespodziewana, przyznam, wiadomość, że European Federation of Journalists (Europejska Federacja Dziennikarzy) „w ostrych słowach skrytykowała decyzje o zwolnieniu z pracy dziennikarzy Rzeczpospolitej”, łącznie z sekwencją „…a także działania polskiego rządu”.

    W swoim oświadczeniu prezydent EFJ Arne Konig nazwał skandalem zwolnienie z pracy kilku doświadczonych dziennikarzy za  materiał śledczy w sprawie materiałów wybuchowych, znalezionych w Tu-154, który uległ katastrofie pod Smoleńskiem. „To pokazuje – pisze prezydent Konig – że polskie władze nie respektują niezależności mediów, jeśli  zmuszają wydawców do liczenia się przede wszystkim z interesem rządu”. Dodał jeszcze, że wspiera protest SDP przeciw zwalnianiu dziennikarzy śledczych w wolnych i niezależnych mediach”. I zakończył – co wprawiło mnie w prawdziwe zdumienie – że napisał do prezesa Grzegorza Hajdarowicza list, w którym w imieniu organizacji, którą reprezentuje, w imię wolności słowa w Polsce, prosi o rozważenie  możliwości  przywrócenia do pracy zwolnionych dziennikarzy”. Moje  zaskoczenie spowodowane jest paroma czynnikami. Po pierwsze, EFJ znana jest ze swego lewicowo – liberalnego profilu, powiedziałabym, kompatybilnego z  medialnym mainstreamem w Europie. Po drugie – rząd Donalda Tuska wciąż cieszy się tu popularnością, choć coraz mniejszą, i obchodzą się z nim jak, z przeproszeniem, ze  zgniłym jajem. Jest jeszcze jedna przyczyna mojego zaskoczenia: EFJ, jak to każda większa organizacja, słynie z opieszałości oraz, nazwijmy to,  wybiórczości działań. Np. w 2007 roku z wielkim szumem wydała deklarację, ogłaszając 6 listopada Dniem Protestu Dziennikarzy Europejskich  przeciw obniżaniu zawodowych i moralnych standardów oraz politycznym naciskom, które niszczą ten zawód.  „Notuje się – można było przeczytać -  coraz większy nacisk na dziennikarzy spoza budynków redakcyjnych, presje na dziennikarzy jaka wywierają politycy i inni reprezentanci władzy. Najczęściej dotyczy to lojalności wobec rządu oraz ujawnienia źródeł informacji”. Wypisz – wymaluj  przykład „Rzeczpospolitej! Była jeszcze mowa o coraz większej ilości podsłuchów telefonicznych, więcej ingerencji zewnętrznych w pracę mediów, oraz mniej zaangażowania, żeby przerwać ten niebezpieczny proceder.

     Ale deklaracje deklaracjami, a życie – życiem.  Bo w raporcie z tego samego 2007 roku o naruszeniach wolności słowa z terenu całej Europy znalazło się jedynie osiem takich przypadków. M.in. sprawa francuskiego dziennikarza, który zauważył, że Cecile Sarkozy nie wrzuciła do urny swojej karty do głosowania, i którego notatka  została przez właściciela jego gazety, przyjaciela Nicholasa Sarkozy, wrzucona do kosza.  W rejestrze EFJ znalazł się  casus z Rumunii, gdy to po rezygnacji skorumpowanego ministra, w parlamencie przegłosowano ustawę, pozwalającą dziennikarza, który ujawni podobny przypadek, wpakować do więzienia. Jednak wielu przypadków łamania standardów dziennikarskich zabrakło. M.in. prób aresztowania kierownictwa „Gazety Polskiej” za jej rzekome uchylanie się od stawiennictwa w sprawie o ochronę dóbr osobistych  wytoczonej przez TVN  (chodziło wtedy o materiał dowodzący współpracy Milana Subotocia z SB).  

   Teraz, gratulując SDP sukcesu, może warto zadać pytanie: jak to się stało, że w tym przypadku EFJ zareagowała, i  tak szybko? Czyżby w  federacji zmieniał się klimat na, powiedzmy, bardziej „ekumeniczny”? Może Arno Konig poważniej niż poprzednicy traktuje Deklarację z 2007 roku? A może po prostu przypadki z terenu Polski rzadko trafiały do Brukseli i sami sobie jesteśmy winni, że nie wykorzystywaliśmy dotąd tej  szansy ? I czy taki korzystny dla zdrowia polskiego dziennikarstwa wynik nie powinien być dla Stowarzyszenia argumentem na rzecz  przyszłych interwencji w EFJ? Jak widać z Deklaracji, mamy jednak wspólne interesy. Czy zatem z tego kanału nie powinna skorzystać także telewizja Trwam, której najpierw odmówiono miejsca na platformie cyfrowej, a dosłownie kilka dni temu  zadekretowano podwyżkę opłat za koncesje?  Już przy okazji political cleansing, czystki politycznej w mediach elektronicznych, kiedy wszyscy dziennikarze o poglądach konserwatywnych musieli pożegnać się z pracą, sugerowałam skierowanie sprawy do EFJ.  Ale wtedy nie było jeszcze wiary w sensowność podobnej interwencji. Teraz już wiemy, że – choć pewnie nie w każdym przypadku – możemy na Federację liczyć. Bo nawet jeśli list Arno Koniga niczego nie zmieni, casus zostanie nagłośniony na całą dziennikarską Europę, i, być może, stanie się kamieniem uruchomiającym jakąś lawinę?

   Jest jeszcze jedna sprawa, która nie daje mi spokoju: proces karny, wytoczony przez Adama Michnika przeciw Rafałowi Ziemkiewiczowi i „Gazecie Polskiej”, za jego stwierdzenie, że Michnik zwykł terroryzować przeciwników pozwami sądowymi. Jeśli teraz, „rzutem na taśmę”, zwrócimy się do EFJ  z tym jednostkowym przypadkiem, możemy nie uzyskać spodziewanej reakcji. Adam Michnik wciąż cieszy się pośród zachodnich mediów mirem  bohatera opozycji, i trudno byłoby jednym ukłuciem szpilki przekłuć ten balon. Ale – pozwolę sobie podpowiedzieć adwokatom Ziemkiewicza i „GP” – gdyby tak zrobić zbiorówkę wszystkich spraw cywilnych i karnych, które dziennikarz Adam  Michnik i Agora wytoczyli swoim kolegom – dziennikarzom, publicystom jak Andrzej Zybertowicz i poetom jak Jarosław M. Rymkiewicz – można by uzyskać dość materiału dowodowego, aby zainteresować Europejską Federację Dziennikarzy.  Bo, podobnie jak w przypadku naszego kolegi Cezarego Gmyza, dopóki nie nagłośnimy tej „czarnej serii” regularnego i nawykowego tłumienia wolności dziennikarskiego słowa przy pomoc kodeksu karnego –  precedens w skali kontynentu! - nic się nie zmieni. Może po latach karania środowiska mediów za poglądy inne niż Agory, czas upomnieć się o nasze prawa? W imię czego?  W imię wartości, wolności i prawdy, sprawiedliwości, praworządności i egalitaryzmu, np. wyrównywania szans między coraz silniejszymi mediami mainstreamowymi, także Agorą, i  coraz  słabszymi, wciskanymi kolanem w nisze, mediami niezależnymi. Jedynie dziennikarstwo wolne od serwitutów służenia władzy  może pełnić rolę ważnego stabilizatora porządku politycznego i moralnego, w naszym  środowisku, w państwie. Więc byłby krok we właściwą stronę.   

Elżbieta Królikowska-Avis

1 grudnia 2012

Udostępnij
Komentarze
Disqus

Jest to archiwalna wersja portalu. Nowa wersja portalu SDP.pl, dostępna pod adresem: https://sdp.pl